Na GPW możliwe niewielkie odbicie

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 2008-06-24 09:10

Początek tygodnia nie przyniósł rozstrzygnięcia kwestii, czy rynek amerykański ma poważny zamiar przetestowania marcowego dołka. Ten brak zdecydowania na Wall Street jest zrozumiały w kontekście nadchodzącego wielkimi krokami posiedzenia Rezerwy Federalnej. Nikt nie spodziewa się zmiany stopy Fed Funds, ale komunikat towarzyszący decyzji może silnie ruszyć rynkiem, biorąc pod uwagę gorący ostatnio wątek inflacyjny oraz kurs dolara, a poprzez niego także notowania ropy.

Główne nowojorskie indeksy z wyjątkiem Nasdaq stanęły zatem w miejscu, ale w istocie niedźwiedzie nadal kontrolowały rynek, gdyż dwukrotnie więcej spółek spadło niż wzrosło. Liczba otwartych krótkich pozycji akcyjnych znowu jest rekordowa, co może sugerować bliskość punktu krytycznego. Gwałtownie zwyżkuje też wskaźnik put/call, świadcząc o rosnącym strachu. Ponieważ szerszy indeks, jakim jest S&P500 ma jeszcze dość spory dystans do marcowego minimum, gdyby jego ewentualnej dalszej wędrówce w dół towarzyszył spadek wskaźników nastrojów do rekordowo niskich poziomów, test mógłby wypaść pomyślnie. Na razie wskaźniki te są coraz bardziej pesymistyczne, ale jeszcze nie osiągnęły poziomu sygnalizującego panikę.

Znowu rynek został wzięty w kleszcze spadków w sektorze finansowym i wzrostu ceny ropy oraz notowań spółek paliwowych. AIG spadło do poziomu z 1997 r., a MBIA stracił 14 proc. po informacji o konieczności wypłaty ponad 7 mld. USD wskutek obniżenia ratingu. Fatalnie wyglądały akcje producentów samochodów - walory General Motors osiągnęły cenę najniższą od 1975 r. Czyżby zapowiadało to symbolicznie powrót gospodarki w czasy stagflacji? Wiadomości z Arabii Saudyjskie i umocnienie dolara po kiepskich wiadomościach ze strefy euro nie złamały wzrostowego trendu na rynku ropy, który nadal czeka na swojego pogromcę. Droga ropa pogorszyła sytuację logistycznego giganta UPS, który podobnie jak niedawno FedEx ostrzegł po sesji, że jego zysk spadnie. Cena surowca z pewnością zareaguje za to na zmianę notowań dolara po komunikacie Fed. Ben Bernanke musiałby użyć twardego języka, aby wyraźnie wzmocnić dolara. Mógłby jednak przy okazji wylać akcje z kąpielą, więc być może nie podejmie takiego ryzyka, a status quo na rynku ropy jeszcze przez pewien czas się utrzyma.

Warszawska giełda powitała nowy  tydzień najniższym zamknięciem w tym roku i znalazła się w ścisłym gronie najsłabszych wczoraj rynków kontynentu. Nowy dołek powstał na śmiesznie niskich obrotach, co może stanowić pewną pociechę, ale widać wyraźnie, że bez wsparcia z zewnątrz negatywna psychologia jest tak silna, że tej inercyjnej energii pchającej rynek w dół może starczyć na tyle, by WIG20 dotarł do poziomu szczytu zakończonej 8 lat temu hossy. Droga jest otwarta, pozostaje tylko czekać na wynik ewentualnego testu marcowych minimów za oceanem. Im głębiej schodzą warszawskie indeksy, tym bardziej rośnie ciśnienie i obecnie rynek jest odpowiednim miejscem jedynie dla inwestorów o wytrzymałości ryb głębinowych, przekonanych o fundamentalnej atrakcyjności akcji. Mniej odporni lub bardziej sceptyczni już dawno powinni znajdować się poza boiskiem i spokojnie czekać wyraźny sygnał zmiany koniunktury.

Przed posiedzeniem Fed nie należy spodziewać się mocniejszych ruchów, więc niestety dwie najbliższe sesje mogą upłynąć w nudnej atmosferze. Dzisiaj poznamy dane z amerykańskiego rynku nieruchomości i wskaźnik optymizmu konsumentów, ale raczej nie przyniosą one przełomu. Na razie notowania amerykańskich kontraktów sugerują neutralne otwarcie. Rynki w Azji zachowały spokój, a Dax otworzy się płasko. Wczorajszy spadek na GPW okazał się przesadny w świetle spokojnego zamknięcia na Wall Street, więc można spodziewać się jego redukcji w początkowej fazie dzisiejszej sesji, ale jeśli nie wydarzy się coś pozytywnego np. na rynku ropy, zasięg odbicia będzie zapewne skromny.