Dzisiejszą sesję WIG20, ku zaskoczeniu sporej części inwestorów, rozpoczął niewielkim plusem. Szybko jednak można się było zorientować, że jest to wynikiem chwilowej bezczynności podaży. Bowiem, po stronie zleceń kupna, ofert było jak na lekarstwo i jak się wkrótce okazało wystarczyła niewielka aktywność sprzedających, aby nasz najważniejszy indeks w błyskawicznym tempie zaczął się osuwać na południe . Nawet przyzwoite dane o sprzedaży detalicznej we wrześniu, jakie dotarły na rynek, nie zrobiły najmniejszego wrażenia na graczach.
WIG20 w okolicach południa ponownie zajął „zaszczytną” pozycję lidera wśród
europejskich indeksów z wynikiem blisko minus 7 proc.. Na warszawskim parkiecie
całkowicie brak jest zainteresowanych kupnem polskich akcji. OFE nie są w stanie
utrzymywać kursów, a i motywację mają coraz mniejszą, bo spadek indeksów
powoduje obniżenie udziału akcji w ich aktywach i kolejne spadki w mniejszym
stopniu przekładają się na wycenę ich jednostek. TFI cierpią na odpływ
kapitału i ich aktywność koncentruje się głównie po stronie podażowej, a
inwestorzy indywidualni, nie są jeszcze gotowi do podejmowania ryzyka i
zwiększania portfeli. W tej sytuacji nawet symboliczne zlecenia sprzedaży są w
stanie zrobić prawie wszystko z naszą giełdą. To bardzo ułatwia silniejszym,
zagranicznym graczom, na ustawianie sesji pod swoje potrzeby. Posiadaczom akcji
sytuacji nie poprawia tempo deprecjacji naszej waluty. Dzisiaj bez problemu
dolar przełamał kolejną symboliczną barierę i trzeba było płacić za niego
powyżej 3 zł. Ponieważ widać, że poziom stóp procentowych nie odgrywa
obecnie żadnej roli, to trochę dziwi brak odwagi ze strony RPP w ich obniżkach,
a takie kroki podejmują seryjnie kolejne państwa w celu zaktywizowania
gospodarek. Po nocnym ( dla nas ) cięciu stóp procentowych przez Reserve Bank of
New Zeland o 1 pkt. proc. do 6,5 proc. i to przy inflacji na poziomie 5,1 proc.,
podobną decyzję podjął Bank Centralny Szwecji.
Po południu na rynek zaczęło
docierać szereg danych. Credit Suisse poinformował o stracie, jaką
zanotował w poprzednim kwartale, w wysokości 1,26 mld franków szwajcarskich. Za
to lepsze rezultaty zapowiedział Petro-Canada, który mimo znacznego spadku
cen ropy w III kw. ma osiągnąć większe zyski. Z kolei liczba nowych
wniosków o zasiłek w USA, nieznacznie gorsza od prognoz, była w sumie
wiadomością neutralną. Dane z rynku amerykańskiego, jeszcze tak ważne niedawno,
obecnie są ignorowane przez inwestorów na warszawskim parkiecie i nie maja
większego wpływu na kursy akcji.
Na czwartkowej sesji na GPW ponownie pod ostrzałem sprzedających znajdowały się banki. Prezesi naszych instytucji finansowych zapewniają o ich bardzo dobrej kondycji, ale inwestorzy podchodzą z coraz większym niepokojem do osłabiającej się złotówki względem szwajcarskiego franka i możliwych konsekwencji tego trendu. Od kilku dni pod dużą presją podaży znajduje się Getin Holding, którego bank udzielił kredytów hipotecznych na sumę 9 mld zł w ostatnich czterech latach, a obecnie gracze bardzo dokładnie przyglądają się aktywom banków. Największe dzisiaj straty wśród najcięższych spółek ponieśli akcjonariusze BRE Banku i Polimexsu, a w zielonej strefie znalazły się tylko CEZ i PGNiG. WIG20 osunął się o kolejne 3,94 proc. i tym razem spadki dotknęły też firmy mniejszego kalibru. Obroty, które wzrosły wskazują, że sprzedający nadal dysponują sporymi zasobami akcji.
GPW po raz kolejny obrała kierunek na południe i bardzo trudno za ten
stan obarczać tylko emocje graczy. Bardziej to wygląda, na systematyczne dążenie
części inwestorów do z góry założonego planu. Straty tzw. emerging markets
sięgają już 52 proc. ( do dnia dzisiejszego ) i mają dyskonto do rynków
rozwiniętych rzędu 20 proc., chociaż tempo rozwoju gospodarek wschodzących jest
bez porównania wyższe od krajów rozwiniętych. Wygląda na to, że kto inny
zawinił, a kto inny płaci rachunki.