Spadki mogą dotknąć zwłaszcza duże spółki, gdzie zaangażowanie zagranicznych graczy jest największe.
Podobnie jak we wtorek, liderem spadków wśród nich może być bank BPH. Od jutra nie będzie on już wchodził w skład indeksu spółek Europy Środkowej (CECE). To może prowadzić do redukcji jego akcji w portfelach funduszy inwestujących w oparciu o ten indeks.
Notowania na GPW już na początku dnia prawdopodobnie będą zniżkować. WIG20 już na otwarciu może przetestować nawet dołek z 7 marca br. na poziomie 3173,93 pkt. O tym jednak czy spadki będą kontynuowane w kolejnych godzinach, czy też może zostanie podjęta próba obrony rynku, zdecyduje rozwój sytuacji na głównych europejskich parkietach.
Pewien wpływ może też mieć zachowanie jena i szwajcarskiego franka. Obie waluty są wykorzystywane do operacji carry trade, czyli operacji polegających na pożyczaniu środków w walutach nisko oprocentowanych (jen, frank) i inwestowaniu w instrumenty, które mogą dać większą stopę zwrotu (np. w akcje polskich spóek). Dalsze umocnienie tych walut, wymuszać więc będzie zamykanie tych pozycji.
Gdyby spadki były kontynuowane, to WIG20 nie powinien dziś spaść poniżej wsparcia, jakie na 3148,68 pkt. tworzy dołek z 10 stycznia br. Można bowiem oczekiwać, że dopóki na światowych rynkach akcji nastroje nie zrobią się paniczne, rodzime fundusze inwestycyjne, tak zależne od napływu nowych środków, zdecydują się bronić tego wsparcia.
Analiza techniczna sugeruje, że rozpoczęta przed dwoma tygodniami zniżka, to dopiero początek dużej korekty, całej kilkuletniej hossy. Pierwszy etap tej korekty ma szanse zakończyć się dopiero na silnym wsparciu 2900 pkt. Po czym rozpoczęłyby się kilkutygodniowe, korygujące ten spadek, wzrosty. Natomiast zakończenia całej korekcyjnej sekwencji, należałoby oczekiwać dopiero gdzieś na poziomie 2600 pkt. (38,2% zniesienie Fibonacciego hossy).
Układ sił na rynku zmieni dopiero powrót ponad przełamaną przed ponad
tygodniem, 9-miesięczną linię trendu wzrostowego (3370
pkt.).(XTB/ISB)