Na papierze deficyt zbijany skutecznie

opublikowano: 09-01-2020, 22:00

Debata Sejmu nad ustawą budżetową państwa na rozpoczęty już rok 2020 przebiega i typowo, i nietypowo.

Jak każdego roku w III RP opozycja złożyła typowy wniosek o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu, ale jak każdego roku nie miał on jakichkolwiek szans. Przepadł stosunkiem 216:227, przy 1 głosie wstrzymującym się i 16 posłach nieobecnych. W tej ostatniej grupce rozkład sił wyszedł 8:8, dlatego klubowi PiS do obronienia budżetu spokojnie wystarczyło 227 szabel, absolutnie niepotrzebna była nominalna większość 231. Wynik tego bardzo ważnego głosowania potwierdził, że sytuacja frekwencyjna w Sejmie już się unormowała — zawsze nieobecna jest jakaś grupka posłów z obu stron, dlatego PiS wystarcza bieżące monitorowanie stanu kadrowego i wszystkie ustawy/uchwały władcy będą skutecznie przepychali bez konieczności mobilizowania w komplecie 235-osobowego klubu.

Zadanie księgowego zrównoważenia budżetu 2020 wykonał minister Tadeusz Kościński.
Zobacz więcej

Zadanie księgowego zrównoważenia budżetu 2020 wykonał minister Tadeusz Kościński. Fot. Adam Chełstowski

Nietypowość proceduralna budżetu 2020 polega zaś na rekordowym spóźnieniu projektu. Rada Ministrów przyjęła obecną wersję dopiero… 23 grudnia 2019 r., jako druk sejmowy nr 112 budżet zaistniał w Wigilię. I całe szczęście, że przed sylwestrem, ponieważ spełniony został ustawowy warunek i od 1 stycznia 2020 r. prawnej dziury nie ma — Rzeczpospolita Polska prowadzi gospodarkę finansową państwa na podstawie zarejestrowanego w parlamencie rządowego projektu. To nasza wyższość np. nad Stanami Zjednoczonymi Ameryki, które z powodów proceduralnych regularnie przeżywają noworoczny paraliż wydatków federalnych. Bezustawowa prowizorka może w Polsce trwać długo, nawet do wiosny, dopóki nie zaingeruje prezydent, który może dyscyplinarnie skrócić Sejmowi kadencję za przekroczenie terminu. Jednak w okresie własnej kampanii wyborczej Andrzej Duda nawet nie będzie śmiał pomyśleć o takim kroku, zatem spóźniony budżet zaistnieje w Dzienniku Ustaw wtedy, gdy… zaistnieje. Ostatni art. 39 i tak zawiera terminowe zabezpieczenie wsteczne: „Ustawa wchodzi w życie z dniem następującym po dniu ogłoszenia, z mocą od dnia 1 stycznia 2020 r.”.

Poprzedni gabinet Mateusza Morawieckiego projekt budżetu 2020 już przyjął i przed 30 września do Sejmu złożył. Ale zgodnie z zasadą dyskontynuacji o północy 11/12 listopada 2019 r. wszystkie projekty w parlamencie (poza obywatelskimi) trafiły z automatu do kosza. Zgodne z duchem konstytucji byłoby ponowne zarejestrowanie projektu budżetu w Sejmie nowej kadencji natychmiast 12 listopada, ewentualnie 15 listopada po zaprzysiężeniu nowego rządu. Ewentualne korekty Rada Ministrów mogłaby przecież wprowadzić w trybie autopoprawki. Postanowiono jednak zmienić budżet w resorcie finansów. Wiele tygodni trwała gigantyczna kreatywna księgowość, aby za wszelką cenę utrzymać jeden ze sztandarowych argumentów z kampanii wyborczej o zrównoważeniu kwoty wydatków i dochodów. Że na papierze się uda — nie ulegało wątpliwości. W projekcie wniesionym 23 grudnia zapisany został jednak prawdziwy cud — w stosunku do września aż o 5,8 mld zł zwiększone zostały także socjalne wydatki. Poprzednia równowaga zapisana została na poziomie 429,5 mld zł, obecnie zaś Sejm pracuje na wysokości aż 435,3 mld zł. Grudniowym Mikołajem, który z nieba zrzucił rządowi PiS aż 7,16 mld zł, okazał się NBP. Zgodnie z prawem bank centralny wpłaca budżetowi państwa zdecydowaną większość, około 95 proc. swojego zysku. Wielomiliardowy transfer na razie jest tylko planowany, ale w ustawie zapisany został już jako pewniak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu