Unia Europejska szykuje niespodziankę dla przewoźników — nowe opłaty. Mają obowiązywać już od 2011 roku.
Powstaje projekt, który zakłada obciążenie firm przewozowych „haraczem” za zanieczyszczanie środowiska i hałas wywoływany przez ciężarówki. Nowa opłata ma dotyczyć aut o dopuszczalnej masie całkowitej powyżej 3,5 tony, poruszających się po europejskich drogach.
Zasady
Szacuje się, że nowa opłata będzie wynosić nawet 5 eurocentów za każdy przejechany po Europie kilometr.
Skąd wziął się pomysł nowej opłaty? Unijni urzędnicy tłumaczą, że chodzi o to, aby za zanieczyszczenia środowiska płacił zanieczyszczający, a nie podatnik.
W Unii 73 proc. towarów przewozi się ciężarówkami. Jak wyliczają eksperci Komisji Europejskiej, odpowiadają one za 90 proc. tzw. kosztów środowiskowych w sektorze transportu. A te szacuje się rocznie na 100 mld EUR. Zdaniem przewoźników, to „przerzucenie” z podatnika na przedsiębiorcę obowiązku ponoszenia tzw. kosztów środowiskowych i tak nie przyniesie skutku. Podwyżka kosztów działania firm transportowych i tak finalnie spadnie na klientów firm transportowych i konsumentów przewożonych dóbr. Przewoźnik w cenie swojej usługi zawiera wszelkie koszty. Tymczasem już dzisiaj eksperci wyliczają, że w cenie towaru koszty transportu stanowią średnio około 10 proc. Słowem, nowa opłata z pewnością odbije się na cenach produktów na sklepowych półkach.
Zgodnie z obowiązującymi obecnie przepisami, kraje członkowskie mogą pobierać opłaty za przejazdy związane jedynie ze zużyciem nawierzchni dróg. Stąd właśnie pomysł umożliwienia (nie byłoby to obligatoryjne) wprowadzania dodatkowych opłat. Byłyby one zróżnicowane m.in. ze względu na normę Euro, jaką spełnia dany silnik, czy hałas emitowany przez pojazd.
Reakcja
Jak do nowego pomysłu Unii podchodzą przewoźnicy? Są zgodni. To bardzo zły moment na wprowadzanie w życie tego typu pomysłów. Po pierwsze dlatego, że przewoźnicy drogowi już obciążeni są kilkudziesięcioma różnymi opłatami. Po drugie, sytuacja na rynku transportowym całej Europy jest, delikatnie mówiąc, napięta, a wiele firm stoi na progu bankructwa.
— Mam wrażenie, że ostatnio — w odniesieniu do rynku transportowego — cały czas mówi się tylko o podwyżkach i ograniczeniach. Od nowego roku ma podrożeć przejazd niemieckimi autostradami, teraz słyszę o projekcie nałożenia opłaty „ekologicznej” na wszystkie europejskie drogi. Tymczasem pod takimi obciążeniami firm z pewnością nie będzie stać na inwestycje np. w nowoczesny, bardziej ekologiczny tabor — mówi Andrzej Szymański, dyrektor handlowy w spółce Dartom.
Podobnego zdania jest Krzysztof Zdziarski, prezes Pekaesu.
— Niestety, propozycja dopłat to część widocznej tendencji do przenoszenia odpowiedzialności za wszystkie obszary związane z transportem tylko na przewoźników. Tymczasem w ujęciu ilościowym transport towarowy to nie więcej niż 10 proc. samochodowego ruchu w Europie. Tego, że inwestując w nowoczesne samochody ciężarowe, spełniające wysokie normy emisji spalin, myślimy o ekologii, wprost nie widać, jednak silniki z Euro IV a w 2009 r. już z Euro V będą standardem. Pochodną nałożenia dodatkowego obciążenia na przewoźników będzie wzrost kosztów transportu, a to nie sprzyja inwestycjom — mówi Krzysztof Zdziarski.