Latał na paralotni, trochę biegał, próbował sztuk walki – capoeiry i K-1. Lubił, kiedy wiele się działo w jego życiu, ale po pewnym czasie stwierdził, że bodźców jest za dużo. Kilkanaście lat temu postawił na boks, który uzależnił go dynamiką i koniecznością myślenia. Spełnia się, kiedy po sparingu, zlany potem, siedzi bez sił na ringu. Wtedy czuje, że żyje.
Sposób na przebodźcowanie
– Wybrałem boks, bo ze wszystkich sztuk walki ma najwięcej cech klasycznego sportu i jednocześnie jest bardzo intensywny. Łączy dynamikę i zdrową kulturę współzawodnictwa. Bardzo mi się podoba, że mam sparingpartnerów, z którymi poza ringiem bardzo się lubię i szanuję. Ten sport pozwala mi również spełnić swoje fizyczne cele, zmęczyć się, a jednocześnie poćwiczyć i mieć odskocznię od intensywnych tematów zawodowych. Poza tym jest to świetna kontrola ego. Szybko można zweryfikować swoje możliwości fizyczne – mówi Paweł Wieczyński, prezes DataWalk, firmy notowanej na GPW, która ma platformę analityczną wykorzystywaną m.in. w sektorze finansowym i bezpieczeństwa.
Menedżer boksuje w klubie Puncher Wrocław pod okiem Kacpra Mielnika.
– Trener to dla mnie kopalnia wiedzy o wpływie wysiłku fizycznego na organizm. Kiedyś trenowałem na siłowni, ale skutek był taki, że byłem o 20 kg cięższy i wolniejszy – wspomina Paweł Wieczyński.
Trzy razy w tygodniu ma treningi na ringu, a sparingi są tym częstsze, im więcej wyzwań i stresów pojawia się w pracy. Regularność wysiłku zapewnia mu spokojną medytację i sen. Boksuje dla przyjemności, ale dzięki temu ma też poczucie, że jest bardziej opanowany w sytuacjach zawodowych.
– Przebodźcowanie powoduje, że mam potrzebę rozładowania emocji wyczerpującym wysiłkiem fizycznym. Boks okazał się idealnym wyborem. I choć w klubie trenuje wiele osób, to najczęściej biję się z tymi, których dobrze znam. Chodzi o podobny poziom sportowy, co wpływa na przebieg walki, intensywność i możliwość wyciągnięcia z niej nauki. Po sparingach twarz bywa obita, ale zdarza się to coraz rzadziej – tkanki przystosowują się do uderzeń. Teraz ktoś musi naprawdę celnie mnie trafić, żeby pojawił się siniak – mówi prezes DataWalk.
Szacunek dla przeciwnika
Według niego boks to sport, w którym technika i doświadczenie mają największą wartość. Stary wyga ma przewagę nad młodymi i dynamicznymi zawodnikami, bo wcale nie chodzi tylko o szybkość.
Według prezesa DataWalk podczas sparingu kluczowa jest szybka ocena przeciwnika i jego stylu walki, a następnie znalezienie sposobu, by optymalnie wykorzystać własne umiejętności.
– Większość sparingpartnerów jest ode mnie wyższa i cięższa. Muszę wtedy dopasować styl walki – jeśli ktoś jest wyższy, czasami muszę poczekać, aż mnie zaatakuje. Wtedy skracam dystans i mogę zacząć robić swoje, a czasami muszę kontrolować środek pola w krótkich doskokach. Jednak kluczem jest szacunek dla przeciwnika i dostosowanie siły uderzenia do jego odporności. To kolejny powód, dla którego wybieram osoby do walki z doświadczeniem podobnym do mojego – tłumaczy Paweł Wieczyński.
Jak podkreśla, boks to nie jest walka do upadłego, a przed sparingami – nawet ostrzejszymi – ustala się tempo.
– Boks to sztuka walki bazująca na szacunku do przeciwnika. Jeden z moich sparingpartnerów ma wysokie umiejętności, jest szybki i silny, a potrafi tak uderzyć, że odczuwa się to jak muśnięcie. Szanuję i zazdroszczę, że potrafi się dostosować. Jeśli ktoś mnie lekko uderza, to i ja tak oddaję, ale zdarza się, że ktoś przychodzi na trening i wyżywa się na innych. Trzeba dać sobie spuścić manto albo samemu to zrobić. Czasem też celowo umawiamy się na ostrzejszy sparing, by to poćwiczyć. W razie potrzeby interweniuje trener – zapewnia Paweł Wieczyński.
W boksie nie ma tych złych
Na ringu oprócz kształtowania ciała szlifuje się również charakter.
– Sugerowano mi kiedyś udział w walkach i zastanawiałem się, co mi to da. Trener mnie przekonał, że poza podbudową ego tego typu walki niczym nie różnią się od dobrych sparingów. Nie szukam poklasku, dlatego nie decyduję się na udział w zawodach. Miałem kiedyś ochotę startować w szachoboksie. To konkurencja łącząca naprzemiennie rundy walki bokserskiej i gry w szachy z tą samą osobą. Wymagane jest ukończenie 30 walk na zawodach, których nie mam, i wysoka umiejętność gry w szachy, co dyskwalifikuje mnie już na starcie i pozostaje w sferze marzeń – mówi Paweł Wieczyński.
Szefowi DataWalk znajomi czasem dogryzają, że za bardzo się wciągnął w walkę z bad guys.
– Oczywiście to nie jest prawda, bo na ringu, nawet jak walczymy mocniej, nikt nie jest tym złym. Prawdziwi bad guys chowają się tam, gdzie są prane pieniądze, w sieci podmiotów i aktywności mających ukryć wyłudzenia i przestępstwa, w dziurach w danych, które przy ogromnych wolumenach są nie do zauważenia bez specjalistycznych narzędzi, i w cyfrowych mikrośladach. Tak więc jeżeli mówimy o jakiegoś rodzaju życiowej i społecznej walce, to zdecydowanie mam to w pracy. Boks to tylko sport i przyjemność – konkluduje Paweł Wieczyński.

