Bardziej tracą waluty rynków wschodzących, co odbija się też na złotym – o godz. 15:50 euro drożeje w okolice 4,18 zł, dolar przekroczył już barierę 2,91 zł, a za franka płaci się blisko 3,69 zł. Na głównych rynkach widać znów umocnienie się dolara. Przyczyną powrotu złych nastrojów są obawy związane ze światową gospodarką – po wczorajszych danych z USA o inflacji PPI, a także dzisiejszym odczycie CPI, który też nieco przewyższył prognozy (chociaż nie w kwestii odczytu bazowego), a także wystąpieniach dysydentów w FOMC – Charlesa Plossera i Richarda Fishera, a także ostrożnych słowach Narayana Kocherlakoty sprzed kilku dni – szanse na to, iż 26 sierpnia w Jackson Hole, szef FED zapowie program QE3 stały się mniejsze. Rano pisałem, iż ewentualna gra pod ten czynnik stała się bardziej skomplikowana, niż wydawało się to jeszcze kilka dni temu. Jeżeli rynki nie zobaczą wsparcia ze strony FED, a europejscy politycy będą pokazywać swoją nieudolność w efektywnej walce z kryzysem – to we wrześniu na rynkach finansowych może być znów nerwowo. Zwłaszcza, że scenariusz globalnej stagnacji staje się coraz bardziej realny.
O godz. 14:30 poza wspomnianymi już danymi z USA o inflacji CPI
poznaliśmy też odczyt danych o cotygodniowym bezrobociu – odczyt wzrósł do 408
tys. z 399 tys. po korekcie przed tygodniem. Dopóki będziemy tkwić w okolicach
400 tys. wniosków, to nie ma szans na wyraźniejszą poprawę na rynku pracy. Teraz
kluczowe będą dane o godz. 16:00 – zwłaszcza dotyczące odczyty indeksu Philly
FED i wskaźników wyprzedzających – o ich wpływie piszę w subiektywnym
kalendarzu.
Nadal zastanawiająca może być siła funta. Zwłaszcza, że opublikowane
dzisiaj dane o sprzedaży detalicznej za lipiec nie zdołały sprostać rynkowym
szacunkom – wzrost wyniósł zaledwie 0,2 proc. m/m i nie uległ zmianie w ujęciu
rocznym. Być może funt trzyma się mocno na zasadzie pewnego paradoksu w postaci
wracających problemów strefy euro, spekulacji związanych z kondycją tamtejszych
banków (także w kontekście kuriozalnej propozycji opodatkowania transakcji
finansowych, jaka padła po ostatnim spotkaniu Sarkozy-Merkel, a także
niepewności związanej z frankiem (inwestorzy nie są pewni kolejnych kroków ze
strony Szwajcarskiego Banku Centralnego, a ostatnie działania podjęte przez SNB
zmniejszają atrakcyjność utrzymywania środków w tej walucie). Tyle, że jeżeli
jest w tym cien prawdy, to obserwowana siła funta ma dość kruche podwaliny.
W
kraju też nie było dzisiaj powodów do optymizmu – opublikowane o godz. 14:00
dane Głównego Urzędu Statystycznego nt. lipcowej produkcji przemysłowej pokazały
odczyt na poziomie 1,8 proc. r/r wobec spodziewanych 3,4 proc. r/r. Było to też
gorzej, niż w czerwcu, kiedy to produkcja wzrosła o 2,0 proc. r/r. Wygląda na
to, że spowolnienie ma trwalszy charakter, jeżeli przyjmiemy za prawdopodobne
dalsze hamowanie niemieckiej gospodarki, z której to kondycją nasza produkcja
przemysłowa jest skorelowana (większość idzie przecież na eksport).
EUR/USD: Naruszenie poziomu 1,4350 to sygnał, że w kolejnych godzinach
będziemy testować okolice 1,43. Wiele będzie zależeć od danych z godz. 16:00.
Analiza techniczna nie wyklucza spadku w okolice 1,4200-1,4250 w perspektywie do
jutra. To może się zmienić tylko w przypadku mocnego powrotu ponad 1,4350 i
wyjścia ponad poziom 1,4400.
Sporządził: Marek Rogalski – analityk DM BOŚ (BOSSA FX)