Jest źle, będzie gorzej – taka jest opinia o światowej gospodarce na ten i przyszły rok. Międzynarodowy Fundusz walutowy prognozuje spadek światowego PKB w 2009 r. i głosi, że jesteśmy w wielkie recesji. Zdaniem niektórych ekspertów od zarządzania to wcale nie są złe wieści.
- Dużo ostatnio podróżuję i wszędzie słyszałem narzekania: w USA, Japonii, Frankfurcie. Oczekiwania co do wzrostu gospodarczego w USA w przyszłym roku są najgorsze od 36 lat. Od sierpnia 2008 r. nasze indeksy pokazujące jak dane mają się do prognoz pokazywał, że dane były znacząco gorsze od oczekiwań. I reakcja rynku była negatywna. Teraz wskaźniki pokazują stabilizację. Oczekiwania odpowiadają rzeczywistości. A to dobry sygnał, bo dużo łatwiej o pozytywne niespodzianki – mówi William De Vijlder, szef departamentu inwestycji Fortis Investments.
Inwestorzy zamiast kapitulować, powinni się rozglądać.
- W branży
zarządzania aktywami pracuję od ponad 20 lat i nigdy nie miałem tak długiej
listy aktywów, które są niedoszacowane. Akcje są tanie w porównaniu do
obligacji. Również wskaźnik cena do zysku jest na niskim poziomie. Tu jest
problem, bo wiemy jaka jest cena, ale zyski są niewiadomą. Lepiej posługiwać się
wskaźnikiem cena do zysku Schillera, który porównuje cenę do średniego zysku z
ostatnich 10 lat. W USA ten wskaźnik jest na poziomie z lat 70. Również rynki
Europy Wchodzącej są atrakcyjnie wyceniane, kilkadziesiąt procent poniżej rynków
rozwiniętych. Szczególnie atrakcyjnie wygląda Polska – mówi William De Vijlder.
Ale to nie akcje są jego zdaniem teraz najatrakcyjniejsze.
- W
najbliższym czasie czeka na rynku akcji nas duża zmienność, bez jasnego
wyznaczenia kierunku. To, co obserwujemy w ostatnich tygodniach to odbicie. Ale
niedługo nastąpi realizacja zysków i spadki, potem kolejne odbicie i spadki. To
oznacza duże ryzyko dla inwestorów. Najlepszym pomysłem inwestycyjnym są teraz
obligacje korporacyjne, bo są bardzo atrakcyjnie wyceniane. Można kupić
obligację oprocentowaną o ponad 17,5 pkt. proc. ponad obligacje rządowe, a ta
wycena zakłada, że 34 proc. emitentów upadnie. Tymczasem w 1933, który był
najgorszym rokiem, upadło zaledwie 15,4 proc. Trudno oczekiwać, że teraz będzie
gorzej, a to oznacza szansę na spory zysk – mówi William De Vijlder.
O obligacjach rządowych nie ma już co myśleć.
- Jeszcze przez jakiś czas
będą spadały będą rentowności obligacji rządowych, a rosły ceny, ale ta hossa
wkrótce się skończy – mówi William De Vijlder.