Na tradycji da się zarobić

Izabela Tadra
opublikowano: 2008-06-03 00:00

Warszawska Praga-Północ, która jeszcze do niedawna cieszyła się złą sławą, oferuje inwestorom duży potencjał i inicjatywę władz dzielnicy.

Odnowiona fabryka Schichta i bazar Różyckiego mogą się stać wizytówkami warszawskiej Pragi

Warszawska Praga-Północ, która jeszcze do niedawna cieszyła się złą sławą, oferuje inwestorom duży potencjał i inicjatywę władz dzielnicy.

Choć praski pełnomocnik do spraw jej rewitalizacji stale zarzeka się, że dzielnica ma pieniądze na rewitalizację tylko trzech kamienic rocznie, to Praga przeżywa renesans. Okazało się, że dzielnicy potrzeba nie tylko nowych biurowców i osiedli mieszkaniowych czy wyczekiwanej od lat linii metra, ale przede wszystkim pomysłu, jak wykorzystać to, co już jest — tradycję. Rewitalizacja i przywrócenie do użytku dawnej Fabryki Polskiego Przemysłu Gumowego, dziś znanej na cały kraj jako Fabryka Trzciny, dawnego kina Praha czy fabryki wódek Koneser zakończyły się sukcesem. Czas na kolejne praskie perełki.

Lofty w fabryce mydła

Przy ulicy Szwedzkiej stoi bezużyteczny od lat budynek dawnej fabryki Schichta, znany też jako Pollena. W 1896 r., jako Towarzystwo Akcyjne Produktów Chemicznych Praga, zakład rozpoczął produkcję mydła, farb, pasty do butów i wosku. W okresie międzywojennym zmienił szyld na fabrykę Schichta. Do 1939 r. wielokrotnie zmieniał właścicieli, ale asortyment wyrobów pozostawał bez zmian. Po wojnie fabryka wchodziła w skład Polleny. W 1991 rozpoczęto prywatyzację przedsiębiorstwa. Dziś obiekt jest pod opieką konserwatora zabytków, co jednak nie przeszkodziło wpuszczeniu doń inwestora, który ma pomysł na jego ożywienie. Firma Restaura, specjalizująca się w adaptowaniu obiektów zabytkowych na mieszkalne, zamierza tam stworzyć kompleks loftów.

— Inwestycję chcemy rozpocząć pod koniec roku. Jej projekt przygotowuje dla nas pracownia architektoniczna Grupa 5. Nie jest to łatwe, bo musimy uwzględniać wszystkie wymagania konserwatora. Wciąż prowadzimy z nim rozmowy, bo zależy nam na skróceniu komina fabryki. Chcemy w ten sposób zabezpieczyć całą inwestycję oraz jej przyszłych mieszkańców przed skutkami jego ewentualnego zawalenia. Skrócenie go o kilka metrów to nie to samo co jego zburzenie, a na pewno podniesie bezpieczeństwo. Obecnie, przy silniejszym wietrze, komin po prostu się chwieje — tłumaczy Paweł Augustyn, dyrektor zarządzający Restaury.

Adaptacja fabryki pochłonie miliony złotych. Dziś inwestor nie potrafi wymienić konkretnej kwoty, którą wyłoży na rewitalizację, gdyż projekt jest ciągle w fazie koncepcyjnej. Wie natomiast, że zależy mu na dalszej współpracy z miastem i dzielnicą. I ma w tym swój cel.

— Nie chodzi nam o to, aby ten projekt zamknąć tylko w obrębie samej fabryki, bo teren wokół niej ma równie duży potencjał i z pewnością będzie się rozwijał. Będziemy chcieli nawiązać współpracę z gminą w celu rewitalizacji budynków sąsiadujących z naszym. Ładne otoczenie fabryki podniesie dodatkowo standard naszej oferty i cenę przyszłych mieszkań, jest to więc transakcja wiązana — mówi Paweł Augustyn.

Ostatnia taka bitwa

Tyle samo szczęścia, co fabryce Schichta, przydałoby się legendarnemu już bazarowi Różyckiego. To duży, jak na warunki stolicy, niezabudowany plac w centrum starej Pragi. Wszystko wskazuje na to, że zostanie on zwrócony spadkobiercom jego założyciela. Spekuluje się, iż powstanie na nim nowoczesne centrum handlowe. Jednak dyrektor Muzeum Pragi Janusz Sudecki wraz ze stowarzyszeniami praskimi oraz mieszkańcami dzielnicy chce wpisać bazar do rejestru zabytków. Pokrzyżowałoby to plany spadkobierców, ale uratowało bazar, który dziś jest miejscem pracy dla co najmniej 200 kupców. Teren, na którym znajduje się bazar, zakupił w 1874 farmaceuta Julian Różycki i założył tam praskie targowisko. Teren bazaru był otoczony zdobionym, żeliwnym ogrodzeniem z pięcioma wejściami. W początkowej fazie rozwoju miał siedem zadaszonych kramów, w których znajdowały się wydzielone stanowiska. W kolejnych latach zaczęły powstawać drobne budki i zakłady rzemieślnicze.

— Mamy wzory oryginalnych XIX-wiecznych kramów, które stały na bazarze Różyckiego. Dlatego zależy nam na wpisaniu tego obszaru do rejestru zabytków i utrzymaniu jego tradycyjnych funkcji. Po odtworzeniu dawnej zabudowy, oprócz targowiska, mógłby on mieścić kameralne kawiarnie i bary. Odzyskałby życie i dawną świetność oraz byłby ozdobą Starej Pragi — twierdzi Janusz Sudecki.

Dyrektorowi Muzeum Pragi przy udziale Zespołu Opiekunów Kulturowego Dziedzictwa Warszawy, Związków Praskich i kupców z bazaru Różyckiego dotychczas udało się już zebrać kilka tysięcy podpisów popierających wpisanie obiektu do rejestru zabytków. Miasto ma jeszcze cztery miesiące na podpisanie zgody na przekazanie bazaru spadkobiercom. Tyle samo czasu na podjęcie decyzji ma Stołeczny Konserwator Zabytków.

Miasto nieujarzmione

Okazuje się, że najmniej do powiedzenia w sprawach dzielnicy mają jej władze. Burmistrz Pragi-Północ Jolanta Koczorowska boleje nad dość skomplikowanymi procedurami decyzyjnymi i rozdrobnieniem praw własności do gruntów, ulic i kamienic, które często uniemożliwiają podjęcie działań rewitalizacyjnych.

— Trudno jest robić cokolwiek, kiedy burmistrz dzielnicy dopiero z prasy dowiaduje się, że budynek, wobec którego miał plany rewitalizacyjne, zmienia właśnie właściciela — tłumaczy Jolanta Koczorowska.

Inna sprawa, że dzielnica ma bardzo ograniczony budżet i poważne remonty może przeprowadzać dopiero po znalezieniu inwestorów prywatnych. Dlatego burmistrz cieszy się z działań, jakie Restaura podjęła wobec fabryki Schichta.

— Zdaję sobie sprawę, że opinie na ten temat są podzielone i że jest wiele głosów, które mówią, iż fabryka powinna odzyskać swoją świetność jako zakład produkcyjny. Uważam jednak, że skoro przez tyle lat popadała w ruinę, to fakt, iż wreszcie zostanie zagospodarowana, powinien tylko cieszyć. Poza tym obiekt jest pod nadzorem konserwatorskim, więc nic złego nie powinno mu się stać — mówi Jolanta Koczorowska.

Burmistrz Pragi liczy również na to, że partnerstwo publiczno-prywatne pomoże ocalić bazar Różyckiego. Wkładem władz ma być plan zagospodarowania przestrzennego dla tego obszaru, który już za kilka tygodni ma trafić na biurko burmistrza.

Izabela Tadra