Mimo słabego początku sesji dość szybko inicjatywę przejął popyt. Za kupowaniem akcji mogły przemawiać niezłe dane makro: wiadomość o nieoczekiwanym spadku liczby nowych bezrobotnych i większym od prognozowanego wzroście zamówień na dobra trwałe (bez środków transportu). Wiadomość o spadku sprzedaży nowych domów do najniższego poziomu od 17 lat nie była wielkim zaskoczeniem, możliwe, że wywołała oczekiwanie, iż gorzej być już nie może. Umocnienie dolara, wywołane wiadomością o najniższym od 2003 roku popycie na oferowane przez rząd 5-letnie obligacje skarbowe spowodowało wyraźny spadek notowań ropy. Obudziło to nadzieję na poprawę stanu portfeli amerykańskich konsumentów po okresie rekordowych cen benzyny. Inwestorów zachęcił do zakupów także Ford, który zaskoczył rynek wiadomością o osiągnięciu aż 100 mln USD zysku w minionym kwartale. Dużym popytem cieszyły się akcje banków. Sprawcą był Merrill Lynch, który zapowiedział utrzymanie dywidendy. Wywołało to znów głosy, że branża finansowa najgorsze ma już za sobą. Najmocniej drożejącymi blue chipami ze średniej Dow Jones były AIG, Citigroup i JP Morgan.
Po publikacji wyników 215 spółek wchodzących w skład S&P500 zyski spadały średnio w minionym kwartale o 21 proc. Wzrost sprzedaży wynosił średnio mniej niż 7 proc.
MD