Na wojnie pierwsza umiera prawda

opublikowano: 27-04-2022, 20:00

Pół prawdy plus pół prawdy równa się całe kłamstwo. Konflikt zbrojny oznacza rozkwit dezinformacji, więc uczestnikom poświęconego jej panelu żywych przykładów nie zabrakło.

Blok katowickiego EKG o szerokiej formule „Człowiek, rynek pracy, zarządzanie” objął panel zatytułowany dosadnie „Dezinformacja”. W programie znalazł się nieprzypadkowo, była to reakcja organizatorów na wojnę napastniczą Rosji z Ukrainą.

Jego lejtmotywem była teza, że informacja i dezinformacja w jednym stoją domu, to wektory o przeciwnych zwrotach. Skoro zaś informacja jest towarem cennym, to jej przeciwieństwo po drugiej stronie mocy również, zaś w pewnych okolicznościach okazuje się nawet cenniejsze. O związkach obu przeciwieństw mówiła Małgorzata Molęda-Zdziech, profesor socjologii i politologii ze Szkoły Głównej Handlowej. Zwróciła uwagę na istotną okoliczność, że nie każdy przekaz fałszywy jest z założenia dezinformacją, często to zwyczajny błąd, chociaż razi tak samo. Rozkwitowi zamierzonej dezinformacji sprzyja każdy konflikt zbrojny, na wojnie pierwsza umiera prawda. W ubiegłym roku polem konfrontacji była zaś pandemia COVID-19, która obrosła w masę dezinformacji, dotyczących m.in. zasięgu zarazy, liczby ofiar, skuteczności szczepionek etc. Badania polskiego społeczeństwa potwierdziły, że w ponad 80 proc. zdajemy sobie sprawę z zagrożenia dezinformacją. Niestety, nie przekłada się to na odporność, w szczególności najmłodszego pokolenia do 24. roku życia, które bazuje na wiedzy wyłącznie internetowej.

Łukasz Lipiński, szef Polityki.pl, przeanalizował dezinformację prowadzoną obecnie przez Rosję na naszym rynku. Podkreślił nie tylko jej skalę, lecz fachowość – zniuansowanie, ewolucyjność i dostosowywanie do polskiego odbiorcy. U nas np. przedstawienie Władimira Putina jako dobrego chrześcijanina w cerkwi zostałoby odebrane jako żenada. Podobnie jak wmawianie, że polscy rasiści czyhają na zagarnięcie zachodniej Ukrainy. Na szeroko rozumianym Zachodzie takie tezy znajdują jednak posłuch. Nam wrzucane są inne wątki, dające Polakom do myślenia – że Ukraina i tak padnie, że NATO poza gadulstwem nie pomoże, że wartość ukraińskiego państwa i wojska jest zerowa etc. Dyskretnie, lecz systematycznie przypominany jest także Wołyń oraz rezanie Lachów w powstaniach kozackich. Upowszechniane są również nowe wątki, związane z napływem uchodźców – że Ukraińcy zajmują miejsca w szpitalach oraz otrzymują lepsze świadczenia socjalne. Skuteczna może być teza, że Ukrainki pozabierają Polkom ich mężczyzn, bo są ładne, pracowite, lepiej gotują i może także lepiej…

Daniel Szeligowski z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych podzielił się doświadczeniami z pobytów w Donbasie. Potwierdził, że relacje ukraińsko-rosyjskie faktycznie były bardzo bliskie i całkowicie przemieszane. Dominacja mediów rosyjskojęzycznych jest absolutna, nie tylko na pograniczu, gdzie toczy się wojna, lecz także w wielu innych regionach. Jednym z powodów jest okoliczność, że telewizja rosyjska po prostu jest… lepsza, ciekawsza, bogatsza, nowocześniejsza. Ukraińska urzędowa toporność oceniana jest jako nienadająca się do oglądania nawet przez środowiska świadome narodowo. Notabene Ukraina przeszła na nowszą platformę technologiczną, wymagającą od odbiorców pewnej inwestycji – zatem wszyscy biedniejsi pozostali przy przekazie rosyjskim. Jest on jednoznaczny – Ukraińcy to bracia Rosjan, ale w 2014 r. skręcili na złą ścieżkę przymuszeni przez nacjonalistów faszystów z Kijowa, będących marionetkami Ameryki, a przy okazji także Polski. Integralną częścią takiej narracji stało się obrzydzanie zachodniego stylu życia. Car Kremla założył, że Ukraińcy nie wierzą w instytucje własnego państwa toczonego przez raka faszyzmu, zatem przyjmą uzdrowienie rosyjskie.

Robert Król z Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej przekazał doświadczenia ze zwalczania dezinformacji w internecie. Niestety, tropienie trolli i botów to walka nielicznej policji z wieloma złodziejami. Tym bardziej, że treści oczywiście dezinformacyjne są bardzo chwytliwe i powielane emocjonalnie bez żadnej weryfikacji, albowiem ich sensacyjność trafia w zapotrzebowanie odbiorców. Skumulowane fałszywe treści często przekraczają masę krytyczną – co jest dowodem skutecznie wykonanej akcji dezinformacyjnej. [JAZ]

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane