Nadal protokół bezdecyzyjności

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2024-03-10 20:00

Sobotni szczyt rolniczy w Centrum Partnerstwa Społecznego Dialog, czyli na gruncie neutralnym, nie przyniósł wiążących konkretów, bo z definicji po prostu nie mógł.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Decyzyjność premiera Donalda Tuska wobec głównych żądań działaczy stojących na czele protestów jest bardzo ograniczona, ponieważ ich załatwienie wykracza ponad poziom krajowy. Pierwszym międzynarodowym oczekiwaniem branży jest wyrzucenie do kosza Europejskiego Zielonego Ładu, czyli sztandarowego perspektywicznego programu Unii Europejskiej. Koniecznie trzeba pamiętać, że zaledwie dwa elementy tego ogromnego projektu obejmują rolnictwo. W Polsce dochodzi jeszcze żądanie uszczelnienia wschodnich granic przed napływem tanich produktów rolno-spożywczych – przede wszystkim z Ukrainy, ale dochodzi również wątek pośredniego importu z Rosji i Białorusi, radykalnie obniżającego ceny na rynkach.

Po bezdecyzyjnym szczycie nie mogło być mowy o wspólnych konkluzjach. Ekipa rządowa w ogóle uszła przed spotkaniem z mediami i ograniczyła się do lakonicznego komunikatu Centrum Informacyjnego Rządu. Donald Tusk mógł oznajmić tylko to, co znajduje się w jego premierowskich kompetencjach. Zobowiązał Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi do pilnego przedstawienia programu pomocy, który doprowadziłby do zminimalizowania gigantycznej nadwyżki zboża zalegającego w krajowych magazynach, szacowanej na 9 mln ton. Trwałym wyjściem ratunkowym byłoby odbudowanie pogłowia zwierząt hodowlanych, ale to przecież zadanie w horyzoncie czasowym lat, a nie miesięcy. Obecny pat byłby nierozwiązywalny nawet dla cudotwórcy Nikodema Dyzmy na czele Banku Zbożowego. Ciekawe, co do środy 13 marca wymyśli minister Czesław Siekierski z jego prawą ręką wiceministrem Michałem Kołodziejczakiem.

Notabene środa jest również standardowym dniem posiedzeń Komisji Europejskiej (KE). Według obietnic Janusza Wojciechowskiego, polskiego komisarza (każde państwo ma jeden fotel) do spraw rolnictwa, unijny gabinet ma kolegialnie przyjąć niektóre z jego rozwiązań awaryjnych i szybko łagodzących przepisy Europejskiego Zielonego Ładu. Z drugiej strony o to samo zabiega Donald Tusk, prowadzący rozmowy z różnymi komisarzami, zwłaszcza delegowanymi przez premierów (to faktyczni decydenci obsadzający przynależne poszczególnym krajom fotele w KE) wywodzących się z Europejskiej Partii Ludowej. W pierwszej kolejności chodziłoby o zniesienie finansowej warunkowości dla mniejszych gospodarstw rolnych do 10 ha. Poziom obowiązkowego tzw. ugorowania czy odłogowania areału i tak został obniżony z 10 do 4 proc., ale dla drobnych rolników to i tak za dużo. W tej bardzo drażliwej sprawie jedynym wyjściem wydaje się dobrowolność ugorowania i zachęta finansowa w postaci płacenia rolnikowi za odpoczynek części jego gruntu. Premier dąży do tego, aby KE wprowadziła możliwość zastosowania łagodzących przepisów retroaktywnie, czyli jeszcze w roku bieżącym. Notabene komisarz Janusz Wojciechowski zarysował naprawdę najprostszą alternatywę – zrezygnowanie przez rolnego producenta z unijnych dopłat bezpośrednich rozwiąże mu od ręki absolutnie wszystkie problemy, zarówno z ugorowaniem, jak też generalnie z niechcianym ładem…

Obecny premier z obecnym (jeszcze do jesieni) polskim członkiem KE w ogóle nie rozmawia. Janusz Wojciechowski, który przez ponad cztery lata był hołubiony przez propagandę PiS jako jedyne jasne światełko wśród ciemnych mocy wrażej KE, doczekał się od swego partyjnego pana Jarosława Kaczyńskiego wezwania do… rezygnacji z mandatu komisarza. Prezes obciążył go współodpowiedzialnością za Europejski Zielony Ład, bo przecież PiS – podobnie jak Mateusz Morawiecki na szczytach Rady Europejskiej w latach 2018-23 – nigdy tego uderzającego w interesy rolników projektu nie popierało, ba, nawet o nim nie słyszało…