Nadal są nieprawidłowości

Mira Wszelaka
opublikowano: 2006-02-24 00:00

64 kontrole wewnętrzne przeprowadzone w 2005 r. wykazały, że nadzór nad ubojem pozostawia wiele do życzenia.

Tym razem Główny Inspektorat Weterynarii wziął pod lupę kontrolujących zakłady lekarzy weterynarii. W 2005 r. przeprowadzono aż 64 „naloty”, podczas których sprawdzano, czy wojewódzcy i powiatowi lekarze rejestrują i kontrolują firmy zajmujące się produkcją i obrotem środkami żywienia zwierząt oraz zbieraniem i przetwarzaniem ubocznych produktów pochodzenia zwierzęcego. Ponadto weryfikowano, czy powiatowi lekarze nadzorują firmy skupujące i transportujące zwierzęta rzeźne, czy rejestrują te firmy, czy współpracują z powiatową inspekcją sanitarną, by wyeliminować nielegalny obrót mięsem oraz czy sprawdzają przestrzeganie przepisów o ochronie zwierząt w rzeźniach.

— Szczególnie niepokojące jest to, że nie usunięto nieprawidłowości wykazanych w 2004 r. Nie respektowano m.in. zaleceń o zwiększeniu częstotliwości kontroli powiatowych lekarzy weterynarii, wnikliwym badaniu nadzorowanych jednostek, sporządzaniu precyzyjnych pokontrolnych protokołów ze stwierdzonymi uchybieniami. Tymczasem ustalenia kontroli opierały się często na wyjaśnieniach podmiotu kontrolowanego (np. właścicieli zakładu), bez sprawdzania dokumentów — przyznaje Cezary Bogusz, zastępca głównego lekarza weterynarii.

Kontrole wykazały także, że część zakładów pracuje niezgodnie z projektem technologicznym, np. ilość rozbieranego w nim mięsa znacznie przewyższała zatwierdzoną w planie.

Zdaniem Cezarego Bogusza, za szczególnie drastyczne trzeba uznać nieliczne, ale niedopuszczalne przypadki nieobecności lekarza weterynarii podczas uboju.

— Jeden z najjaskrawszych przypadków zarejestrowaliśmy w województwiw lubelskim, gdzie zarekwirowano 200 kg niebadanego mięsa, które codziennie trafiało do obrotu. Sprawę skierowaliśmy do prokuratury — mówi Cezary Bogusz.