Nadchodzi gazowa wojna nerwów

Adam Sofuł
opublikowano: 31-05-2006, 00:00

Zapowiedzi Gazpromu o podwyżce od 1 lipca cen gazu dla Ukrainy (o ponad jedną trzecią) i Białorusi (ponadczterokrotnie) powinny nas niepokoić bardziej niż wniosek PGNiG o trzecią już w tym roku podwyżkę cen tego paliwa dla odbiorców. Po pierwsze dlatego, że Polska jest na liście Gazpromu do podwyżek, tyle tylko, że stoi w kolejce troszkę dalej. Po drugie, konflikty Gazpromu z Białorusią i Ukrainą skutkowały dotychczas przykręceniem kurka z gazem także Polsce. Ta groźba jest realna i tym razem.

Gazprom gra va banque nie tylko w rozmowach z sojusznikami, ale także (a może nawet przede wszystkim) ze swoim głównym odbiorcą, czyli z UE. „Dajcie nam dostęp do nowoczesnych technologii i swoich sieci przesyłowych, a od naszych gazociągów wara. Jeśli się na to nie zgodzicie, możemy sprzedawać gaz Chinom” — tak brzmi stanowisko rosyjskiego koncernu. Sporo w tym straszenia na wyrost (zwłaszcza jeśli chodzi o Chiny, bo trzeba miliardów dolarów na inwestycje), ale sporo też realnej groźby.

Polska w tej globalnej rozgrywce nie ma zbyt wielu atutów. Krajowe wydobycie gazu to za mało, dostęp do złóż zagranicznych nadal pozostaje w sferze marzeń, a gazoport to melodia dalekiej przyszłości. Musi więc grać tymi kartami, jakie ma. Najsilniejsza z nich to członkostwo w UE. Powinna zabiegać, by wspólna polityka energetyczna UE uwzględniała interesy nowych członków. To będzie bardzo trudne (bo myślenie o UE w kategoriach starej Piętnastki jest wciąż bardzo silne, co pokazuje umowa w sprawie gazociągu północnego), ale nie niemożliwe.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu