Zdaniem Uve Krügera, szefa niemieckiej firmy Hochtief Polska, główne kierunki rozwoju przedsiębiorstw budowlanych wyznacza ekspansja ich klientów.
„Puls Biznesu”: Na rynku polskim znalazło się niewiele niemieckich firm budowlanych. Dlaczego?
Uve Krüger: Przede wszystkim niewielu niemieckich przedsiębiorców tej branży wystarczająco wcześnie przystąpiło do tzw. internacjonalizacji swojej działalności, co oznacza wyjście poza granice własnego kraju. Przez długi czas był to biznes o lokalnym charakterze, a więc Francuzi zajmowali silną pozycję na rynku francuskim, Hiszpanie na hiszpańskim itd. Dopiero 8 lat temu przedsiębiorcy z tej branży zaczęli wychodzić poza własne rynki.
Hochtief rozpoczął w Polsce działalność, wygrywając przetarg na budowę portu lotniczego Okęcie. Realizacja tego projektu przekonała nas, że Polska jest ważnym rynkiem.
A inni?
Na polskim rynku działa jeszcze jedna konkurencyjna wobec nas firma z niemieckim kapitałem. Jest to Hydrobudowa 6, która głównie koncentruje się na budowie infrastruktury lądowej.
Poza tym rzeczywiście nie ma innych niemieckich podmiotów. To kwestia ogólnej strategii danej firmy. My postanowiliśmy wchodzić na rynki zagraniczne, inni wolą ograniczać swoje działania do rynku niemieckiego.
Co przemawia za inwestowaniem w Polsce?
Hochtief kieruje się ideą internacjonalizacji. Jako firma usługowa, staramy się podążać za klientami, czyli międzynarodowymi koncernami. Oznacza to, że jesteśmy obecni wszędzie tam, gdzie te firmy chcą skorzystać z naszej obsługi. A wszystkie te podmioty zaczęły inwestować w Polsce.
Drugi aspekt internacjonalizacji to obecność w różnych krajach, których rynki charakteryzują się różnymi cyklami koniunktury. Na przykład rynek budowlany w Niemczech od 5 lat znajduje się w bardzo trudnej sytuacji, podczas gdy w USA w branży tej trwa doskonała koniunktura. Działając zatem w obu krajach, straty poniesione na jednym rynku rekompensujemy zyskami wypracowanymi w innych państwach. Trzecia nasza zasada to współpraca z najlepszymi fachowcami w branży budowlanej. A takich na polskim rynku jest wielu.
Jak ocenia Pan nasz kraj na tle innych państw Europy Środkowej i Wchodniej?
Polska to największy rynek w tym rejonie, który w ciągu ostatnich 12-13 lat przyciągnął najwyższą kwotę bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Ponadto postawa i pewność siebie, jaką prezentują polskie elity polityczne na arenie europejskiej, świadczy o tym, że w przyszłości Polska będzie prawdopodobnie odgrywać wiodącą polityczną rolę w tym regionie.
Jednocześnie, w szybkim tempie rozwija się ostatnio gospodarka Czech, Słowacji i Węgier. Wzrost PKB w ciągu 2 poprzednich lat był w tych krajach wyższy niż w Polsce. Ponadto na przykład Czechy osiągnęły w ostatnich latach ogromny sukces, przyciągając najważniejsze, światowe koncerny — m.in. producentów samochodów.
Wracając jednak do Polski, mam nadzieję, że wkrótce dojdzie do politycznego ustabilizowania tego kraju. Liczę także na bardziej skoordynowane podejście do kwestii przepisów podatkowych, finansowania prywatno-publicznego oraz kwestii infrastrukturalnych. To pozwoliłby na ponowne przyciągnięcie większej liczby bezpośrednich inwestycji zagranicznych do Polski.
Innym czynnikiem, który wpłynie na rozwój inwestycji, jest zdolność absorpcji z funduszy europejskich, czyli faktycznego przepływu środków finansowych z Brukseli do Polski. To zaś zależy od stopnia profesjonalizmu, z jakim różne polskie instytucje publiczne, łącznie z rządem, podejdą do pozyskiwania tych pieniędzy.