Naftowa operacja o jedno morze za daleko

Jacek Zalewski
opublikowano: 14-05-2007, 00:00

Kraków wytrzymał ciężki weekend — bo to i juwenalia, i szczyt energetyczny, i procesja św. Stanisława, i wreszcie derby Cracovia — Wisła. Dla ruchu ulicznego w ciasnym centrum szczyt prezydentów był plagą, ale obywatele królewskiego grodu odnieśli się do tego z pobłażliwością — rozumiejąc, że chodzi o perspektywę zaopatrzenia Polski (a pośrednio także Litwy) w kaspijską ropę via Gruzja i Ukraina.

Podstawowym problemem gospodarza szczytu Lecha Kaczyńskiego był kamuflaż niepowodzenia związanego z nieobecnością prezydenta Kazachstanu. Nursułtan Nazarbajew zlekceważył zaproszenie do Polski i w sobotę uczestniczył w konkurencyjnym szczycie z Władimirem Putinem oraz turkmeńskim prezydentem Kurbangułym Berdymuchammedowem, osiągając tam porozumienie w sprawie szybkiej budowy strategicznego gazociągu. Do Krakowa przybył jedynie wysłannik Nazarbajewa w randze wiceministra energetyki — Liazzat Kiinow, podejmowany niczym głowa państwa dzięki ekwilibrystyce protokołu dyplomatycznego IV RP. Potwierdził decyzję swojego szefa, że Kazachstan nie mówi inicjatywie nie, ale może się do niej włączyć tylko przez terytorium Rosji.

Reguły energetycznej geopolityki w naturalny sposób ustala basen Morza Kaspijskiego. Gdyby dla zaopatrzenia ropociągu Odessa — Brody — Płock wystarczały zasoby leżącego na jego zachodnim brzegu Azerbejdżanu — nie byłoby problemu. Po przepompowaniu przez Gruzję do portu Supsa nad Morzem Czarnym surowiec docierałby tankowcem do Odessy. Prezydent Ilham Alijew obiecywał w Krakowie, że Azerbejdżan będzie państwem naftowym jeszcze długo, ale źródłem naprawdę perspektywicznym są pola kazachskie po drugiej stronie Morza Kaspijskiego. Rosję mógłby ominąć tylko ropociąg ułożony po jego dnie, potraktowany przez Kreml identycznie, jak my postrzegamy rosyjsko-niemiecki gazociąg przez Bałtyk. Jest oczywiste, że Kazachstan nigdy nie zadrze z bliską mu i potężną Rosją dla zrealizowania politycznych mrzonek ekipy trzymającej aktualnie władzę w dalekiej Polsce.

Dorobkiem krakowskiego szczytu jest zapowiedź przygotowania umowy międzyrządowej zainteresowanych państw oraz powołania grupy roboczej na poziomie resortów energetycznych, która przygotuje rzecz absolutnie najważniejszą — studium wykonalności całego przedsięwzięcia. Kolejnym krokiem byłoby utworzenie spółki o roboczej nazwie Nowa Sarmatia — nie tylko dla jednego ropociągu, lecz dla różnych projektów energetycznych. Siedziba jej władz na razie jest nieznana, ale symbolicznie mogłyby stać się nią np. ukraińskie Brody, na skrzyżowaniu odgałęzienia ropociągu Przyjaźń z nitką z Odessy. Notabene to idealne miejsce na wielką rafinerię.

Czy odcinek z Brodów do Płocka kiedykolwiek powstanie — nie wiadomo, ale bez politycznego spotkania w Krakowie nie powstałby na pewno! W tym sensie szczyt prezydentów Polski, Ukrainy, Litwy, Gruzji i Azerbejdżanu oraz kazachskiego wiceministra wypada uznać za realizację boskiej rady dla modlącego się o wygraną w loterii: „daj sobie szansę i przynajmniej kup los”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu