Ferie się kończą, ale „operatorzy turystyczni” wciąż mają się dobrze. Praktyki warszawskiej firmy Imperial Tatry wielokrotnie opisywano, były przedmiotem licznych skarg do organizacji zajmujących się ochroną praw konsumentów, ale że naiwnych nie sieją, firma działa dalej.
Jest to tzw. timeshare w rodzimym siermiężnym wydaniu. Dzwoni telefon, delikwent dowiaduje się, że wygrał wycieczkę życia. Nie, wcale nie na Bahamy czy inne Seszele, do naszego hotelu w Zakopanem, właściwie to nie nasz hotel, tylko współpracującej z nami firmy, dostanie pan zniżkę 600 zł, ale musi się pan decydować już teraz, zgadza się pan, aha, to my już podsyłamy ankietę, proszę wpisać dane swoje, żony, dzieci i krewnych do dziesiątego pokolenia.
Potem się okazuje, że hotel, gdyby do niego wejść z ulicy, kosztowałby rzeczone 600 zł za tydzień, w cenie nie ma dojazdu ani wyżywienia, a pokój zamiast na góry ma widok na śmietnik. I wtedy zaczynają się skargi do rzecznika konsumentów, Federacji Konsumentów i wszystkich świętych, że delikwentowi i jego rodzinie stała się krzywda. Krzywda jednak naprawdę leży gdzie indziej. W końcu pieniądz to rzecz nabyta. Ale aż dziw, że do tej pory nikt z klientów nie zwrócił uwagi na poważniejszą stratę i Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych sam zajął się sprawą w ramach rutynowej kontroli.
Każdy, kto się zajmuje danymi osobowymi, ma obowiązek zgłoszenia ich zbioru do inspektora, żeby było wiadomo, jak są zabezpieczone i którędy wyciekają. Imperial tego nie zrobił. Bez żadnego uzasadnienia pobierał informacje o rodzinie i krewnych — tłumaczył się, że dane osób współpodróżujących z klientem są potrzebne do zameldowania w hotelu. Tyle że zbierał je znacznie wcześniej, już w ankiecie zgłoszeniowej. Nie informował owych współpodróżujących, że przysługuje im prawo wykreślenia owych danych z bazy. Itd., itp. Generalny inspektor nakazał naprawić uchybienia albo pozbyć się danych, spółka odwołała się do sądu i oczywiście przegrała.
Tylko aż się chce krzyknąć: Ludzie! Co robicie! Czasy są chwiejne, możecie stracić pracę, mieszkanie, majątek, ale nazwiska i rysopisu nikt wam nie może odebrać. Tymczasem bez żadnego zastanowienia podajecie kompletnie obcym ludziom informacje nie tylko o sobie, ale i o swoich bliskich. Te informacje to cenny towar. Niepoddany żadnemu nadzorowi krąży potem swobodnie po świecie.
I doprawdy pół biedy, jeśli skończy się tylko na zaśmiecaniu skrzynki pocztowej cudownymi promocjami i waszym zastanawianiu się, skąd te firmy o was tyle wiedzą.
Sygnatura sprawy w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Warszawie: II SA/Wa 1700/05