Taki wniosek płynie z Indeksu Robin Hooda, który opublikowała agencja Bloomberg. Oparła go na dwóch źródłach danych: swoim codziennie aktualizowanym rankingu najbogatszych ludzi świata oraz danych zebranych przez CIA, amerykańską agencję wywiadu. Bloomberg wybrał 40 krajów, z których pochodzi 40 najbogatszych ludzi świata. Następnie majątek najbogatszej osoby, wyrażony w dolarach, podzielił przez liczbę osób żyjących w danym kraju poniżej granicy ubóstwa i obliczył, w którym pojedynczy biedak zyskałby na potencjalnej hojności najwięcej. Najbardziej skorzystaliby na tym biedni mieszkańcy Cypru, bowiem gdyby John Fredriksen, najbogatszy Cypryjczyk, zechciał podzielić się z nimi swoimi 15 mld USD, dostaliby aż po 45,9 tys. USD na głowę. Niemało zyskaliby też ubodzy Szwedzi, gdyby założyciel koncernu IKEA nagle postanowił rozdać im wszystko — 33 tys. USD, oraz biedacy z Tajwanu, Szwajcarii czy Austrii. Najgorzej na hojności lokalnego miliardera wyszliby mieszkańcy najludniejszych krajów świata, czyli Chin, Indii i Nigerii. W Indiach 22 mld USD należące do Mukesha Ambaniego wystarczyłyby zaledwie na datek w wysokości 59 USD dla każdego żyjącego poniżej granicy ubóstwa. © Ⓟ
Najbardziej opłaciłoby się być ubogim Cypryjczykiem
opublikowano: 2015-09-23 22:00
Jeśli najbogatsi rozdaliby cały majątek biednym w swojej ojczyźnie, to... najbardziej opłacałoby się być ubogim Cypryjczykiem.
