...ale polskie drogi nie są wcale tańsze od europejskich
Firmy budowlane narzekają na niskie ceny kontraktów drogowych. Za granicą często bywa jeszcze taniej.
Firmy z całego świata przyszły budować drogi w Polsce. Ostro rywalizują cenami, w rezultacie stawki proponowane w ofertach są rażąco niskie — jak mantrę od ponad roku powtarzają przedstawiciele przedsiębiorstw budowlanych. Na tle Europy jednak nie jesteśmy wyjątkiem. W innych krajach drogi buduje jest równie tanio, a czasem nawet taniej niż u nas.
Europa buduje mało
— To nic dziwnego. W Polsce jest wiele kontraktów do realizacji, ale też firm, które o nie walczą jest bardzo dużo, więc ceny są niskie. W Europie konkurencja jest mniejsza, ale i front robót w porównaniu z Polską jest niewielki. Skutek to także niewysokie ceny — mówi Marek Michałowski, reprezentujący w Europie hiszpańską firmę Ferrovial, inwestora Budimeksu.
Przykładów jest bez liku. W Polsce ceny budowy autostrady A1 między Toruniem, a Strykowem oscylują między 30-35 mln zł za km. Jednak już na południu kraju, na autostradzie A4 — od Rzeszowa w kierunku ukraińskiej granicy — jest znacznie drożej. Tam stawki sięgają 50-110 mln zł za km.
Skąd taka rozpiętość? Zazwyczaj to skutek różnic w ukształtowaniu terenu, a także konieczności budowy większej liczby mostów i wiaduktów.
Ile kosztują drogi w Europie? Tu warto przyjrzeć się wnioskom kredytowym firm i agend rządowych składanym w Europejskim Banku Inwestycyjnym (EBI). Najnowszy węgierski dotyczy budowy autostrady od Szegedu do Mako wraz z obwodnicą tego miasta. Kilometr ma kosztować "tylko" 30,8 mln zł. Niewiele drożej jest w Chorwacji. Tu prawie 44 km autostrady, która będzie łączyć Węgry z Bośnią i Hercegowiną, ma kosztować 41,18 mln zł za km.
Znacznie drożej jest we Włoszech, gdzie poszerzenie z dwóch do trzech pasów autostrady z Mestre koło Wenecji do Villesse blisko Triestu ma kosztować aż 92,6 mln zł za km. Ale w tym kontrakcie wykonawca ma zbudować osiem węzłów i dwa skrzyżowania.
Trzeba podkreślić, że ceny z wniosków EBI w przypadku budowy dróg finansowanych przez państwa lub samorządy są zazwyczaj stawkami z kosztorysów.
— Ale od prawie dwóch lat na rynku niewiele się dzieje, więc można uznać, że ceny kosztorysowe są zbliżone do rynkowych — uważa Marek Michałowski.
W Polsce nie zawsze tak jest. U nas drogowa dyrekcja, kiedy trwała hossa, miała kosztorysy z kryzysu, więc oferty wykonawców były od nich dwa razy wyższe. Dziś ma ceny z okresu dobrej koniunktury, więc propozycje wykonawców często są 30-50 proc. niższe.
Realne stawki mamy natomiast w przypadku kontraktów realizowanych w modelu partnerstwa publiczno-prywatnego, ale i tu Europa nie wypada wcale drogo. Z wyjątkiem Rosji, gdzie budowa autostrady od moskiewskiej obwodnicy do Petersburga ma kosztować aż 139,5 mln zł za km. Trzeba jednak podkreślić, że w tym kontrakcie koncesjonariusz ma zbudować aż siedem węzłów i 37 mostów.
Wschodnia Europa zresztą w ogóle wydaje się być droższa niż zachodnia. Kilometr ekspresówki na Łotwie między obwodnicą Rygi a Setnie ma kosztować prawie 57 mln zł.
W Irlandii natomiast trasa od Arklow do Rathnew ma kosztować 84,8 mln zł za km, a z Gort do Tuam "tylko" 37,1 mln zł.
Ciekawym przykładem jest Francja, gdzie rozbudowa trasy od Salles do Saint-Geours-de-Maremne ma kosztować zaledwie 14,4 mln zł.
Tanio wyjdzie bokiem
— Ceny są niskie, bo mamy kryzys. Efektem będzie niedokończenie wielu kontraktów i opuszczanie przez firmy placów budów, kiedy okaże się, że wygrane kontrakty będą nierentowne — komentuje Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa.
Dotyczy to zarówno Polski, jak i Europy, choć w naszym kraju zagrożenie jest poważniejsze, bo na rynku pojawiło się wiele firm, które nie mają zaplecza maszynowego oraz kadry i we współpracy w podwykonawcami realizują tylko jeden czy dwa kontrakty. Nie mają zdywersyfikowanego portfela zamówień, więc ewentualne straty odczują dotkliwiej.