W 2008 r. na warszawskim parkiecie zagościła bessa. Co zrobili posłowie? Bynajmniej nie zdezerterowali. Ci, którzy mieli akcje, w ogromnej większości je zachowali. Pojawiły się też nowe nazwiska. Dość powiedzieć, że o ile w zeznaniach majątkowych za 2007 r. akcjami chwaliło się 32 posłów, to rok później miało je już 41. W sumie ich akcje były na koniec ubiegłego roku warte prawie 2,3 mln zł.
Numerem jeden naszego rankingu jest poseł Wacław Martyniuk. Członek klubu parlamentarnego Lewicy do portfela włożył tylko jedną spółkę – Bioton. Kupił 3,2 mln akcji biotechnologicznej spółki z portfela Ryszarda Krauzego. Na koniec 2008 r. jego walory były warte 640 tys. zł. Dziś – niewiele ponad 700 tys. zł.
Największym miłośnikiem TFI od lat jest Jerzy Wenderlich z SLD. Ma w nich ulokowane 623 tys. zł. Rok temu jego portfel wart był 1,15 mln zł i oparty był na funduszach akcyjnych. Zapytaliśmy posła czy uszczuplenie portfela to efekt spadku wartości jednostek czy umorzenia jednostek. Odmówił komentarza tłumacząc się „obawą o bezpieczeństwo syna”.
Na drugie miejsce wskoczył kolega z klubu: Ryszarda Kalisz, który w funduszach zgromadził 193,4 tys. zł, a za nim kolejny poseł lewicy Romuald Ajchler 158,7 tys. zł. Sporo stracił, bo rok temu miał 650 tys. zł.
Więcej w środowym "Pulsie Biznesu".