Najlepiej to nic nie ściemniać

Jacek Zalewski
07-03-2002, 00:00

Rządowa flota z 36 specjalnego pułku lotniczego utworzyła wczoraj dla Leszka Millera most powietrzny. Najpierw mały Jak poleciał z Warszawy po premiera urlopującego od 2 do 11 marca z rodziną we francuskich Alpach, następnie przywiózł go do Warszawy, potem delegacja państwowa standardowo udała się Tupolewem do Kaliningradu i z powrotem, wreszcie Jak miał odbyć lot powtórny. Jednak zaszła istotna zmiana — premier wieczorem pojawił się w telewizji i dopiero dzisiaj udaje się na dokończenie urlopu lotem rejsowym.

Interesowaliśmy się tą sprawą przez całą środę, ponieważ czasem warto wejrzeć w szczegóły wydawania budżetowych pieniędzy przez „tańsze państwo”. Przecież w piątek rzecznik rządu Michał Tober informował, że przerywając na 6 marca urlop premier Leszek Miller przeleci z Francji do Polski i z powrotem za własne pieniądze. Żurnaliści zafrasowali się nawet, iż premier dokłada kasę do pełnienia urzędu. Według późniejszej wersji miał latać rządówką, wieczorem okazało się, że jednak za powrót w Alpy zapłaci... Czy to wypada tak ściemniać? Przyczyną jest fakt, iż 1 marca w KPRM nie było wiadomo, jak 6 marca wygląda możliwość rejsowego połączenia między Lyonem a Warszawą...

Latania przez pół Europy rządowym odrzutowcem Jak naprawdę nie polecajmy nikomu, komu dobrze życzymy (co innego Tupolewem, który w rękach wojskowych pilotów chodzi pewniej niż nowe Boeingi). Premierowi wypada współczuć, że nie może wykroić jednego spokojnego tygodnia na rodzinny urlop. Dlatego robienie sensacji z wykorzystania Jaka niczym osobistej taksówki nie ma sensu, choć z drugiej strony — nie da się ukryć, iż KPRM (czytaj — my podatnicy) poniosła na ten przelot ekstrakoszty.

Ponieważ wydawanie budżetowych pieniędzy na styku osobistych spraw premiera Millera stało się tematem drażliwym, wypada dać jego służbom PR-owskim bardzo dobrą radę — im mniej choćby cienia przekłamań, tym lepiej. Wszak żyją jeszcze tacy, którzy pamiętają, jak to premier Edward Babiuch (epoka schyłkowego Gierka) wkrótce po objęciu urzędu udawał się z wizytą do Austrii i poleciał rejsowym samolotem LOT. Prawda zaś była taka, iż samolot został oczyszczony z pasażerów, którym narodowy przewoźnik musiał podstawić drugą maszynę...

Przy okazji nasuwa się bardziej ogólna refleksja — w ustroju parlamentarno-gabinetowym o ileż spokojniejsze od premiera życie ma jednak prezydent! Aleksander Kwaśniewski może niezauważalnie dla narodu zniknąć w zimie na tydzień urlopu i sprawować swą funkcję ze Szwajcarii, w lecie zaś przez wiele tygodni zawiadywać sprawami z Juraty (patrząc na mapę Polski — jest wtedy dosłownie... głową państwa).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / / Najlepiej to nic nie ściemniać