Tomasz Gutkowski, właściciel grupy Grass, nie zasypia gruszek w popiele. Po tym jak niecały miesiąc temu jego spółka zainwestowała w szwedzką Dukę, która ma w Polsce 30 placówek z wyposażeniem kuchennym, biznesmen przygotowuje ofensywę w branży artykułów dla zwierząt. Jego najmłodsze dziecko — wpisana pod koniec sierpnia do KRS spółka Zoo Factory, jesienią chce wprowadzić na rynek karmy i akcesoria dla zwierząt pod własną marką.
— Planujemy debiut w październiku. Prowadzimy negocjacje z producentami, którym będziemy zlecać produkcję, oraz z potencjalnymi odbiorcami, czyli sieciami handlowymi, sklepami dyskontowymi czy typowo zoologicznymi — wymienia Monika Nowakowska, prezes Zoo Factory, była szefowa giełdowego Miraculum.
Nie podaje szczegółów, dotyczących planów rozwoju Zoo Factory, zaznaczając, że jest to start-up i jego ewentualny debiut stoi jeszcze pod znakiem zapytania. Co do samego rynku, jest bardzo perspektywiczny, ale również trudny, o czym świadczy lawina upadłości w ostatnim czasie. Pod koniec czerwca wniosek o upadłość likwidacyjną złożyło po dwunastu latach działalności wrocławskie Zoo Centrum. Gdy w 2011 r. spółka debiutowała na NewConnect, miała dziewięć sklepów z artykułami dla zwierząt i zapowiadała otwarcia kolejnych. Nic z tego nie wyszło. Nie powodzi się również dystrybutorom. W sierpniu warszawski sąd ogłosił upadłość podwarszawskiego Euro-Zoo.
Monika Nowakowska nie ukrywa, że rynek nie jest najłatwiejszy, szczególnie że jest bardzo wrażliwy, jeśli chodzi o zapasy. Produkty mają określony terminy ważności, więc trzeba sprawnie nimi zarządzać, w przeciwnym razie trzeba się liczyć ze sporymi kosztami.
— Z drugiej strony można oczekiwać, że wydatki Polaków na karmy i akcesoria dla pupili będą dynamicznie rosnąć — uważa Monika Nowakowska.
Według danych Euromonitor International, w Polsce żyje co najmniej 7,5 mln zł psów i prawie 6 mln kotów. Ich właściciele rocznie kupują karmy za 2 mld zł. To ciągle mało w porównaniu z Europą Zachodnią, w której wydaje się kilkakrotnie więcej. Monika Nowakowska tłumaczy, że jest spokojna o nową inwestycję jeszcze z jednego powodu. Tłumaczy, że Zoo Factory powstała z inicjatywy kilku menedżerów, którzy z branżą zoologiczną są związani od wielu lat (prezes nie ujawnia, co to za osoby).Co więcej, w odróżnieniu od upadających dystrybutorów spółka będzie sprzedawać wyłącznie własne marki. Równie atrakcyjna i równie ryzykowna jest branża wyposażenia wnętrz, gdzie grupa Grass również inwestuje. Ostatnio kupiła szwedzką Dukę (czeka na zgodę urzędu antymonopolowego), która od dłuższego czasu borykała się z problemami finansowymi. W tym segmencie grupa z Płońska może pochwalić się doświadczeniem. W stolicy prowadzi salony wnętrzarsko-meblowe pod szyldem House & More. Oprócz „dizajnerskiego” wyposażenia, w ofercie całej grupy znajdują się produkty sanitarne i grzewcze, AGD, sprzęt do zabudowy kuchennej, urządzenia klimatyzacyjne i wentylacyjne oraz sprzęt do gazu LPG, od sprzedaży którego Grass zaczynał działalność kilkanaście lat temu.
Trudny rynek z potencjałem
MAREK PRZEŹDZIAK
sekretarz generalny Polskiego Stowarzyszenia Producentów Karmy dla Zwierząt Domowych Polkarma
Patrząc na liczbę zwierząt domowych w Polsce, sam rynek karmy ma duży potencjał wzrostu. Dzisiaj, przy niestabilnej sytuacji makroekonomicznej, można szacować, że rośnie w tempie ok. 5 proc. Miejsce dla nowych marek powinno się więc znaleźć, choć nie da się ukryć, że konkurencja jest silna — działają, duże zagraniczne koncerny takie jak Mars czy Nestle. Nie można też zapominać o dużym imporcie, który nie ułatwia działalności firmom produkującym w Polsce . Co do problemów sklepów i dystrybutorów, nie mają one podłoża w branży karm i akcesoriów dla zwierząt, ale wynikają raczej ze zmian, które zachodzą na rynku detalicznym.