Najważniejsze, że w ogóle są

opublikowano: 22-07-2021, 20:00

Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl), wznawiając w 1896 r. organizowanie sportowych igrzysk, zapożyczył ze starożytnej Grecji także miarę czasu, czyli czteroletnią olimpiadę.

Obecna XXXII trwa od 1 stycznia 2020 r. do 31 grudnia 2023 r., zatem wymuszony przez COVID-19 roczny poślizg igrzysk w Tokio to formalnie nic strasznego. Powinny odbyć się w pierwszym roku olimpiady, odbywają się w drugim – najważniejsze, że w ogóle są. Przypomnę, że trzy olimpiady – przypadające na dwie wojny światowe – obyły się bez sportowego święta, chociaż ich numery zostały zachowane: VI nie miała igrzysk 1916, a potem XII i XIII odpowiednio igrzysk 1940 i 1944. Dlatego sygnał wysyłany dzisiaj z Tokio jest z sumie bardzo optymistyczny – olimpiada XXXII, pokonując wszystkie przeszkody, jednak letnie igrzyska otwiera. Co potwierdza, że wypuszczona z Chin niewidzialna broń biologiczna stanowi jednak dla ludzkości zagrożenie niezrównanie mniejsze, niż bronie widzialne.

Odkopałem swój komentarz z 2013 r. po powierzeniu organizacji igrzysk 2020 właśnie Tokio. Nosił tytuł „Ruch olimpijski stawia na spokój”, zaś kończył się tezą „właśnie Tokio ocenione zostało przez MKOl jako gospodarz najbardziej stabilny, gdzie igrzyskom grozi co najwyżej… trzęsienie ziemi”. Odnosiło się to do pokonania w ostatniej turze głosowania 60:36 tureckiego Stambułu.

Jednym z najbardziej charakterystycznych obiektów Tokio jest Rainbow Bridge (Most Tęczowy) z 1993 r. nad zatoką. Jego nazwa nie ma absolutnie nic wspólnego z LGBT, ale podczas ogólnoziemskich igrzysk niewątpliwie zyska specyficzny kontekst.
KAI PFAFFENBACH / Reuters / Forum

Całe szczęście, że MKOl zdecydował wtedy tak mądrze – wyobraźmy sobie otwieranie Igrzysk XXXII Olimpiady przez prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana… Jego satrapia w ostatnich latach raczej wykluczyłaby goszczenie sportowego święta. W tym kontekście przypomnę, że podczas zimowych igrzysk w Soczi 2014 kremlowski władca Władimir Putin pozycjonował się wobec całego świata na gołąbka, agresję wobec Ukrainy rozkręcił tuż po zgaśnięciu olimpijskiego znicza.

Otwarcie igrzysk będzie anormalne, na stadionie zasiądzie niecały tysiąc oficjeli i wyselekcjonowanych mediów. W defiladzie reprezentacji wezmą udział tylko skromne delegacje. Nastroje w polskiej ekipie są mieszane. Wszyscy pozostają pod wrażeniem skandalu z całkowicie niepotrzebnym wysłaniem szóstki pływaków, którzy nie znajdowali się na liście prawidłowo zgłoszonych zawodników, ale działacze obiecywali im, że start „może da się załatwić”. Nie było na to szans. Wypada wyrazić nadzieję, że limit polskich kompromitacji został wyczerpany. Medali nie zdobędziemy za wiele, ale niechby przynajmniej pozostało czyste konto wpadek dopingowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane