Najwięcej wykłada telewizja publiczna
Większość pieniędzy na kinematografię pochodzi od stacji TV
NAJCHĘTNIEJ KOMEDIE: Paweł Mossakowski, dyrektor artystyczny Film Plus, twierdzi, że reprezentowana przez niego telewizja Canal+ największy udział ma zwykle w filmach komediowych. fot. BS
W tym roku produkcja filmów fabularnych pochłonie ponad 150 milionów złotych. Większość tej sumy wyłożą stacje telewizyjne. Jest to dla nich nie tylko wspieranie polskiej kultury i wypełnianie zobowiązań koncesyjnych, ale także przedsięwzięcie biznesowe.
Wśród polskich stacji telewizyjnych najwięcej na kinematografię wykłada TVP. W tym roku na produkcję filmową i telewizyjną publiczny nadawca wyłoży 70 milionów złotych. Największym producentem wśród stacji komercyjnych jest Canal+. W tym roku na ekranach pojawi się 9 tytułów koprodukowanych przez tę stację. Od początku swego istnienia Canal+ zainwestował w Polsce ponad 60 milionów złotych.
Nie tylko filantropia
— Angażując się w produkcję filmową rzadko liczymy na zwrot inwestycji. Liczy się także sprzedaż filmu do innych telewizji. Kryterium opłacalności mało kiedy jest jednak powodem do zaangażowania się w produkcję danego filmu. Często widownia jest nieliczna, ale popieramy projekty, które stwarzają szanse na zrobienie dobrego filmu — mówi Paweł Mossakowski, dyrektor artystyczny Film Plus, spółki zajmującej się produkcją filmową dla Canal+.
Stacje telewizyjne często wykorzystują finansowanie kinematografii do celów marketingowych. Kreują w ten sposób markę i przedstawiają się jako sponsorzy polskiej kultury.
— Trudno mówić o filantropii. Fałszywe jest podejście, że stacje robią to głównie aby wspierać polską kulturę. To przecież dla telewizji możliwość sprzedaży reklam czy zachęcenia abonentów, a dodatkowo zyski z rozpowszechniania filmu — mówi Dariusz Jabłoński, prezes Polskiego Stowarzyszenia Niezależnych Producentów Filmowych i Telewizyjnych.
Specjaliści szacują, że aby film zwrócił zainwestowane pieniądze musi go obejrzeć minimum 600 tysięcy widzów. Połowa wpływów pozostaje w kinach, a jedna czwarta trafia do dystrybutorów. Do 25 proc. dzielą między siebie koproducenci, którzy z tej części mogą liczyć na zwrot zainwestowanych pieniędzy. W zeszłym roku jedynymi filmami, które w całości zwróciły zainwestowane środki były „Ogniem i mieczem”, „Pan Tadeusz” i „Kilerów dwóch”. Pozostałych kilkanaście filmów nie przyniosło zysków inwestorom.
— Nasze zaangażowanie zależy od rodzaju filmu. Zależy też od tego, jak szacujemy ewentualne zyski. Jeżeli jest to na przykład komedia to nasze zaangażowanie jest zwykle większe. W czysto komercyjnym „Chłopaki nie płaczą” nasz udział wynosi ponad 50 proc. Jedynie „Kiler” i „Pan Tadeusz” zwróciły się z nawiązką — mówi Paweł Mossakowski.
Produkując filmy stacje zapewniają sobie pierwszeństwo do ich emisji na antenie, a w przypadku stacji kodowanych czerpią zyski z odsprzedania praw do ich emisji stacjom naziemnym. Koproducenci zarabiają także na zyskach ze sprzedaży kaset, czy z coraz popularniejszych ostatnio DVD. Część tytułów, jak na przykład „Pan Tadeusz” czy „Ogniem i mieczem” przynosi dodatkowe zyski w postaci sprzedaży praw do filmu za granicę.
Nie wszyscy chcą płacić
Najbardziej dochodowym dotychczas filmem było „Ogniem i mieczem”, które obejrzało ponad 7 milionów widzów. Przyniosło to dochód ponad 100 milionów złotych, czyli blisko 6 razy więcej niż wyniosły koszty produkcji filmu.
W finansowanie filmów angażują się także stacje nadające z zagranicy HBO i Wizja TV. Producenci najbardziej narzekają na komercyjne telewizje naziemne.
— Polsat i TVN nie są obecne w produkcji filmów fabularnych w Polsce. Produkcja seriali komediowych nie jest inwestowaniem w polską kulturę, ale przedsięwzięciem komercyjnym. Stacje, które nie mają koncesji KRRiT inwestują, aby zaznaczyć swoją obecność w Polsce, natomiast telewizje koncesjonowane często nie widzą potrzeby inwestowania — mówi Dariusz Jabłoński.
Jego zdaniem, w świetle odnawiania koncesji telewizyjnych KRRiT powinna brać pod uwagę to, jak stacje angażowały się w finansowanie kinematografii.
Polsat odpiera zarzuty
— Dziwi mnie to, że krytykuje się stację, która produkuje najwięcej seriali i programów telewizyjnych — podkreśla Anna Zielińska z Polsatu.
— Nasze zaangażowanie w finansowanie rodzimej kinematografii odpowiada naszym koncesyjnym zobowiązaniom, zgodnie z którymi mamy koprodukować dwa filmy rocznie. W roku 2000 naszym głównym przedsięwzięciem ma być „W pustynii i w puszczy” — mówi Bogusław Chrabota, dyrektor programowy Polsatu.