Tunezyjczycy to poligloci. Żyjąc z turystyki, w lot chwytają cudzoziemskie zwroty — także polskimi przysłowiami sypią jak z rękawa!
Arabscy kupcy na bazarach — „sukach” — zachwalają torebki z curry, wykrzykując rymowanki po polsku. Wabiąc turystów śląską gwarą. Żonglując językowymi łamańcami...
— W Sidi Bou Said, mauretańskim, biało-niebieskim miasteczku, usłyszeliśmy swojskie: „Chrząszcz brzmi w trzcinie”, a za chwilę: „W czasie suszy szosa sucha”... To miejscowy chłopak, zorientowawszy się, że idą Polacy, krzyczał za nami te trudne zdania. I nie pomylił się ani razu! — opowiada Hanna Daniluk z biura podróży TRC.
O „Jak się masz” czy „Ładne oczy masz, komu je dasz” — wspominać nie warto... Ale w jednej z mieścin na Saharze, gdzie zatrzymują się turyści w drodze na safari, stoi stragan ozdobiony niebanalną reklamą. Po polsku.
— Podeszłam spojrzeć, z czego się ludzie śmieją? Zobaczyłam tabliczkę: „Najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny i moja herbata miętowa!” — wspomina Hanna Daniluk.
Wielka piaskownica
Tunezja to nie tylko ocienione palmami plaże — choć z nich słynie. Bo nad morzem można wypoczywać cały rok — w zimie na wyspie Djerba, gdzie jest cieplej niż na kontynencie. Ale, jakkolwiek miło się siedzi na plaży, ten kraj to także uprawy owoców cytrusowych na północy i bezkresne plantacje oliwek na południu. Zadziwiająca różnorodność krajobrazów — od zielonych nizin, przez stepowe centrum, po pasma Atlasu Tellskiego i Góry Tunezyjskie. A Sahara? Dla wielu podróżników jej tunezyjska część jest najciekawsza.
— Skończyłam geografię, więc sądziłam, że mam pojęcie o formach pustynnych. Jednak Sahara — ta wielka piaskownica — zupełnie mnie zaskoczyła. Kominy, górki wyższe od człowieka, naturalne labirynty — dało się nawet wejść do środka! — entuzjazmuje się Anna Szpadkiewicz z Orbisu Travel.
Na 2-3-dniowe safari z wybrzeża na pustynię (około 1 tys. km) wyrusza się jeepami. Gdy kierowcy zatrzymują auta, ściągają z głów czapki i zakładają turbany, wiadomo, że zaczyna się off-road.
— Jazda jeepami po bezdrożach, w rytm muzyki Dire Straits, którą puścił kierowca, wywarła na mnie niesamowite wrażenie. Równie wielkie, jak nocleg na pustyni. Leżąc na pryczy w beduińskim namiocie, patrzyłem w usiane gwiazdami niebo... Tkanina, z której go wykonano, za gęsta nie była! — śmieje się Aleksander Protoklitow z TUI Centrum Podróży.
Dodaje, że na Saharze kawa z czajnika ma taki smak, że gdzie indziej by się jej nie wypiło — w zębach chrzęści piasek. Ale tutaj nawet ona ma swój urok — podobnie jak rozbawione miny Beduinów, którzy na pytanie turystów o WC, wskazują najbliższą wydmę, mówiąc „le toilette á la naturelle”...
— Dużo ludzi biegało. Jedni lecieli z aparatem robić fotki, inni skryć się za górką. Cóż, na wakacjach potrafimy dużo jeść, zapominając, że należy się pilnować — przypomina Aleksander Protoklitow.
Żelaznym punktem safari jest podziwianie wschodu lub zachodu słońca. Można też odbyć przejażdżkę na grzbiecie dromadera do jednej z oaz. W Tozeur, uważanej za najpiękniejszą oazę Tunezji, ogląda się wyrafinowany system nawadniania pól. Wybudowane w XIII w. kanały i rowy użyźniają glebę na trzech poziomach. Na najniższym rosną warzywa, na środkowym granaty, brzoskwinie i banany, na górnym zaś dojrzewają daktyle.
— Zwiedzałam oazę, gdzie uprawiano palmy daktylowe. Jechaliśmy samochodzikami, przypominającymi cygańskie wozy, wzdłuż ciągnącego się w nieskończoność morza drzew — wspomina Anna Szpadkiewicz.
Filmowa sceneria
Jednak zanim jeepy dotrą na pustynię, zatrzymują się w Matmata. Choć nazwa znaczy: „nic tu nie ma”, to najtłumniej odwiedzana miejscowość kraju. Słynie z wydrążonych w kredowych skałach domostw rdzennych mieszkańców Tunezji — Berberów. Tak zwane troglodyty powstały według schematu: okrągłe patio wykopane na głębokości 6 metrów, od którego odchodzą pokoje, sypialnie, spiżarnie. Wąski tunel prowadzi z dziedzińca na zewnątrz, do poziomu gruntu. Na dole panuje przyjemny chłód — dłubiąc mieszkania w skale, Berberowie uciekali przed słońcem.
— Trochę to śmiesznie wygląda, bo przy ulicy stoi zwykły dom, ze środka którego schodzi się w dół. Pewnie Berberowie, którzy nas gościli, mieszkają normalnie, a podziemne domostwo tylko pokazują... Starsza pani, seniorka rodu, poczęstowała nas herbatą i orzeszkami. Było miło — uważa Anna Szpadkiewicz.
W Matmata kręcono słynną scenę barową do filmu „Gwiezdne wojny”.
— Przypominają o tym albumy i gadżety. Sklepy z pamiątkami są ciekawe, całe ze słomy — mówi Hanna Daniluk.
Kolejna atrakcja safari to przejażdżka nad Chott El Jerid — największe, latem wyschnięte, słone jezioro Afryki.
— Płytkie zatoczki białawej wody odbijają światło — bardzo to ładnie wygląda... Z dna wydobywa się „róże berberyjskie” — skamienieliny przypominające kształtem kwiaty. Są jak wyrzeźbione, choć to dzieło natury — zachwyca się Hanna Daniluk.
— Z wody wystają drewniane pale z lat II wojny światowej — po nich szli niemieccy żołnierze, by nie pogubić się podczas przeprawy. Nieoczekiwane zetknięcie z historią... — dodaje Anna Szpadkiewicz.
Antyczne pamiątki
Przez Tunezję, w ciągu wieków, przemaszerowało wiele armii — Fenicjanie, Rzymianie, Wandalowie, Bizantyjczycy, Turcy, Francuzi... Na przełomie III i II tysiąclecia p.n.e. powstawały tu kolonie fenickie. Najznaczniejsza — Kartagina — to jedno z najbogatszych miast-państw antyku. W III w. p.n.e., gdy zdobyła całkowitą przewagę w zachodniej części Morza Śródziemnego, doszło do konfliktu z Rzymem. Trzy wojny punickie zakończyły się upadkiem Kartaginy (146 p.n.e.). Ziemię po wypalanym przez 7 dni mieście zwycięzcy posypali solą, by nie mogła już rodzić... Dziś zwiedza się tu Wzgórze Byrsa, Państwowe Muzeum Kartaginy, teatr rzymski, wille, termy Antoniusza, tofet oraz porty punickie. Z kartagińskiego amfiteatru, prawdopodobnie największego w imperium, niewiele się zachowało — w późniejszych stuleciach traktowano go jak kamieniołom. Największe wrażenie robi tofet — miejsce składania ofiar z ludzi.
— Młodych chłopców, dzieci możnych Kartaginy, duszono, by przebłagać boga Baala Hammona i jego małżonkę Tanit. Ten proceder trwał wiele lat — po dziś dzień to miejsce zachowało złowrogą atmosferę — uważa Zofia Piotrowska, lekarka, która objechała Tunezję szlakiem rzymskich miast.
Na trasie wycieczek leży El Jem — w czasach rzymskich centrum produkcji oliwy z oliwek. Przyciąga tłumy widocznym z daleka Koloseum — trzecim co do wielkości po Rzymie i Kapui. W czasach świetności amfiteatr mieścił ponad 30 tys. widzów! Świetnie zachowany zabytek figuruje na liście światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO. W lipcu i sierpniu odbywa się tu festiwal muzyki klasycznej.
Kartagina i El Jem to kanon, jednak warto też pojechać do wykopalisk, gdzie nie dociera masowa turystyka. Choćby do ruin miast: Dougga, Subajtila, Thuburbo Maius, położonych na płaskowyżu Tell — spichlerzu rzymskiej Afryki.
— W Dougga zachował się amfiteatr wykuty w skale, świątynie, łaźnie, dziedzińce, tunele, brukowane ulice, mozaiki... Można zobaczyć, jak wyglądało autentyczne, rzymskie miasto — przekonuje Aleksander Protoklitow.
Części wykopalisk pilnują arabscy strażnicy, owinięci w galabije, niektóre jednak nie są strzeżone...
— Miejscowa ludność wypasa kozy wśród antycznych ruin. Można tam rozbić obóz na noc i zbudzić się rano, w otoczeniu pozostałości rzymskich budowli — twierdzi Zofia Piotrowska.
Tropiciele starożytności nie mogą pominąć muzeum Bardo w Tunisie — stolicy kraju.
— Cały budynek jest wyłożony mozaikami. Zdobią ściany, leżą na podłodze... Utrzymane w brązowo-beżowej tonacji, pochodzą z rzymskich ruin rozsianych po całej Tunezji — tłumaczy Zofia Piotrowska.
Aromat wodnej fajki
Święte miasto islamu — Kairouan — to kolejna propozycja dla wypoczywających w Tunezji.
— Blisko tu z nadmorskich miejscowości. Można wynająć miejscowego przewodnika. Warto — samo wsiadanie do wiekowego mercedesa to przeżycie! — zapewnia Aleksander Protoklitow.
Wśród pomników religijnych miasta za największą atrakcję turystyczną uznaje się Wielki Meczet z IX wieku, słynący z marmurowego dziedzińca oraz Meczet Barbier, znany ze wspaniałych fajansów.
— Miejscowi, za przysłowiowego dinara, zapraszają na dachy swoich domów, skąd podziwia się meczety. Efektowne! Ale Kairouan zaskakuje na każdym kroku — piłem herbatę w lokalu, na piętrze którego trzymano wielbłąda! Służył za napęd do urządzenia czerpiącego wodę ze studni... Szokujące! — twierdzi Aleksander Protoklitow.
Kairouan rozsławiły także manufaktury dywanów. Ich ceny idą w tysiące euro — im gęściej tkane, tym droższe. Kogo nie stać, może — za darmo — napawać się atmosferą arabskiej ulicy. Pogapić się na mężczyzn, siedzących w knajpkach ciągnących się wzdłuż ulic. Palą wodne fajki (szisza), nabite tytoniem smakowym (np. jabłkowym), plotkują, grają w karty i kości — nie śpiesząc się nigdzie. Załatwiają rozmaite sprawy — kafeterie to nie tylko miejsce spotkań towarzyskich, ale i punkt ubijania interesów, urząd pośrednictwa pracy...
— Miejscowym nie trzeba telefonów — by znaleźć człowieka, którego chcą spotkać, idą do knajpki! Taki niespieszny styl życia zaskakuje Europejczyków... Podobnie jak szisza, którą nas częstowano. Paliłam i ja — nieśmiało, pełna obaw... Nic nie poczułam! Pewnie za słabo się zaciągałam — śmieje się Anna Szpadkiewicz.
Tunezja — ten śródziemnomorski kraj w Afryce Północnej — odsłoni wiele ciekawostek. Przed każdym, kto zechce wyściubić nos z nadmorskich kurortów.
