Agencja uznała sytuację amerykańskich banków za stabilną, ale wskazała na poważne zagrożenia związane z zaangażowaniem w Strefie Euro. Znalazło to częściowe potwierdzenie w przeprowadzonych w dniu dzisiejszym aukcjach długu w Hiszpanii i Francji. Uzyskane rentowności ponownie wzrosły (10-letnie obligacje Hiszpanii sprzedano dziś z rentownością wynoszącą niemal 7 procent), pokazując rosnącą nieufność do papierów skarbowych najbardziej zadłużonych krajów Strefy Euro. Rosną także CDS-y na dług krajów zarówno europejskich, jak i np. USA (ale dla Japonii spadły)
Niezbyt udane przetargi rzutowały na gorsze zachowanie giełd (szczególnie banków) i presję na osłabienie euro, funta brytyjskiego czy naszego złotego. Choć całkiem niedawno Moody’s niezbyt pochlebnie wyrażał się o polskim sektorze bankowym, to np. Barclays Capital wydał zachęcające zalecenia inwestycyjne dla naszych największych banków, szczególnie dla PKO BP (przeważaj). Złoty pozostawał dziś jednak słaby, za sprawą sytuacji w Strefie Euro i w oczekiwaniu na expose premiera, którego będziemy mogli wysłuchać w piątek. Inwestorzy na pewno będą uważnie słuchać i oceniać - szczególnie krytycznie plany oszczędnościowe lub zwiększania przychodów, i reagować – tak na rynku akcji, jak i - na walutowym.
Otwarcie dnia miało miejsce pod kreską i niemal cały dzień walczyliśmy, nawet nie o wzrosty, ale bardziej o obronę poziomu 2300 pkt., choć tak naprawdę poziom ten ma chyba głównie znaczenie psychologiczne. Nie pomagały dobre dane z Wielkiej Brytanii (sprzedaż detaliczna okazała się wyższe od prognoz). Na wartości traciły dziś wyraźnie od rana min. ropa i złoto. Dopiero po południu, po godzinie 14.30, pojawiło się nieco ożywienia i determinacji byków do odrabiania strat, gdy napłynęły się niezłe dane z USA – z rynku pracy (spadek liczby podań o zasiłek dla bezrobotnych) i z rynku nieruchomości (wzrost liczby nowych zezwoleń na budowę). Dane z rynku nieruchomości w USA zaczynają się, w końcu, stabilizować. Optymizm ten przygasł jednak, po otwarciu sesji w USA.
Indeksy amerykańskie miały od samego otwarcia notowań problem ze wzrostem, co spowodowało powrót pesymizmu i osuwanie się rynków na niższe poziomy. Trwa burza mózgów w Europie, jak rozwiązać kryzys i ten przedłużający się stan niepewności stanowi pożywkę dla niedźwiedzi, które systematycznie uzyskują na rynkach przewagę.
Techniczne sygnały sprzedaży zaczynają zbierać kolejne potwierdzenia i chyba tylko „cud” (szybkie znalezienie sposobu na kryzys finansowy w Europie), może diametralnie odwrócić sytuację. Cuda się jednak zdarzają. Póki co, zamykamy sesję na poziomie 2393 pkt. WIG20 stracił w czwartek 1,6 procent, przy niezbyt imponującym obrocie, wynoszącym 900 mln złotych.