Strach przed recesją ważniejszy niż plan Paulsona
Wall Street oraz zapatrzeni w nowojorskich maklerów ich europejscy koledzy nie pozostawiają złudzeń: plan ratunkowy dla amerykańskich finansów jest pewny, ale nie rozwiąże w cudowny sposób obecnego kryzysu. Prawdopodobnie nie zapobiegnie także recesji w głównych gospodarkach świata. To główny wniosek z analizy zachowania się indeksów za Atlantykiem i w Europie.
Wczorajsze zachowanie giełdowych graczy na całym świecie było całkiem spokojne. Inwestorzy mieli sporo czasu, by ochłonąć po poniedziałkowym szoku, gdy amerykańska Izba Reprezentantów odrzuciła plan Paulsona. Zanim jednak doszło do zadziwiającego dla większości obserwatorów głosowania nad planem wykupu od banków toksycznych aktywów za 700 mld USD, giełda okazała się niezwykle cennym źródłem informacji. Powiedzenie, że "rynek wie najlepiej", całkowicie się sprawdziło. Gdy komentatorzy przekonywali, że porozumienie Demokratów i Republikanów jest pewne, na tablicach notowań od rana panowała głęboka czerwień. Wielu drobnych inwestorów mogło być zdumionych taką sytuacją. Przecież plan Paulsona miał szybko i w miarę bezboleśnie zakończyć obecny kryzys, a to powinno okazać się ogromnym dopalaczem wzrostu kursów.
Po upadku planu rozczarowanie inwestorów było ogromne. Przede wszystkim dlatego że największą siłą przeciwną planowi ratunkowemu (czyli praktycznie subsydiowania firm z sektora finansowego) byli Republikanie, których przedstawiciele stworzyli plan awaryjny. Zapanowała konsternacja, a amerykańskie indeksy poszły w dół. Trend się jednak nie zmienił — w Europie i w USA od początku poniedziałkowej sesji indeksy nurkowały o kilka procent. Można się domyślać, że najwięksi gracze przed głosowaniem w Kongresie spodziewali się, że nie ma nic pewnego. Tym bardziej że od dwóch tygodni na giełdach euforia przeplata się z paniką, co daje wielkie możliwości zarobku na rynku terminowym dla osób z rynkowym wyczuciem.
W krótkim terminie kluczowy będzie wynik głosowania nad planem ratunkowym w Kongresie. W Senacie zakończyło się ono już po zamknięciu tego wydania "PB" (liderzy partyjni byli jednak przekonani o wygranej zwolenników planu), a Izba Reprezentantów zajmie się planem prawdopodobnie jutro. Tym razem powinien on uzyskać aprobatę niższej izby Kongresu, bo konserwatywni Republikanie pokazali już swoim wyborcom, że warto na nich głosować, stając już raz okoniem wobec planu Paulsona. Teraz można liczyć na ich większy pragmatyzm i zapewnienie względnego spokoju wyborcom, których majątki i emerytury są uzależnione od cen akcji.
Proponowany plan nie zapobiegnie recesji największych gospodarek i nie rozwiąże ich realnych problemów. Najwyżej kupi nieco czasu do kolejnej odsłony kryzysu. Po szoku związanym z zapaścią na rynku domów mogą być problemy z nieruchomościami komercyjnymi, pożyczkami na samochody i kartami kredytowymi. To zniechęca do kupna akcji. Przed otwarciem środowej sesji w USA kontrakty spadały ponad 1 proc. W Europie handel zaczynano od nieśmiałych wzrostów (GPW była liderem). Po południu europejskie indeksy schodziły coraz niżej.
Nowa wersja planu Paulsona dla niepoznaki nie jest już sygnowana nazwiskiem sekretarza skarbu. Poprawki są jednak niewielkie. Czasowe zwiększenie gwarancji depozytów bankowych przez odpowiednik naszego Bankowego Funduszu Gwarancyjnego ze 100 tys. USD do 250 tys. USD i rozszerzenie ulg podatkowych (149 mld USD przez 10 lat) nie rozwiążą bowiem realnych problemów. Ewentualne zwiększenie deficytu budżetowego i długu publicznego może tymczasem podkopać rating papierów rządowych.
Zamiast słuchać uspokajających komentarzy niektórych amerykańskich kongresmanów i europejskich bankowców, wystarczy spojrzeć na liczby. O rosnącej awersji do ryzyka i kolejnej fali problemów sektora finansowego świadczą rekordowe ceny kapitału na rynku międzybankowym, mimo nieustającego pompowania kapitału przez banki centralne. Banki przestają pożyczać sobie pieniądze, a stawki LIBOR, na jakich opierają się raty większości polskich kredytów hipotecznych, stają się jedynie hipotetyczne. Są już rekordowo wysokie i mogą się jeszcze mocno wahać. Strach przed pożyczaniem zaczyna godzić w interesy przemysłu, torpedując planowane przejęcia i projekty inwestycyjne.
Adrian Boczkowski