Nasz eksport musi przełamać słabości strukturalne

Jarosław Dąbrowski
opublikowano: 2000-10-30 00:00

Jarosław Dąbrowski: Nasz eksport musi przełamać słabości strukturalne

EKSPORTOWE DYLEMATY: Relatywnie wysokie koszty pracy są jedną z głównych przyczyn niskiej konkurencyjności polskiej oferty eksportowej — uważa Jarosław Dąbrowski. fot. ARC

Od kilku lat z nadzieją, ale i z niepokojem śledzimy wyniki polskiego eksportu. Wiemy, że jest to nie tylko znak tego, jak się ma polski handel zagraniczny, ale także wskaźnik wielu ważnych objawów narodowej gospodarki. Jakie one są? Najróżniejsze: od tych, które odnoszą się do zjawisk makroekonomicznych (deficyt handlu zagranicznego, deficyt na rachunku obrotów bieżących, rezerwy dewizowe, kurs walutowy), do tych, które odnoszą się do zjawisk mikroekonomicznych: innowacyjności polskich firm, konkurencyjności produktów za granicą, efektywności siły roboczej itp.

CO OZNACZA wskaźnik eksportu? Można powiedzieć, że jest to syntetyczny wskaźnik ekspansywności i siły gospodarki w międzynarodowym systemie gospodarczym. A jak wygląda polski eksport w 2000 r.? Odpowiedź jest niełatwa, ponieważ uważny obserwator musi odczuwać zadowolenie z powodu dobrych ostatnio wyników handlu zagranicznego. Jest jednak wiele sygnałów świadczących o słabościach czynników proeksportowych w polskiej gospodarce, takich jak: struktura produktowa eksportu, koncentracja geograficzna wymiany, niskie nasycenie nowoczesnymi technologiami.

TRUDNO być w pełni usatysfakcjonowa- nym poziomem polskiego eksportu. Przyczyn takiej sytuacji można upatrywać zarówno w późnym przeprowadzeniu prywatyzacji przedsiębiorstw, jak i w technologicznym opóźnieniu polskiej gospodarki. Zbyt mała jest wiedza polskich przedsiębiorców na temat reguł handlu zagranicznego: często nie wiedzą oni, jak prawidłowo zawrzeć kontrakt i jak zabezpieczyć się przed ryzykiem handlowym. Polskich towarów nie opłaci się przewozić na większe odległości w związku z ich małą konkurencyjnością, skutkiem czego głównymi partnerami handlowymi są dla Polski kraje ościenne. Potęguje to uzależnienie od ich koniunktury gospodarczej. Zaczyna to coraz bardziej przypominać powiedzenie, że katar niemieckiej gospodarki oznacza grypę w Polsce. Po kryzysie rosyjskim, w 1999 roku o połowę obniżył się eksport na Wschód. Efekty tego tylko w pewnym stopniu zbilansował stabilny 10-procentowy wzrost eksportu do CEFTA, a w szczególności do Grupy Wyszehradzkiej.

W ZAKRESIE eksportu wyrobów high-tech Polska z wynikiem 4,8 proc. plasuje się na szarym końcu w statystykach OECD. Przed nami są Niemcy (21,9 proc.), Węgry (14,1 proc.), Czechy (8,2 proc.). Jeśli koszt jednostkowy pracy w Austrii przyjmiemy za 100 proc., to w naszym kraju (41,06 proc.) jest on dużo wyższy od kosztów w Czechach (32,74 proc.), na Węgrzech (28,19 proc.) czy Słowacji (23,84 proc.). Ze względu na niską konkurencyjność produktów średnia wartość jednej tony polskiego eksportu do Niemiec jest 3,5 razy niższa niż np. tony eksportowego towaru na Węgrzech. Efekt jest taki, że w końcu ubiegłego roku eksport był podstawowym źródłem przychodu jedynie dla 6,4 proc. firm w Polsce.

W PORÓWNANIU z sytuacją sprzed kilku lat, kiedy import wzrósł 5-krotnie, a eksport 2-krotnie, sukcesem będzie utrzymanie tendencji wzrostu eksportu nad importem. Powinna temu sprzyjać restrukturyzacja przemysłu w wyniku prywatyzacji oraz zagraniczne inwestycje bezpośrednie. Konieczna jest również szybka redukcja kosztów pracy, rozwój innowacyjnej części sektora małych i średnich przedsiębiorstw oraz funkcjonowanie silnych banków aktywnie wspierających wymianę handlową za pomocą nowoczesnych instrumentów. Przyszłość nie jest zasnuta czarnymi chmurami, o ile wszyscy, od których to zależy, będą działać szybko, zgodnie i profesjonalnie. Wynikiem tych wysiłków będzie skuteczne wspieranie polskiego eksportu.

Jarosław Dąbrowski jest członkiem zarządu Raiffeisen Bank Polska, członkiem Związku Polskiego Przemysłu, Handlu i Finansów