Święto Zjednoczenia Europy było miłym przerywnikiem w znojnym trudzie zespalania naszego kontynentu. Formalnie odtrąbiono koniec robót, faktycznie zaś praca nadal jest w toku. Nie została dokończona nawet tam, gdzie rozpoczęła się najszybciej — między dawną NRD a RFN. Pieniądz zbudował supernowoczesną infrastrukturę, lecz nie wyeliminował poczucia obywatelstwa „drugiej kategorii” na wschodzie zjednoczonych Niemiec, gdzie zresztą wydajność pracy nie przekracza 60 procent normy zachodniej. Jest to swoisty poligon doświadczalny rewitalizacji obszarów dotkniętych przez pół wieku obecnością Armii Radzieckiej. Okazuje się, że eksport praw socjalnych, wsparty przez transfer 1,25 bln EUR, nie załatwia sprawy.
W naszym przypadku skąpstwo „starej Europy” miało ten błogosławiony skutek, że musieliśmy liczyć tylko na własne siły. Nie inaczej będzie teraz, po wciągnięciu unijnej flagi na maszt, chociaż po integracji z UE strumień zagranicznej pomocy rośnie. Tempo pościgu za europejskimi standardami rozstrzyga się w kraju. Będąc w pościgu, warto jednak wiedzieć, co ścigać, bo nie wszystkie zaległości są do nadrobienia. Nie będziemy na przykład potentatem na rynku finansowym, skoro kapitalizacja wszystkich odrodzonych giełd Europy Środkowej i Wschodniej nie przekracza 3,3 procent rynku w Londynie. Nie nadrobimy luki kapitałowej, z wielkim trudem domykając lukę technologiczną.
Największą rezerwą strategiczną naszego kraju była i jest przedsiębiorczość. Trzeba ją uruchomić jako rezerwę niewyczerpalną, zostawiając na czarną godzinę rezerwy walutowe, zbożowe i paliwowe.
Janusz Lewandowski, poseł Platformy Obywatelskiej