NATO BOMBARDUJE POLSKĄ TURYSTYKĘ

Radosław Górecki, Małgorzata Zgutka
05-05-1999, 00:00

NATO BOMBARDUJE POLSKĄ TURYSTYKĘ

Wojna w Jugosławii a turystyka

Krajowe biura podróży czeka ciężka próba. W niektórych już dochodzi do zwolnień pracowników

Interwencja NATO w Jugosławii niewątpliwe zaszkodziła polskiemu przemysłowi turystycznemu. Zmalało zainteresowanie wyjazdami do Chorwacji i częściowo do Grecji. Najgorsza jednak sytuacja panuje w turystyce przyjazdowej. W niektórych biurach podróży nawet połowa grup amerykańskich anulowała swoje pobyty.

Konflikt na Bałkanach wpływa ujemnie zarówno na turystykę wyjazdową, jak i przyjazdową.

— Turystyka jest najbardziej wrażliwą dziedziną gospodarki. Jakiekolwiek konflikty wojenne mają na nią ogromny wpływ — mówi Anna Pieślak, dyrektor ds. marketingu Orbis Travel.

Gdzie leży Polska?

Zdaniem przedsiębiorców i ekspertów od turystyki, najbardziej wpływ działań wojennych w Jugosławii odczuwają biura zajmujące się turystyką przyjazdową. Turyści z Zachodu boją się przyjeżdżać do naszego kraju.

— Dzieje się tak dlatego, że w wyobrażeniu tamtejszych turystów Polska leży blisko Jugosławii. Z ich punktu widzenia, zagrożona jest cała Europa Wschodnia — zauważa Jerzy Łukasiewicz, prezes zarządu Warszawskiej Izby Turystyki i dyrektor Polish Travel Quo Vadis.

— Amerykanie nie orientują się, gdzie leży Jugosławia. Dla nich Europa to jeden region — dodaje Andrzej Bartkowski z Mazurkas Travel.

Przedstawiciele biur podróży oceniają obecną sytuację krótko: jest źle.

— Wiele grup z USA, Australii, Anglii odwołuje swoje przyjazdy. W mniejszym stopniu dotyczy to Francji, choć zdarzają się i takie, w których jako powód odwołania rezerwacji podawano interwencję NATO. W niektórych przypadkach anulowanie grup z USA sięga nawet 50 proc. To urasta do rangi problemu nie tylko dla biur podróży, ale i dla innych usługodawców — przewoźników, hoteli czy punktów gastronomicznych — twierdzi Jerzy Łukasiewicz.

— Sytuacja wygląda źle. Ludzie nie mają pracy z powodu tak dużej anulacji grup turystów z USA, Japonii, Brazylii. Rezygnują też Francuzi — dodaje Andrzej Bartkowski.

Termin anulowania przyjazdu to 21 dni przed rozpoczęciem imprezy. Nasz rozmówca uważa, że w związku z tym w tej chwili trudno jest przewidzieć, co będzie się działo za kilka miesięcy. Wielu turystów czeka z anulowaniem przyjazdu do ostatniej chwili.

— Z jedenastu grup brazylijskich została nam tylko jedna i na dodatek okrojona o połowę. Z utęsknieniem wyczekuję końca wojny — podsumowuje Andrzej Bartkowski.

Mniej wyjazdów

Skutki działań wojennych odczuwają także biura wysyłające turystów do Chorwacji i Grecji.

— Chorwacja jest krajem, w którym przemysł turystyczny jest bardzo znaczącą gałęzią gospodarki. Choćby ze względu na dużą liczbę zabytków świetnie można zorganizować tam pobyt turystów. Mieliśmy spotkanie z ambasadorem Chorwacji, który zapewniał, że jego kraj jest bezpieczny i przyjazny dla przyjezdnych — informuje Jerzy Łukasiewicz.

Mimo to polscy turyści wykazują dużą ostrożność. Szczególnie cierpią biura, które organizowały w tamtym regionie kolonie dla młodzieży.

— Są one zmuszone do anulowania wyjazdów do Chorwacji. Stracą na tym sporo, ponieważ najprawdopodobniej nie dostaną zwrotu wpłaconych zaliczek — twierdzi Jerzy Łukasiewicz.

Nasz rozmówca spodziewa się spadku zainteresowania nie tylko Chorwacją, ale i całym tamtejszym regionem. Opinię tę potwierdzają przedsiębiorcy.

— Obserwujemy spadek zainteresowania ofertą z dojazdem własnym. Jeśli chodzi o Chorwację, to widać tu wyraźne załamanie. Boimy się też o wyjazdy do Grecji. Turyści pytają się, czy aby samoloty, które tam lecą, nie są zagrożone. Spada też zainteresowanie wycieczkami autokarowymi do Grecji. Można powiedzieć, że na razie sprzedaż jest dobra, ale turyści się niepokoją. Trzeba brać też pod uwagę to, że Polacy dość późno kupują ofertę turystyczną. Każdy się denerwuje, żeby konflikt się nie rozszerzył. Mimo to nie ma paniki w salonach. Jest jeszcze za wcześnie, żeby mówić o załamaniu — uważa Anna Pieślak.

Bez paniki

Natomiast Polska Izba Turystyki uspokaja.

— Z sygnałów, które otrzymujemy z biur podróży, wynika, że takie anulacje są szczątkowe. Na początku kwietnia przeprowadziliśmy ankietę i niewiele biur informowało o anulowaniu wyjazdów spowodowanych wojną w Jugosławii — usłyszeliśmy w Polskiej Izbie Turystyki.

— Nie odnotowaliśmy dużej liczby anulacji. Oczywiście zdarzają się takie, które motywowane są wojną, uważam jednak, że pod tym płaszczykiem firmy chcą uniknąć kosztów związanych z anulacją miejsc. W tej chwili sytuacja jest taka, że rezygnują najostrożniejsi. Jak to będzie wyglądało w najbliższych miesiącach zależy od rozwoju sytuacji — twierdzi Małgorzta Staniewska, dyrektor ds. marketingu biura zagranicznej turystyki przyjazdowej Orbis Travel.

Nasza rozmówczyni zauważa, że zdecydowany sprzeciw Rosji dotyczący interwencji NATO powoduje, że najwięcej jest anulowanych grup amerykańskich, których przyjazd do Polski był łączony z wyjazdem do krajów byłego Związku Radzieckiego.

Pielgrzymka może złagodzi

Być może anulacji grup w najbliższym czasie byłoby więcej, gdyby nie czerwcowa pielgrzymka Ojca Świętego.

— Na pewno łagodzi ona wpływ wojny na przyjazdy do Polski. Wielu katolików nie zrezygnuje z okazji spotkania Ojca Świętego. Poza tym już sam fakt przyjazdu papieża jest ogromną promocją Polski. Dzięki temu jawimy się jako kraj bezpieczny. Niewątpliwie pielgrzymka przyczyni się do tego, że wielu Amerykanów polskiego pochodzenia nie zrezygnuje z przyjazdu do nas — zauważa Jerzy Łukasiewicz.

Nie wszyscy są jednak tego samego zdania.

— Jeszcze trzy miesiące temu przyjazdem do Polski były zainteresowane rzesze Polonii. Niestety, duża część zrezygnowała z wycieczki do kraju. Wydaje się to absurdalne, ale Europę, mimo iż nic się tu nie dzieje, traktują jako teren konfliktu — tłumaczy Dorota Rudowska-Mróz z biura podróży American Travel Abroad.

Co dalej

— Biura będą musiały zrobić wszystko, aby przetrwać ten trudny okres. W niektórych może dojść do zwolnień pracowników — twierdzi Jerzy Łukasiewicz.

— Nie mogę zwolnić od razu ludzi. W dużej firmie, takiej jak moja, trzeba będzie ich zatrudniać przy innych zadaniach. Problemy mogą mieć mniejsze firmy, które nie będą mogły przestawić się na innego rodzaju usługi — uważa Andrzej Bartkowski.

Szansą dla polskich biur podróży mogą być amerykańskie biura i linie lotnicze.

— Możliwość przekonania, że tereny w Europie, w tym i Polska, są terenami bezpiecznymi ma tylko rząd USA. Uważam, że powinien to uczynić, ale czy to rzeczywiście zrobi, tego nie wiem. Wszystkie kraje dążą do tego, aby zatrzymać turystów u siebie. Wojna jest korzystna dla USA z punktu widzenia ich turystyki. Myślę jednak, że lobbying amerykańskich biur podróży zajmujących się turystyką wyjazdową i linii lotniczych będzie robił wszystko, aby przekonać turystów, że nie cała Europa jest w stanie wojny — uważa Jerzy Łukasiewicz.

Twierdzi on, że sytuacja powróci do normy, pod warunkiem, że po zakończeniu wojny w krajach członkowskich NATO nie będzie ataków terrorystycznych, organizowanych przez Serbów. Przedstawiciele biur podróży nie widzą w tej chwili rozwiązania tej sytuacji.

— Co teraz można zrobić — chyba tylko modlić się — podsumowuje Andrzej Bartkowski.

TYLKO SPOKOJNIE: Anna Pieślak, dyrektor ds. marketingu Orbis Travel, informuje, że w salonach sprzedaży nie ma paniki. Co prawda turyści się niepokoją i część z nich rezygnuje z wyjazdu do Chorwacji czy Grecji, ale jak twierdzi nasza rozmówczyni jest za wcześnie, aby mówić o załamaniu. fot. B. Skrzyński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Radosław Górecki, Małgorzata Zgutka

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / NATO BOMBARDUJE POLSKĄ TURYSTYKĘ