Nauczyciele chcą strajkować w kwietniu

PAP, DI
opublikowano: 02-03-2019, 12:38

W poniedziałek prezydium zarządu głównego ZNP zdecyduje o treści pytania w referendum strajkowym oraz o terminie strajku w oświacie - poinformował prezes związku Sławomir Broniarz.

Jak mówił, brane są pod uwagę różne terminy, ale najwięcej zwolenników ma opcja strajku w kwietniu.

W styczniu Związek Nauczycielstwa Polskiego wszczął procedury sporu zbiorowego prowadzące do strajku w oświacie.

"Wyczerpane zostały wszelkie formuły, które wynikają z dialogu prowadzonego z MEN na temat dramatycznej sytuacji w zakresie finansowania edukacji, w tym płac nauczycieli. Dotychczasowe działania polegające na uczestniczeniu w Zespole ds. Statusu Zawodowego Nauczycieli, powołanym przez panią minister Annę Zalewską, nie przyniosły żadnego rezultatu, nie było żadnego postępu, nie było ze strony MEN żadnej woli do negocjacji" - powiedział PAP Broniarz.

"Negocjacje polegają na tym, że spotykają się strona A i strona B. Każda ze stron przedstawia swoje propozycje i wspólnie szukają porozumienia. Strona A, czyli MEN, na spotkaniach przedstawiało swoje propozycje, mówiąc - mamy tyle i tylko tyle i nie zmienimy tego. Nie było ze strony A jakiejkolwiek chęci poznania i zrozumienia stanowiska strony B i jej argumentów. Wszelkie podejmowane przez nas próby dyskusji spełzły na niczym. Stąd decyzja o wejściu w spór zbiorowy z nadzieją na rozwiązanie konfliktu" - wyjaśnił.

Przypomniał, że ZNP domaga się 1000 zł podwyżki dla nauczycieli i pracowników oświaty. "1000 zł to próba zasypania dziury między przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce, a średnim wynagrodzeniem w edukacji. Mamy nadzieję, że będzie to krok w kierunku zniwelowania dramatycznych różnic między wzrostem wynagrodzeń w gospodarce narodowej, a tym, co dzieje się w sferze edukacji. Jeśli popatrzy się na wysokość tegorocznej podwyżki dla nauczyciela dyplomowanego, to jest ona mniejsza niż dynamika wzrostu płac w innych sektorach, czyli nożyce nie dość, że się nie zamykają, to wręcz przeciwnie - rozwierają się" - powiedział Broniarz.

Pytany, dlaczego dopiero teraz, a nie w styczniu, będzie ustalana treść pytania w referendum strajkowym i termin strajku, wyjaśnił: "Procedury sporu zbiorowego są w Polsce bardzo skomplikowane i w przypadku sporu na dużą skalę czasochłonne. Trzeba je wypełnić jak najstaranniej, aby nie narażać uczestników zapowiadanego strajku na negatywne konsekwencje prawne" - powiedział.

Rozpoczyna je przedstawienie żądań - złożenie pracodawcy, czyli dyrektorowi szkoły lub przedszkola, pisma inicjującego spór. W przypadku nauczycieli pracodawcą jest dyrektor szkoły lub przedszkola. Następne etapy to rokowania, mediacje. Jeśli nie przyniosą one rezultatu, przeprowadzane jest referendum strajkowe i strajk.

Według Broniarza, w zależności od województwa od 82 do 85 proc. szkół i placówek w Polsce weszło w spór zbiorowy z pracodawcami, zgłaszając roszczenia płacowe. "W żadnej placówce nie doszło do porozumienia między związkowcami a dyrekcją, choć kilku dyrektorów zdecydowało się na skorzystanie z mediatorów z listy ministerstwa pracy" - poinformował.

Podał, że referendum strajkowe rozpocznie się 5 marca i potrwa przez pełne dwa tygodnie robocze. "Chcielibyśmy, by jego wynik był znany do 24 marca" - dodał.

W referendum będzie mógł wziąć udział każdy pracownik szkoły lub przedszkola, nie tylko nauczyciele, ale także pracownicy administracji i obsługi. "W referendum strajkowym i strajku mogą brać udział wszyscy pracownicy szkoły, niezależnie od tego czy są członkami związku zawodowego, czy też nie" - zaznaczył.

"Jeżeli w referendum za strajkiem opowie się więcej niż połowa nauczycieli i pracowników oświaty w danej szkole, to strajk będzie polegał na całkowitym powstrzymaniu się od pracy osób, które takie deklaracje złożyli" - powiedział Broniarz. Podkreślił, że wynik referendum jest wiążący i obligatoryjny.

Jak mówił, jeśli w wyniku referendum podjęta zostanie decyzja o przeprowadzeniu strajku w danej placówce, zakładowa organizacja związkowa, która jest stroną w tym sporze, musi najpóźniej na pięć dni przed strajkiem poinformować o nim dyrektora szkoły.

"Dyrektor szkoły musi być powiadomiony z wyprzedzeniem, bo to on odpowiada za bezpieczeństwo dzieci placówki w okresie strajku" - powiedział. Z kolei dyrektor szkoły ma obowiązek powiadomić o akcji rodziców i tak zorganizować pracę placówki, żeby nauczyciele, którzy nie przystąpią do strajku, mogli zająć się uczniami, którzy przyjdą do szkoły. Jednocześnie zaznaczył, że żadna osoba pracująca w szkole lub przedszkolu, która będzie uczestniczyć w strajku, nie będzie mogła być zmuszona przez dyrektora do podjęcia czynności związanych z jej zawodem, czy opieką nad dziećmi.

Broniarz pytany, jaki termin strajku brany jest wstępnie pod uwagę, odpowiedział: "Brane są pod uwagę różne terminy. Decyzja w sprawie terminu jest decyzją kolegialną, podejmowaną w głosowaniu przez wszystkich członków prezydium, ale już dziś mogę powiedzieć, że najwięcej zwolenników ma opcja kwietniowa".

Dopytywany, czy w grę wchodzi termin strajku w czasie, gdy przeprowadzone mają być egzamin ósmoklasisty i egzamin gimnazjalny, odpowiedział: "Generalnie środowisko nauczycieli odrzuca jakikolwiek strajk ostrzegawczy i zdecydowana większość odrzuca strajk jednodniowy, a to oznacza, że zakres tego strajku, niestety, będzie musiał dotknąć egzaminy".

Zapowiedział, że ZNP przeprowadzi w marcu akcję informacyjną, skierowaną do rodziców. "Cały marzec chcemy poświęcić na rozmowy z rodzicami, na przekonywanie rodziców, że nie działamy na szkodę uczniów. Będziemy ich przekonywać, że jeśli chcą, by praca nauczycieli była na najwyższym poziomie, to trzeba stworzyć nauczycielom do tego warunki" - powiedział. "Nauczyciel, który musi pracować w kilku miejscach, by związać koniec z końcem, nie jest w stanie w pełni poświęcić się pracy z dziećmi, nie ma dla nich czasu, gdy go potrzebują, bo albo jest wtedy w innej szkole, albo wędruje między szkołami, a głowę zaprząta mu logistyka, jak wszędzie zdążyć na czas" - dodał.

Pod koniec grudnia ubiegłego roku MEN skierowało do konsultacji społecznych projekt rozporządzenia w sprawie minimalnych stawek wynagrodzenia nauczycieli, które ma obowiązywać w 2019 r. Zgodnie z nim wynagrodzenie zasadnicze nauczycieli wzrośnie w tym roku od stycznia od 121 do 166 zł brutto. Związki zawodowe oceniły tę propozycję negatywnie. przedstawiły swoje żądania.

W ramach negocjacji płacowych minister edukacji w styczniu cztery razy spotkała się z przedstawicielami związków zawodowych. W ramach negocjacji zaproponowała im wprowadzenie dodatku dla rozpoczynających pracę w zawodzie "Stażyści na start" (ma to być jednorazowe świadczenie dla nauczyciela stażysty: 1000 zł w pierwszym i tyle samo w drugim roku stażu), przywrócenie obowiązku corocznego uchwalania regulaminów wynagradzania nauczycieli i ich uzgadniania ze związkami zawodowymi zrzeszającymi nauczycieli.

Zalewska zapowiedziała również przyspieszenie wypłaty trzeciej z trzech zapowiedzianych podwyżek – we wrześniu 2019 r., a nie w styczniu 2020 r. W 2017 r. ówczesna premier Beata Szydło i minister edukacji zapowiedziały, że płace nauczycieli w ciągu trzech lat wzrosną o 16,1 proc.: o 5,53 proc. w kwietniu 2018 r., w styczniu 2019 r. o 5 proc. i w styczniu 2020 r. o kolejne 5 proc.

Wśród propozycji resortu jest też zapowiedź, że każde zajęcia dodatkowe będą płatne przez zwiększenie liczby tzw. godzin do dyspozycji dyrektora szkoły (o godzinę we wszystkich klasach szkoły podstawowej i liceum ogólnokształcącego).

Minister zaproponowała także możliwość ubiegania się o dodatek za wyróżniającą pracę dla wszystkich nauczycieli bez względu na stopień awansu zawodowego. Poinformowała, że jej propozycja to 200 zł miesięcznie dla nauczyciela kontraktowego, 400 zł dla mianowanego i 500 zł dla dyplomowanego. Dopytywana podała, że są to docelowe kwoty, do których będzie się dochodziło stopniowo. Dzisiaj o taki dodatek, tzw. 500 plus dla nauczycieli, może się ubiegać tylko nauczyciel dyplomowany, który otrzymał wyróżniającą ocenę pracy. Dodatek 500 zł nauczyciel będzie mógł otrzymać w 2022 r., w 2020 r. będzie to około 95 zł, a w 2021 r. - około 190 zł.

Związkowcy po kolejnych spotkaniach z szefową MEN informowali, że podtrzymują swoje dotychczasowe postulaty.

Na początku lutego Zalewska podpisała rozporządzenie w sprawie minimalnych stawek wynagrodzenia nauczycieli z kwotami podwyżek na tym samym poziomie jak były w projekcie dokumentu.

Związek Nauczycielstwa Polskiego chce zwiększenia o 1000 zł tzw. kwoty bazowej służącej do wyliczania średniego wynagrodzenia nauczycieli. Forum Związków Zawodowych żąda zwiększenia o 1000 zł wynagrodzenia zasadniczego nauczycieli na wszystkich stopniach awansu zawodowego. Sekcja Krajowa Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" domagała się wcześniej podwyżki o 15 proc. jeszcze w tym roku, a później poinformowała, że żąda m.in. podniesienia płac w oświacie podobnie jak w resortach mundurowych, czyli nie mniej niż 650 zł od stycznia tego roku i kolejnych 15 proc. od stycznia 2020 r. do wynagrodzenia zasadniczego bez względu na stopień awansu zawodowego nauczyciela.

W styczniu ZNP i Wolny Związek Zawodowy "Solidarność – Oświata" należący do FZZ wszczęły procedury sporu zbiorowego. Sekcja Krajowa Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" powołała zaś komitet protestacyjno-strajkowy, który zdecydował, że do 15 marca w szkołach i placówkach oświatowych mają się rozpocząć procedury sporu zbiorowego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP, DI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy