O takiej sesji jak wtorkowa chciałoby się jak najszybciej zapomnieć. Nawet "miękka" decyzja RPP i zgodne z poprzednimi odczytami skurczenie się PKB USA w III kw. nie dodały animuszu warszawskim inwestorom, których jedynym dzisiaj celem było niewyrządzenie sobie krzywdy.
Marazm towarzyszący wtorkowej sesji nad Wisłą nie znajdował uzasadnienia nawet przedświątecznym okresem. GPW sprawiała wrażenie całkowicie opuszczonej przez inwestorów. Po 30 minutach handlu wolumen na akcjach TP wynosił zaledwie niecałe 800 szt. Katastrofalnym obrotom na WIG20 nie towarzyszyły praktycznie żadne większe odchylenia od poniedziałkowego zamknięcia. Jeszcze gorzej sytuacja przedstawiała się na mniejszych firmach, gdzie po trzech godzinach handlu ponad 10 proc. spółek nie mogło poszczycić się wymianą chociażby jednej akcji. Do nieliczny wyjątków, na którego akcjach panował ruch, należał poniedziałkowy debiutant IZNS Iława. Producent części samochodowych najprawdopodobniej będzie jeszcze przez kilka sesji wdzięcznym obiektem gry kapitału specjalizującego się w gwałtownych ruchach wycen emitentów.
Wczorajsze informacje podane przez GUS, potwierdzające ostre hamowanie gospodarki, nie napawają optymizmem. Największe rozczarowanie spowodował symboliczny wzrost listopadowej sprzedaży detalicznej (o 2,7 proc. r/r), oraz pogłębienie się spadku nowych zamówień w przemyśle. Szczególnie ta druga informacja niesie ze sobą niemiłe konsekwencje na przyszłość. Światowy paraliż kredytowy oraz recesja na największych rynkach zaczynają mocno rzutować na nasze spółki, które ograniczają inwestycje i zamówienia. Wydaje się, że dalsza powściągliwość w reakcji na obecny kryzys ze strony rządu i NBP znajduje coraz mniej uzasadnienia. Tak słabe dane makroekonomiczne zwiększyły nadzieję na odważniejszy ruch ze strony RPP i ku zaskoczeniu Rada zdecydowała się na cięcie głównej stopy referencyjnej o 75 pkt baz. (do 5 proc.). Tym razem jastrzębie ustąpiły pola gołębiom i RPP sprawiła miłą niespodziankę na Gwiazdkę. Decyzja o istotnej obniżce kosztów pieniądza będzie miała bez wątpienia pozytywny wpływ na poziom inwestycji i konsumpcji.
RPP i dane z USA nie dały rady wyrwać z odrętwienia GPW. Dopiero ostatnie minuty handlu i fixing zwiększyły nieznacznie aktywność kupujących, dzięki której udało się utrzymać indeks blue chipów w zielonej strefie. Ostatecznie WIG20 zakończył dzień symboliczną zwyżką o 0,2 proc.
Ostatnie dwa tygodnie całkowicie przekreśliły nadzieje na rajd Św. Mikołaja i zamiast wzrostów mieliśmy do czynienia z konsolidacją w przedziale 1700-1800 pkt na WIG20. Po tym doświadczeniu widać, że nasze fundusze nie są zdolne, bez wsparcia stabilnego kapitału zagranicznego, do mocniejszych wybić indeksów. Najwięksi globalni gracze, dysponujący dużymi kapitałami, koncentrują się jednak ostatnio na rynkach azjatyckich, a nasz rejon omijają szerokim łukiem.
Waldemar Borowski