NBP nie widzi ryzyka w e-kantorach

opublikowano: 18-04-2013, 00:00

Żeby prowadzić kantor, trzeba się zarejestrować w banku centralnym. W internecie walutę może wymienić każdy. Bank centralny mówi: niech tak zostanie

Słowo „cinkciarz” już prawie wyszło z użycia, ale na skup i wymianę walut państwo wciąż ma oko, choć niekoniecznie chce. Prawo dewizowe mówi, jak ma wyglądać „lokal, w którym prowadzona jest działalność kantorowa”, że powinien spełniać warunki techniczne i organizacyjne niezbędne do „bezpiecznego i prawidłowego wykonywania czynności kupna i sprzedaży wartości dewizowych”. Właściciel kantoru musi mieć czystą kartotekę w rejestrze skazanych i co roku dostarczać do NBP świeże świadectwo o niekaralności.

FOT MW
FOT MW
None
None

Comiesięczni klienci kantorów

Kantor w internecie może natomiast prowadzić każdy, kto tylko jest w stanie postawić odpowiedni system. Wymiana walut nie podlega żadnym ograniczeniom, rygorom czy nadzorowi. Zwrócił na to uwagę zespół roboczy powołany przez Komitet Stabilności Finansowej (KSF) do zbadania przyczyn afery Amber Gold. Miał on też przygotować zestaw zaleceń, co zmienić w przepisach, żeby do podobnej wpadki w żadnym segmencie rynku finansowego już nie doszło.

„Charakter działalności internetowych platform wymiany walut może generować ryzyko nierzetelnego wywiązywania się przez te podmioty z zobowiązania do dostarczenia waluty, a tym samym prowadzić do powstania szkód materialnych po stronie klientów” — czytamy w raporcie.

Relikt przeszłości

Przedstawiciele Ministerstwa Finansów w zespole byli gorącymi zwolennikami doregulowania internetowych platform walutowych, ale ich zapał stopniowo chłodzili reprezentanci NBP, którzy nie widzą specjalnego sensu w kontroli kantorów — nie tylko internetowych, ale tradycyjnych również. Ich zdaniem, nadzór nad nimi to relikt przeszłości, gdy obrót walutą był reglamentowany. Zniesiono go po tym, jak weszliśmy do UE, ale obowiązek rejestracji i pewnej formy nadzoru pozostał.

— Kontrola ogranicza się do sprawdzenia, czy tabela kursów walut jest uwidoczniona i czy pracownicy przeszli szkolenie BHP — zżyma się rozmówca w NBP, który zastrzega sobie anonimowość.

Ministerstwo Finansów było zwolennikiem doregulowania internetowych platform walutowych, ale jego zapał chłodził NBP, który nie widzi specjalnego sensu w kontroli kantorów — nie tylko internetowych, tradycyjnych również.

O ile jeszcze w przypadku kantorów tradycyjnych sprawdzanie ksiąg ma jeszcze jakiś sens w kontekście przepisów o przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy, w kantorach internetowych, gdzie ślad każdej transakcji można odszukać na rachunkach bankowych, skąd przelewane są pieniądze, kontrola sald jest właściwie bezcelowa. NBP nie widzi też w internecie ryzyka systemowego w związku z potencjalnym brakiem rzetelności kantoru albo wręcz defraudacji powierzonych im pieniędzy.

To prawda, że miesięcznie obracają one sporymi pieniędzmi, liczonymi w dziesiątkach milionów złotych, jednak dzienny obrót (a tylko w takim ujęciu zagrożenie można oceniać, ponieważ klienci powierzają kantorom pieniądze zazwyczaj do wymiany jednej miesięcznej raty kredytowej) jest znacznie mniejszy.

Banki udzieliły kredytów walutowych za 174 mld zł. Jeśli połowa kredytobiorców samodzielnie spłacałaby dług, to łączna wartość ich miesięcznej raty (przy założeniu, że kredyt zaciągnięty jest na 25 lat) wynosi 290 mln zł. Po podzieleniu tej sumy przez 30 dni miesiąca wychodzi, że dziennie do wymiany walut trafia około 9,6 mln zł, która przypada na 30 kantorów internetowych (tyle można ich naliczyć w sieci) i niedającą się określić liczbę kantorów tradycyjnych.

Trzy scenariusze

Ministerstwo Finansów, które gra w tej sprawie kluczową rolę, bo ma inicjatywę ustawodawczą, rozpatruje trzy scenariusze: w pierwszym serwisy walutowe zostają objęte przepisami ustawy o usługach płatniczych, co m.in. nałoży na nie obowiązek rejestracji w KNF; w drugim uznaje się, że biznes internetowy nie różni się zasadniczo od zwykłych kantorów i tym samym trafia pod skrzydła NBP. I wreszcie w trzecim działalność platform walutowych traktowana jest jak każdy inny rodzaj działalności i może być wykonywana na zasadzie swobody prowadzenia działalności gospodarczej.

„Przed wprowadzeniem zwiększonego nadzoru (…) należy wyważyć negatywne i pozytywne skutki takiej ingerencji — wzrost kosztów takiej działalności, kosztów usług, zmniejszenie konkurencyjności działalności w danym sektorze. Trzeba również mieć na względzie, że swoboda świadczenia działalności gospodarczej jest prawem zagwarantowanym konstytucyjnie” — czytamy w piśmie przesłanym do redakcji przez resort finansów.

Na jeden punkt wymiany przypada statystycznie kilkaset tysięcy złotych. Ilu urzędników można zatrudnić za te pieniądze do kontroli kantorów i po co? — Ryzyko systemowe jest minimalne. Gdyby pojawiły się problemy w jednym kantorze internetowym, wieść o tym natychmiast rozeszłaby się po sieci i ludzie przestaliby wymieniać pieniądze. Nadzór nad rynkiem nie zapobiegnie takim zdarzeniom, a nakłady na ten cel mogą być znaczne — tłumaczy nasz rozmówca.

Łagodna konkluzja

Zdaniem NBP, ryzyko oszustwa w tym przypadku wcale nie jest większe niż w handlu internetowym czy w serwisach aukcyjnych, a nikt nie uważa, że z tego powodu rynek e-commerce trzeba objąć nadzorem. Zespół roboczy przy KSF, mimo dość ostrej retoryki, w konkluzji rekomendacji dla kantorów internetowych prezentuje dość łagodne stanowisko. Stwierdza, że „Reglamentacja działalności kantorowej nie służy, w aktualnym stanie prawnym, kontroli obrotu dewizowego. (...) Można zatem rozważyć przyjęcie podejścia o charakterze systemowym, które przewidywałoby bądź zniesienie reglamentacji (..) bądź wyłączenie działalności kantorowej z zakresu ustawy — Prawo dewizowe i umiejscowienie tej działalności w innym reżimie prawnym”.

OKIEM PRZEDSIĘBIORCY

W sieci działamy w próżni prawnej

RAFAŁ ŁYCZEK

Inkantor.pl

Prowadzimy działalność w formie tradycyjnej, więc jesteśmy zarejestrowani w NBP i w tej części biznesu podlegamy jego kontroli. Natomiast w internecie działamy w próżni prawnej. Zależy nam na uregulowaniu sytuacji prawnej, ponieważ pojawia się sporo informacji stawiających nas w złym świetle, tylko dlatego, że nikt nas nie kontroluje. Tymczasem prowadzimy legalny i przejrzysty biznes, co miesiąc składamy raporty do Generalnego Inspektora Informacji Finansowej. Jestem natomiast przeciwny dodatkowym ubezpieczeniom, zabezpieczeniom finansowym na poczet działalności w internecie czy opłatom na rzecz KNF. Działamy na bardzo niskich marżach i dodatkowe koszty uderzą w nas i pośrednio w klientów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane