NBP podnosi stopy, ale ostrożnie

Ignacy Morawski
opublikowano: 2021-12-08 18:19

Bank centralny podniósł stopy procentowe o 0,5 pkt proc. To mniej niż oczekiwał rynek, więc złoty się osłabił. Co dalej ze stopami?

Rada Polityki Pieniężnej podniosła stopy procentowe, ale mniej, niż wyceniał rynek finansowy. Podnosi je też wolniej niż w innych najważniejszych bankach centralnych regionu. Narodowy Bank Polski ewidentnie przyjął nieco inną postawę wobec wysokiej inflacji. Chce ją sprowadzić w dół, ale mniej radykalnymi metodami. Wciąż jednak dojście stopy referencyjnej do 3 proc. wydaje się prawdopodobnym scenariuszem.

W środę RPP (która jest organem Narodowego Banku Polskiego, więc używam zamiennie RPP i NBP) podniosła stopy procentowe o 0,5 pkt proc. Tym samym stopa referencyjna, od której zależą w dużej mierze koszty kredytów o zmiennym oprocentowaniu, wzrosła do 1,75 proc. Podniesienie stóp jest reakcją na wzrost inflacji, która w listopadzie sięgnęła 7,7 proc.

Jeszcze niedawno jednorazowy ruch o 0,5 pkt proc. uchodził za działanie dość radykalne. Ale otoczenie gospodarcze bardzo się zmieniło w ostatnich dwóch miesiącach, więc percepcja polityki pieniężnej również. Inflacja rośnie dużo mocniej od oczekiwań. Banki centralne w Czechach i na Węgrzech wykonują ostrzejsze ruchy. A rynek finansowy wyceniał, że stopy w Polsce wzrosną o 0,75 pkt proc. Po decyzji było więc widać lekkie rozczarowanie inwestorów. Dlatego po południu kurs złotego osłabił się, a cena euro wzrosła z 4,59 do 4,61 zł.

Jak po każdej decyzji, można postawić dwa fundamentalne pytania. Po pierwsze, czy to dobra decyzja, czy zła? Po drugie – co dalej?

Co do oceny samej podwyżki, to sądzę, że jest ona odpowiednim ruchem, choć mogłaby być lekko mocniejsza, by przekonać rynek do umocnienia polskiej waluty. Gdy pod koniec listopada złoty osłabiał się, a cena euro rosła do 4,70 zł, wszyscy najważniejsi decydenci głośno mówili, że tak słaby złoty jest dla polskiej gospodarki zły. Mówił to premier, mówił to prezes NBP. Za słowami powinny pójść czyny. Zaskakiwanie rynku w dół pod względem wysokości stopy procentowej nie pomoże w umacnianiu waluty. Polityka pieniężna w Polsce w ostatnich latach jest systematycznie coraz luźniejsza w relacji do krajów regionu i inwestorzy mogą to interpretować jako zmianę preferencji banku centralnego w kierunku wyższej inflacji i słabszej waluty.

Jednocześnie rozumiem, że NBP może obawiać się negatywnych skutków gospodarczych różnych wstrząsów, takich jak pojawienie się nowego wariantu koronawirusa, czy skokowego wzrostu cen energii. Te wstrząsy mogą uderzyć we wzrost PKB. Więc RPP woli wykonywać bardziej stopniowe ruchy. Taka logika moim zdaniem może się obronić, choć powinna być opakowana w bardziej przejrzysty przekaz dotyczący przyszłych decyzji.

Co do drugiego pytania, czyli dokąd zmierzają stopy. Na rynku ugruntowało się przekonanie, że w 2022 r. stopa referencyjna dojdzie w okolice 3 proc. Niektórzy twierdzą, że będzie lekko niższa, inni, że lekko wyższa, ale te 3 proc. w tym momencie jest jak punkt referencyjny. I nie sądzę, by środowa decyzja w tej sprawie coś zmieniała. Niektórzy analitycy zinterpretowali ją jako sygnał, że Rada Polityki Pieniężnej nie chce podnosić stóp tak mocno jak oczekuje rynek, więc te 3 proc. na przyszły rok należy traktować jako maksimum. Ale trzeba pamiętać, że ta Rada bardzo mocno reaguje na bieżące dane i presję ze strony rynku finansowego. Nie należy więc z jednej decyzji wyciągać wniosków dotyczących preferencji na wiele miesięcy w przód. Te 3 proc. wciąż można traktować jako scenariusz bazowy.