Narodowy Bank Polski postanowił przerwać trwającą od kilku dni złą passę złotego. Dokonał interwencji walutowej, po której kurs EUR/PLN momentalnie spadł z 4,31 do nieco ponad 4,26.


Później, po kilkudziesięciu minutach przerwy pojawiła się druga fala umocnienia, do 4,23 r.
Przed godz. 17. NBP oficjalnie potwierdził, że dokonał interwencji.

- Czas dokonania tej operacji jest zaskakujący. Jeszcze w środę wydawało się, że prezes NBP Marek Belka raczej próbuje osłabić niż umocnić złotego, mówiąc, że ostatnia utrata wartości waluty jest korzystna dla gospodarki i nie wpłynęła na decyzję o obniżce stóp - komentuje Rafał Benecki, ekonomista ING Banku Śląskiego.
W ostatnich dniach tracił nie tylko złoty, ale też właściwie wszystkie waluty rynków wschodzących. Ten powszechny trend to głównie skutek wzrostu rentowności obligacji amerykańskich (wyższe odsetki ściągają inwestorów do USA). Dlatego analitycy sądzą, że NBP raczej stara się ograniczyć zmienność kursu, niż zamierza rzeczywiście znacząco umocnić złotego.
- Nie sądzimy, aby NBP próbował walczyć z ogólnym trendem na rynkach wschodzących. Raczej zamierza wygładzić ścieżkę, którą podążał będzie kurs złotego, a być może również redukować ryzyko przełamania granicy 55 proc. PKB przez dług publiczny - wyjaśnia Rafał Benecki.