Agnieszka Pachciarz, prezes Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ), zapowiada, że już jesienią pojawi się projekt nowego prawa, dotyczący premiowania jakości w placówkach medycznych. Mają one w wyścigu po kontrakty dostawać dodatkowe punkty.

Powołany kilka miesięcy temu zespół ds. jakości przy NFZ (przewodniczącym jest Marek Haber, były wiceminister zdrowia), przedstawił wczoraj główne elementy, które mają podlegać ocenie. Pod lupę zostaną wzięte m.in. zakażenia szpitalne, terapie antybiotykowe, certyfikaty jakości, renoma placówki oraz wyniki leczenia (więcej o kryteriach w tabelce).
Rewolucja w systemie
Nowe prawo nie obejmie jednak wszystkich elementów, będą one wprowadzane etapami. Na pierwszy rzut pójdą m.in. terapie antybiotykowe (mają zostać zracjonalizowane) oraz certyfikaty jakości. Branża medyczna, która zazwyczaj nie szczędzi płatnikowi ostrych słów, tym razem jest mu przychylna.
Robert Mołdach, ekspert ds. zdrowia w Pracodawcach RP, chwali pomysły przedstawione przez zespół. — Słucham i nie wierzę. Środowisko medyczne od kilku lat apeluje o wprowadzenie kryterium jakości. Jeśli uda się wdrożyć te propozycje, byłby to przełom. Szczególnie ważny jest monitoring zdarzeń niepożądanych oraz zakażeń w szpitalach, które przez lata były tematem tabu — uważa Robert Mołdach.
Pod lupą NFZ
Zakażenia szpitalne — niska ich liczba to dodatkowe punkty. Zdarzenia niepożądane, czyli wszystko, co zaszkodziło zdrowiu pacjenta, a nie było związane ze standardowym przebiegiem choroby, np. zła diagnoza. Terapie antybiotykowe — mają zostać zracjonalizowane. Certyfikacja — dodatkowe punkty za akredytacje Ministerstwa Zdrowia oraz certyfikaty ISO, te pierwsze są 100 proc. wyżej punktowane niż drugie. Doświadczenie zawodowe kadry placówki.
Renoma placówki — jest pomysł, aby oceniać ją na podstawie liczby pacjentów spoza regionu lub specjalnymi ankietami. Udział w europejskich rejestrach placówek medycznych — np. placówki neurochirurgiczne porównują liczbę i skuteczność przeprowadzonych zabiegów. Wyniki leczenia, np. monitoring stanu pacjenta po pobycie w szpitalu. Dogodna rejestracja dla pacjenta — wybranie godzin przed- lub popołudniowych, wybór lekarza, dostosowanie łatwości i szybkości rejestracji do stanu zdrowia pacjenta.
Adam Rozwadowski, prezes sieci medycznej Enel-Med, plany NFZ ocenia pozytywnie. Twierdzi, że kierunek jest dobry, ponieważ to jakość, jego zdaniem, powinna decydować o finansowaniu. Za pomysły NFZ trzyma kciuki również Marek Wójcik, ekspert ds. zdrowia w Związku Powiatów Polskich. Jego zdaniem, zmiany są potrzebne. Obawia się jednak, że może zabraknąć woli, przepisów oraz… pieniędzy.
— Propozycje zrewolucjonizują system medyczny. Brakuje jednak nie tylko podstaw prawnych do ich wprowadzenia, ale także pieniędzy. Bo podniesienie jakości wiąże się z inwestycjami. Czy dzisiaj szpitale mają na nie fundusze? Jeśli nie, to skąd je wezmą — mówi Marek Wójcik. Radzi też dobrze zdefiniować interesariuszy proponowanych zmian. Jego zdaniem, prywatne lecznice dużo wcześniej poczyniły inwestycje w zakresie jakości,
będzie im więc łatwiej dostosować się do nowych wymagań.
— Część publicznych szpitali przez wiele lat nie zrobiła nic w tym zakresie. Nie zdążą w krótkim czasie nadrobić zaległości. Jest więc ryzyko, że zaczną protestować i nici ze zmian — obawia się Marek Wójcik.
Sposób na ryzyko
Ewa Książek-Bator, dyrektorka szpitala klinicznego w Gdańsku, uważa, że jest wręcz odwrotnie — duże szpitale część tych rozwiązań już wdrożyły. Zgadza się jednak z tym, że na wprowadzenie pozostałych może zabraknąć czasu.
— Szpital z ponad tysiącem łóżek to nie to samo co placówka 80-łóżkowa. Potrzebuje więcej czasu. Trudniej jest mu też utrzymać jakość. Z tego powodu powinno się wprowadzić stopnie referencyjności placówek, czyli podzielić je ze względu na skalę i zakres świadczonych usług — uważa Ewa Książek-Bator.