Nic nie wciąga tak jak polo

  • Patrycja Pustkowiak
opublikowano: 29-10-2021, 14:00

Dla Tomasza Tokarczyka, właściciela podwarszawskiego Warsaw Polo Club, do którego regularnie przyjeżdżają miłośnicy tego szlachetnego sportu, polo to nie biznes, lecz pomysł na życie. Klub w Jaroszowej Woli działa już kilkanaście lat i zyskał dużą renomę.

Jak zostać milionerem? Podobno najlepiej być miliarderem i zacząć grać w polo. Ta anegdota uzmysławia, że polo nie jest sportem dla każdego. Wymaga sporych nakładów finansowych, za to nie oferuje wielkich nagród pieniężnych i w zasadzie żadnego innego spektakularnego zysku. Dlatego zajmują się nim tylko zapaleńcy, którzy naprawdę go kochają. Jak Tomasz Tokarczyk, właściciel Warsaw Polo Club w Jaroszowej Woli.

Piłka konna

Emocje:
Emocje:
Tomasz Tokarczyk, właściciel Warsaw Polo Club, zapewnia, że to sport zupełnie inny niż wszystkie. Niesamowitą adrenalinę daje jazda na koniu w połączeniu z koniecznością manewrowania kijkiem tak, by trafić w piłkę.
archiwum prywatne Tomasza Tokarczyka

– Próbowałem różnych sportów: nart, snowboardu, spadochroniarstwa, kitesurfingu, windsurfingu… Wszystko szybko mnie nudziło. Kiedy spróbowałem polo, zacząłem trenować sześć razy w tygodniu. Zakochałem się w koniach – wspomina właściciel podwarszawskiego klubu.

Zastanawia się, czy to nie przez genetyczną słabość, jaką mamy do tych zwierząt. Tłumaczy, że jesteśmy z nimi związani od pokoleń. A zapytany, dlaczego nie zdecydował się po prostu na klasyczną jazdę konną, odpowiada, że uznał polo za ciekawszą dyscyplinę.

– Jest dużo łatwiejsza, a konie mniejsze, bardzo dobrze wytrenowane i łagodne – wymienia biznesmen.

Zapewnia, że to sport zupełnie inny niż wszystkie. Niesamowitą adrenalinę daje jazda na koniu w połączeniu z koniecznością manewrowania kijkiem tak, by trafić w piłkę.

– Dlatego przed wojną na polo mówiło się w Polsce piłka konna. Kiedy kawaleria odpoczywała od walk, trenowała w ten sposób jazdę konną. Uderzenia kijkiem to odpowiedniki cięcia mieczem. Dziś to po prostu wspaniała zabawa, choć technika nie jest taka prosta, wymaga ćwiczeń – opowiada właściciel Warsaw Polo Club.

Argentyna przoduje

Szybkie i delikatne:
Szybkie i delikatne:
Tomasz Tokarczyk hoduje tzw. polo ponies. Wyjaśnia, ze są szybsze od innych ras końskich, zwrotne i waleczne, ale zarazem nie tak porywiste jak na przykład araby. Nie ma ryzyka, że nagle się spłoszą i zagrożą ludzkiemu życiu.
archiwum prywatne Tomasza Tokarczyka

Polo narodziło się ponad dwa tysiące lat temu w Persji, gdzie praktykowane było przez jednostki wojskowe. Potem zaczęło zyskiwać coraz większą popularność wśród szlachty indyjskiej, egipskiej i bizantyjskiej. Do Europy ten sport przywieźli z Indii brytyjscy kolonizatorzy w XIX wieku. I to oni nadali mu nazwę.

– Dziś nie ma nacji, która nie zna tej dyscypliny – mówi Tomasz Tokarczyk, który zdaje się czerpać przyjemność nawet z opowiadania o polo. – Grają nawet w Chinach, w RPA… Do lat 80. gra była niedostępna dla zwykłych ludzi, zajmowali się nią tylko ci z bogatych rodzin, którzy mieli latyfundia i pola do wypasu bydła, których używali jako boisk. Argentyna była takim krajem, dlatego dziś przoduje w polo. Ten sport niebywale się tam rozwinął.

Zanim kilkanaście lat temu otworzył swój klub, czerpał wiedzę o polo u źródeł, czyli w Argentynie. Jeździł tam przez ponad rok i uczył się tajników gry w tamtejszych klubach, a potem kontynuował zdobywanie wiedzy w europejskich ośrodkach.

Wszystko dla pasji

Polskie tradycje:
Polskie tradycje:
Przed wojną na polo mówiło się w naszym kraju piłka konna. Kiedy kawaleria odpoczywała od walk, trenowała w ten sposób jazdę konną. Uderzenia kijkiem to odpowiedniki cięcia mieczem. Dziś to po prostu wspaniała zabawa, choć technika nie jest taka prosta, wymaga ćwiczeń – opowiada właściciel Warsaw Polo Club.
archiwum prywatne Tomasza Tokarczyka

Przeszłość zawodowa Tomasza Tokarczyka nie łączy się jednak z końmi, lecz z gastronomią. Opowiada, że przypadek sprawił, że w latach 90. ubiegłego wieku zaczął prowadzić restauracje w Warszawie, potem fast foody w centrach handlowych. Zamiast jednak kupować kolejne apartamenty i luksusowe samochody, zarobionymi pieniędzmi postanowił finansować swoją największą pasję.

– Auta nigdy mnie nie pociągały, a apartament w Warszawie sprzedałem, żeby móc kupić ziemię pod klub polo. Wkład własny nie wystarczył jednak na całą inwestycję, więc wziąłem kredyt i wtedy postawiłem stajnie – wspomina biznesmen.

Konie sprowadził z Argentyny – za każdego zapłacił kilka tysięcy dolarów. Tłumaczy, że właśnie tam, gdzie gra w polo jest traktowana jak świętość, hodowane są konie do tej gry, tzw. polo ponies. Są szybsze od innych ras końskich, zwrotne i waleczne, ale zarazem nie tak porywiste jak na przykład araby. Nie ma ryzyka, że nagle się spłoszą i zagrożą ludzkiemu życiu.

Najważniejsze jest boisko

Zieleń po horyzont:
Zieleń po horyzont:
Boisko w Jaroszowej Woli ma 260 metrów długości i 120 szerokości, czyli rozmiar ośmiu boisk do piłki nożnej.
archiwum prywatne Tomasza Tokarczyka

Na kupionej w 2006 r. ziemi sukcesywnie stawały kolejne budynki, cała klubowa infrastruktura. I oczywiście przybywało koni. Warsaw Polo Club w podwarszawskiej Jaroszowej Woli to nie tylko skromny klub, lecz cała posiadłość, znajduje się tu pensjonat z pokojami do wynajęcia, bar z wielką salą eventową, stajnie, boiska – pełnowymiarowe trawiaste, treningowe oraz arena polo do gry poza sezonem letnim, prócz tego ziemia dla koni, a nawet kurnik i ogródek warzywny, gdzie właściciel klubu z partnerką hodują ogórki, marchewkę, maliny, ziemniaki i przerabiają je na weki, dżemy, soki. A koni jest już 21.

Biznesmen tłumaczy, że najważniejsze (oczywiście oprócz zwierząt, bez których nie byłoby meczu) jest boisko. To w Jaroszowej Woli ma 260 metrów długości i 120 szerokości, czyli rozmiar ośmiu boisk do piłki nożnej. Dodaje, że już samo jego utrzymywanie stanowi znaczną część kosztów gry w polo, bo trzeba je podlać, nawieźć, dosiać trawę, itp., a po meczu zdarza się i 500 dziur do naprawy.

– Do tych prac, przy 10-hektarowej ziemi i ponad 20 koniach, zatrudniam teraz trzy osoby. I czasem jeszcze kogoś sezonowo – mówi właściciel.

Weekendy w Jaroszowej Woli

Turystyka:
Turystyka:
Miłośnicy koni, polo i przyrody przyjeżdżają też po prostu odpocząć – w Warsaw Polo Club można wynająć pokój z wyżywieniem.
archiwum prywatne Tomasza Tokarczyka

Gdyby brakowało graczy polo, ta cała robota nie miałaby sensu. Ale na szczęście klubowi nigdy to nie groziło. Od początku zyskał dużą popularność. Tomasz Tokarczyk nie musiał go nawet nigdzie reklamować – tłumaczy, że gracze w polo to hermetyczne bractwo, które dobrze wie o istnieniu klubów dla miłośników tego sportu. Odkąd wystartował z biznesem, sami zaczęli do niego przyjeżdżać, stając się z czasem wiernymi klubowiczami, którzy trzymają tu też swoje konie. Dziś w Warsaw Polo Club w letnie weekendy zawsze odbywają się mecze polo, a ponadto niedziela to dzień otwarty – na mecze, ale po prostu na piknik mogą wpaść wszyscy chętni: podawana jest pizza i działa bar. Akurat klub Tomasza Tokarczyka działa tylko sezonowo, wiosną i latem, ale właściciel zapewnia, że generalnie w polo można grać cały rok – zimą na zadaszonej arenie.

Przedsiębiorca przyznaje, że odkąd prowadzi klub polo, miał też słabsze momenty – jednym z najpoważniejszych był lockdown, kiedy musiał zamknąć swoje biznesy i pozbyć się dziesięciu koni. Ale na zamknięcie klubu nigdy by nie pozwolił. Tłumaczy, że tajemnica sukcesu tkwi w tym, by prowadzić go z głową, czyli przede wszystkim nie mnożyć kosztów.

Niebagatelna inwestycja

Klubowicze:
Klubowicze:
Gracze w polo to hermetyczne bractwo, które dobrze wie o istnieniu klubów dla miłośników tego sportu. Odkąd Tomasz Tokarczyk wystartował z biznesem, zaczęli do niego przyjeżdżać. Niektórzy nawet trzymają u niego swoje konie.
archiwum prywatne Tomasza Tokarczyka

Co jest najważniejsze, jeśli chce się prowadzić klub polo? Właściciel Warsaw Polo Club odpowiada, że ziemia. Trzeba mieć boiska i całą klubową infrastrukturę. Do tego niezbędna jest inwestycja w maszyny do siania trawy i innych prac przy murawie – każda kosztuje kilka, kilkanaście tysięcy euro. Konia – takiego z Argentyny – można kupić już za kilka tysięcy dolarów. Siodła, kijki, piłki to już niewielkie koszty. Tomasz Tokarczyk szacuje, że na rozkręcenie takiego biznesu w Polsce obecnie trzeba wydać 2–3 miliony złotych.

Jak ta inwestycja ma się zwrócić, skoro na polo nie bardzo się zarabia? Właściciel Warsaw Polo Club śmieje się i powtarza, że to sport dla wariatów. A problem z zakończeniem tej wciągającej gry leży w tym, że da się to zrobić wyłącznie umierając lub bankrutując. I że gdyby chciał na tym zarabiać, już dawno by zbankrutował. To pasja, którą finansuje z pieniędzy zarobionych wieloletnią pracą. Miłośnicy koni, polo i przyrody, wśród której leży klub, przyjeżdżają też po prostu odpocząć – za około 150 zł za dobę można tu wynająć pokój (każdy jest bardzo klimatyczny, ma nieco inny, intrygujący wystrój i jest urządzony w innej kolorystyce) z wyżywieniem.

Polo daje poczucie sensu

Turnieje:
Turnieje:
W letnie weekendy w Warsaw Polo Club odbywają się mecze polo. Klub Tomasza Tokarczyka działa tylko sezonowo, wiosną i latem, ale właściciel zapewnia, że generalnie w polo można grać cały rok – zimą na zadaszonej arenie.
archiwum prywatne Tomasza Tokarczyka

Zapytany, czy nie wolałby zarobionych pieniędzy wydawać na podróże albo kupić sobie apartament przy ul. Złotej w Warszawie, Tomasz Tokarczyk odpowiada:

– Zjeździłem już pół świata. Podróżowanie nie daje mi poczucia sensu życia. A mieszkanie? Nie mam takich potrzeb, by mieszkać w luksusach. Razem z partnerką, Basią, mieszkamy w Warszawie na 60 metrach. Nie mamy dzieci, za to tu, w Jaroszowej Woli, ciągle stoją przed nami nowe wyzwania, mamy pracę na cały dzień, to daje nam wiele satysfakcji.

Planuje, że dalej będą hodowali konie, na których będą grać i które mogliby też sprzedawać.

– Mamy ambicje, żeby stać się czołowym podwarszawskim ośrodkiem dla ludzi, którzy chcą grać w polo. Ale przede wszystkim chcę tu przyjeżdżać codziennie tak jak teraz, żeby pobyć z końmi i odbyć mecz. Bez tego moje życie nie miałoby sensu – kwituje Tomasz Tokarczyk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane