Nie będzie 4,90 zł za euro

Marek Rogalski
opublikowano: 09-02-2009, 12:54

Myślę, że nie zobaczymy już poziomów 4,90 zł za euro, a okolice 4,70 zł, które obserwowaliśmy w ubiegłym tygodniu, były najwyższymi na najbliższe lata. To szansa, której nie powinni przespać polscy eksporterzy. Dokonane teraz zabezpieczenia - poprzez transakcje forward i  korytarze zerokosztowe - powinny zaprocentować już w perspektywie kilkunastu miesięcy.

Skrajny pesymizm i związane z nim czarne scenariusze, są charakterystyczne dla kształtowania się punktów zwrotnych każdego trendu. Warto przypomnieć sobie sytuację na polskiej giełdzie na jesieni 2007 r., czy szczyty ropy naftowej z lipca 2008 r.

Charakterystycznym błędem popełnianym przez część analityków i inwestorów, jest wyczekiwanie na tzw. kolejną górkę, czy następny dołek, który już będzie tym, gdzie będą mogli zawrzeć korzystną transakcję (w obecnym przypadku są to okolice 4,80-4,90 zł za euro). Tymczasem rynek finansowy to nie instytucja charytatywna. To miejsce, gdzie nie ma miejsca na sentymenty, a wygrywa ten, kto po prostu jest szybszy. W ostatnich tygodniach niejednokrotnie spotkaliśmy się z sytuacją, kiedy scenariusz wyznaczony na najbliższe kilka miesięcy, realizował się w 2-3 tygodnie. Na dynamicznym rynku wszystko jest możliwe. Nawet gwałtowne umocnienie złotego.

Impulsem do takiego ruchu nie staną się jednak słowa premiera Tuska, który zasugerował w miniony piątek, iż część środków unijnych (szacowanych łącznie na 60 mld w ciągu kilku lat) mogłaby zostać zamieniona z euro na złotówki na rynku międzybankowym. Powód jest prozaiczny. W najbliższych tygodniach ta kwota nie będzie zbyt duża. Tym samym złoty będzie mocniejszy za sprawą wydarzeń na rynkach międzynarodowych. Oczekiwania na plan gospodarczy prezydenta Obamy (nawet po uwzględnieniu jego modyfikacji w Senacie) i ewentualne dalsze wsparcie sektora bankowego, będą stanowić silny impuls dla giełd, które zaczynają właśnie generować średnioterminowe sygnały kupna (chociażby w przypadku S&P 500, ale także naszego WIG20). Symptomatyczna była także reakcja inwestorów na piątkowe dane z rynku pracy. Od kilku dni odnoszę wrażenie, że inwestorzy za Oceanem przetrawili już wszystkie negatywne scenariusze, a gra rozgrywana jest jeszcze tylko na części emerging markets.

Oczekuję, iż na koniec lutego za euro będziemy płacić średnio 4,46 zł, dolar potanieje do 3,28 zł, a frank na powrót znajdzie się poniżej 3 złotych (2,98 zł). Nie wykluczam, że w międzyczasie kursy będą jeszcze niższe. Z powyższej prognozy wynika też dość wyraźny ruch w górę na parze EUR/USD (do 1,36). Będzie on wynikiem spadku globalnej awersji do ryzyka i powrotu amerykańskich funduszy na zagraniczne rynki.

Marek Rogalski
Autor jest niezależnym analitykiem

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Rogalski

Polecane