Nie będzie 5-procentowego wzrostu

Bartosz Krzyżaniak
opublikowano: 2006-04-26 00:00

Wkrótce popyt wewnętrzny stanie się głównym sprawcą wzrostu gospodarczego. PKB mógłby jednak

rosnąć szybciej — uważają eksperci.

Nie 5,2 proc., jak przewiduje wicepremier i minister finansów Zyta Gilowska, lecz 4,7 proc. — takiej dynamiki PKB w pierwszym kwartale spodziewają się eksperci Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową (IBnGR).

— Mamy do czynienia z urzędowym optymizmem. Minister finansów pozostaje pod wpływem dobrych danych o produkcji przemysłowej, jednak nie przełożą się one na aż tak wysoki wzrost PKB. Poza tym opinia pani Gilowskiej wyraźnie odstaje od opinii innych ośrodków. My staramy się być realistami — mówi Bohdan Wyżnikiewicz z IBnGR.

Według ekspertów instytutu, w całym 2006 r. gospodarka będzie się rozwijała w tempie 4,4 proc., czyli niższym od oczekiwań i potencjalnych możliwości. Przewidywany przez instytut spadek dynamiki PKB z kwartału na kwartał będzie wynikał po części z efektów statystycznych, a po części z zaniechania niezbędnych reform gospodarczych.

Wyraźna poprawa ma natomiast nastąpić w popycie krajowym, który ma wzrosnąć w całym roku o 4,5 proc. wobec 1,9 proc. w 2005 r. Na ten wynik mają się złożyć wyższe inwestycje (10,1 proc. wobec 6,2 proc. w 2005 r.) i spożycie indywidualne (3,6 proc. wobec 2,3 proc.).

— Pewnym zagrożeniem dla inwestycji mogą być obawy przedsiębiorców związane z rozwojem sytuacji na scenie politycznej — uważa Marcin Peterlik z IBnGR.

Eksperci instytutu nie widzą natomiast zagrożeń dla gospodarki ze strony inflacji, choć przewidują jej wzrost do średnio 2,2 proc. w 2007 r. Ryzykiem są ceny paliw.

Wzrost gospodarczy spowoduje spadek bezrobocia (o 1 pkt proc. rocznie) oraz wzrost zatrudnienia (o 1,8-2 proc.) i pozwoli utrzymać wzrostową tendencję wynagrodzeń. Najbliższe lata to także — według prognoz IBnGR — utrzymujący się dynamiczny wzrost eksportu i importu (zwłaszcza inwestycyjnego). Kurs złotego nie powinien natomiast istotnie się zmienić: w przyszłym roku za euro powinniśmy płacić średnio 3,8 zł, a za dolara 3,1 zł.

Prognozy instytutu powstały m.in. przy założeniach, że nowy rząd (PiS, Samoobrona, LPR lub PSL) nie będzie realizował szkodliwych dla gospodarki populistycznych koncepcji, zostanie zachowana dyscyplina finansów publicznych i nie dojdzie do światowego kryzysu paliwowego.