Nie boję się decydować

Ryszard Gromadzki
opublikowano: 2002-10-04 00:00

Aldona Kamela-Sowińska jest pierwszym prezentowanym przez nas kandydatem na stanowisko prezydenta dużego, wojewódzkiego miasta. Twierdzi, że uda jej się obudzić potencjał Poznania.

- „Puls Biznesu”: Na swoim plakacie wyborczym umieściła Pani hasło „Fachowiec na prezydenta”. Myśli Pani, że wyborcy tęsknią za fachowcem?

Aldona Kamela-Sowińska: Wierzę w zdrowy rozsądek poznaniaków. Ja nie mówię, co należy zrobić, bo to potrafi każdy. Ja mówię, jak to należy zrobić. W programie wyborczym wyliczam przedsięwzięcia, których realizacja powinna przyczynić się do ożywienia gospodarczego w mieście, ściągnięcia inwestorów, wygenerowania nowych miejsc pracy.

- Inne hasło w Pani kampanii to „Obudzić potencjał Poznania”. Gdzie tkwi ten potencjał i w jaki sposób chce go Pani obudzić?

— W Poznaniu jest przynajmniej kilka obszarów o olbrzymim potencjale rozwojowym. Mam na myśli teren tzw. wolnych torów położony w sąsiedztwie Dworca Głównego PKP, grunty na osiedlu Zegrze czy nabrzeża Warty. Aktywizacja gospodarcza tych terenów będzie jednym z naczelnych zadań mojej prezydentury. Uruchomienie projektów inwestycyjnych na obszarze „wolnych torów” powinno dać około 1 tys. nowych miejsc pracy. Realizacja idei centrum logistycznego na osiedlu Zegrze może dać kolejne 2 tys. Rewitalizacja nabrzeży Warty, rozbudowa kompleksu rekreacyjno-sportowego nad jeziorem Malta to przykłady kolejnych infrastrukturalnych przedsięwzięć, które powinny nakręcać koniunkturę w mieście.

- Realizacja tych planów wiąże się z gigantycznymi wydatkami, których nie da się pokryć wyłącznie z kasy Poznania.

— A od czego u licha mamy fundusze europejskie, z których Poznań notabene prawie nie korzysta. Tam są zaangażowane olbrzymie środki, po które możemy śmiało sięgać. Unijni urzędnicy nie pałają entuzjazmem na hasło „pieniądze dla Poznania”, skoro wielu z nich nawet nie wie, w jakim kraju Poznań leży. Wzmocnienie promocji miasta na arenie europejskiej jest koniecznością. Poznań musi zorganizować stałe przedstawicielstwo w Brukseli.

- Czy takie przedstawicielstwo nie przydałoby się Poznaniowi również w Warszawie?

— W moim notesie są zapisane numery do wszystkich najważniejszych polityków w tym kraju, reprezentujących wszystkie opcje polityczne. To kapitał, z którego zamierzam korzystać.

- Reklamuje się Pani jako kandydatka niezależna. Czy nie obawia się Pani, że brak rekomendacji ze strony któregoś z głównych ugrupowań ograniczy Pani szanse na sukces w wyborach.

— Przeciwnie. Jestem zdania, że uwikłanie się w partyjniactwo może być tylko zbędnym balastem. Chcę, żeby wyborcy mieli świadomość, że głosują na konkretną osobę, dysponującą konkretnymi cechami i umiejętnościami, a nie marionetkę powodowaną przez którąś z partii. Uważam, że Poznań potrzebuje silnego prezydenta, nie bojącego się odpowiedzialności za trudne decyzje.

- Ile będzie kosztowała Pani kampania wyborcza?

— To skromna, ale precyzyjnie zaplanowana kampania, którą pilotują młodzi ludzie po marketingu politycznym. Koszt całej kampanii zamknie się w kwocie około 260 tys. zł. Nie przewiduję zbyt wielu fajerwerków, stawiam na bezpośredni kontakt z wyborcami.