Nie chcę nikogo odchudzać

Monika Witkowska
opublikowano: 30-08-2018, 22:00

Świat mody potrafi być bezwzględny. To twardy biznes, ale też rodzaj sztuki — uważa Marta Banaszek, właścicielka firmy MB (Moda i Biznes), która szykuje się do podboju polskiego rynku.

W postindustrialnych halach przy Mińskiej 65 na warszawskiej Pradze Marta Banaszek — menedżerka w Biurze Informacji Kredytowej (BIK), a zarazem projektantka mody — zaprezentuje 26 września 2018 r. swoją kolekcję na sezon wiosna/lato 2019.

Świat mody potrafi być bezwzględny. To twardybiznes, ale też rodzaj sztuki — uważa MartaBanaszek, właścicielka firmy MB (Moda i Biznes),która szykuje się do podboju polskiego rynku.
Wyświetl galerię [1/11]

Świat mody potrafi być bezwzględny. To twardybiznes, ale też rodzaj sztuki — uważa MartaBanaszek, właścicielka firmy MB (Moda i Biznes),która szykuje się do podboju polskiego rynku.

— Będzie 45 wyjść damskich i pięć męskich. To dużo, bo standardem jest 35-40. Pokaz będzie reżyserował Maciej Majzner. Przygotowania idą pełną parą. Krawcowe uszyją 150 kreacji w rozmiarze 36 dla modelek o wzroście 180 cm — wyjaśnia projektantka.

Później stroje z kolekcji będą dostępne także w innych rozmiarach, bo Marta Banaszek chce ubierać nie tylko modelki. Zamierza udowodnić kobietom, że w każdym rozmiarze można dobrze wyglądać.

Z kalendarzem w ręku

Ma własny styl i nie boi się zaskakiwać. Jest utalentowana i pewna siebie. A przy tym twardo stąpa po ziemi.

— Mam 34 lata i jestem z wykształcenia ekonomistką. Od ośmiu lat pracuję w BIK. Jako relationship manager, biznesowy opiekun klientów strategicznych, współpracuję z sektorem pożyczkowym — mówi Marta Banaszek.

Praca w firmie nie przeszkadza jej w realizowaniu pasji, a ekonomiczne wykształcenie pomaga w prowadzeniu własnego biznesu.

— Obie swoje prace lubię i żadnej nie zaniedbuję. W BIK daję z siebie wszystko. Po skończeniu jednej pracy „lecę” do drugiej. Ta druga daje mi energię, traktuję ją trochę jak hobby. Wymaga to ode mnie doskonałego zorganizowania, żyję z kalendarzem w ręku — przyznaje Marta Banaszek.

Rok temu otworzyła studio projektowe Moda i Biznes na Kabatach w Warszawie. Było to spełnieniem jej marzeń. Spotyka się tam z klientami, projektuje, konsultuje projekty. Namówił ją i pomógł sfinansować przedsięwzięcie jej życiowy partner, szef spółek finansowych.

— On pierwszy uwierzył w moje zdolności i powiedział: „Marta, ty musisz wyjść z mieszkania,powinnaś się rozwijać”. W wyposażenie, remont studia, zakup surowców włożyliśmy prawie 300 tys. zł. Pieniądze pochodzą z oszczędności i zaciągniętego kredytu — mówi Marta Banaszek.

W studiu projektowym pracuje stały, zgrany zespół. Za wizerunek artystyczny odpowiada Jenya Volkońska, młoda stylistka z Ukrainy, znana już w świecie mody. Zaaranżowane przez nią awangardowe sesje modowe MB można oglądać m.in. w angielskim „Frucku”, kanadyjskim „Flanelle” czy ukraińskiej wersji „L’Officiela”.

— Pracują z nami również trzy krawcowe i konstruktorka. Zespół wspierają grafik, zaprzyjaźniony fotograf i mój partner, który zajmuje się finansami i sprawami prawnymi. Ze względów finansowych nie możemy sobie pozwolić na zatrudnienie większej liczby osób, ale jeżeli firma będzie się rozwijała zgodnie z planem, to z pewnością powiększymy zespół. Koszty pracownicze wynoszą mniej więcej 15 tys. zł miesięcznie. Za wynajęcie studia płacimy około 5 tys. zł — wylicza projektantka.

Elegancja tkwi w szczegółach

Właścicielka studia sama doradza klientom, jakie materiały, fasony i dodatki wybrać, bo detale są według niej niezwykle ważne. Zwraca uwagę na eleganckie wykończenie rękawa, wszycie kieszeni czy kołnierza. Tkaniny sprowadza z Włoch, często udaje się jej kupić końcówki materiałów od projektantów Loro Piana, Dolce & Gabbana, Burberry.

— Jednorazowo kupujemy niewiele materiałów: czasem 10 metrów, czasem zaledwie dwa. To gwarantuje niepowtarzalność. Z jednego rodzaju tkaniny szyjemy maksymalnie trzy identyczne rzeczy. Ale nie wystarczy powiedzieć klientce, że uszyję dla niej sukienkę z poliestru, który może się kojarzyć z czymś tandetnym, kiczowatym. Materiału trzeba dotknąć, żeby się przekonać, że to nic bardziej mylnego. Ważne, skąd tkanina jest sprowadzana, gdzie produkowana i za jaką cenę. Użycie gatunkowych tkanin oczywiście wpływa na cenę ubrań. Koszt metra materiału dochodzi nawet do 400 zł. Dlatego suknie na specjalne okazje kosztują u mnie powyżej tysiąca złotych, sukienki na co dzień około 700 zł, marynarki — 800 zł, spodnie — 600 zł, płaszcze od 1,5 tys. zł — podaje Marta Banaszek.

Dopiero po ustaleniach z klientami siada do rysowania. Rysunek trafia najpierw do konstruktora, który przygotowuje wykrój z papieru, a potem próbne odszycie. Jeśli wszystko jest zgodne z założeniami, kreację szyje się już z właściwej tkaniny.

Kolekcje Marty Banaszek, chociaż nie mają nic wspólnego z seryjną produkcją, są prźt-ąporter. To nie są stroje do podziwiania na wybiegach, ale, jak tłumaczy projektantka, mają być dla każdej kobiety: z dużego i małego miasta, tej pracującej w biurze i dla matki na urlopie wychowawczym, dla młodych i dojrzałych pań. Zaprojektowane przez nią ubrania mają dawać kobietom komfort, pozwolić pozbyć się kompleksów i poczuć wyjątkowo.

— Wystarczy przypiąć złoty kołnierz do białej bluzki, którą nosimy na co dzień do pracy, żeby kreację zmienić z klasycznej w intrygującą — zapewnia projektantka.

Marta Banaszek lubi eksperymentować z kolorami. Stara się przekonać klientki, że w biznesowej modzie nie zawsze muszą dominować czernie i szarości. Zamiast tego proponuje na przykład zestawienie czerni z granatem, które na pozór do siebie nie pasują, czy pomarańczowego z granatem. To klasyka, ale z nutą awangardy — tłumaczy projektantka.

Jej kolekcje są bardzo kobiece. Można w nich znaleźć odwołania do lat 70. i 80., ale w nowoczesnym wydaniu. Bufiaste, szerokie rękawy, wysokie stany spodni, szerokie kołnierze i mocno zarysowana talia podkreślają sylwetkę.

— Zaledwie kilka naszych klientek nosi rozmiary 34-36, większość ma wymiary typowe: 42-56. Takie kobiety chcemy ubierać, dla nich szyć. Nie chcę nikogo odchudzać. Zaprojektowane przeze mnie ubrania noszę do pracy nie po to, żeby się nimi chwalić, tylko by przekonać ludzi, że niewysoka osoba, zaokrąglona tu i tam, może założyć sukienkę, którą zobaczy w katalogu na wysokiej modelce. Chcę pokazać, że każda z nas ma w sobie piękno, trzeba tylko umieć je odkryć — przekonuje Marta Banaszek.

Do udziału w pokazach mody angażuje rodzinę. Na zielonym Ursynowie, gdzie zorganizowała pokaz z okazji Dnia Matki, można było zobaczyć w roli modelek jej mamę, siostrę i siostrzenicę.

— Chciałam pokazać moje ubrania na zwykłych kobietach, niedoskonałych, które w pięknym otoczeniu, na łonie natury, ubrane w ciepłe kolory, wśród których dominował musztardowy, prezentowały się zjawiskowo. Stylizacji dopełniały pszczelarskie kapelusze. Modelki chodziły po trawie pełnej kwiatów. Tylko pszczół brakowało... — wspomina Marta Banaszek.

Damska część rodziny nie pierwszy raz służyła jej za modelki, bo projektantka pasję do szycia wyniosła z domu. A dokładnie od ciotki.

— Ciocia Danuta, siostra ojca, potrafiła zrobić coś z niczego. Zawsze wyglądała jak „milion dolarów”, nawet w czasach PRL, kiedy polskie ulice były szare. Miała kilka sukienek, które wciąż przerabiała. Zakładała do nich kolorowe korale, nosiła piękny makijaż. Wyróżniała się w tłumie. Chciałam wyglądać tak jak ona. Pod jej okiem uszyłam pierwszy w życiu kostium: spódnicę i marynarkę w czarno-srebrne pasy, w którym zrobiłam furorę na przyjęciu weselnym kuzynki. Ciotka obdarowywała mnie też pismami modowymi, które kupowała podczas wyjazdów za granicę. Pamiętam, jak z wypiekami na twarzy oglądałam „Vanity Fair”, który przysłała mi z USA. Artystyczne zdjęcia pobudzały wyobraźnię i inspirowały mnie do działania — opowiada projektantka.

Swoje umiejętności doskonaliła pod okiem profesjonalistów. W 2015 r. ukończyła m.in. kursy szycia oraz konstrukcji i modelowania w firmie Ultra Maszyna, potem odbywała indywidualne zajęcia i — w zależności od potrzeb — konsultacje. Uczyła się szycia od podstaw: jakie są rodzaje szwów, jakich tkanin użyć do uszycia sukienki, a jakich do płaszcza itp.

— Najważniejsze było dla mnie, żeby przejść całą drogę: od pomysłu przez rysunek, konstrukcje, wybór materiałów, aż po szycie. Pierwszą własną maszynę do szycia kupiłam za 200 zł w supermarkecie. Później oczywiście zainwestowałam w bardziej profesjonalny sprzęt — wspomina Marta Banaszek.

Na razie jej najlepszymi klientkami są koleżanki z pracy. Wiedzą, gdzie się udać po stroje na specjalną okazję. Wierzą, że Marta Banaszek zawsze czymś je zaskoczy i że będą wyglądały wyjątkowo w zaprojektowanych przez nią strojach. Jej ubrania spodobały się też prezenterce telewizyjnej Dorocie Wellman, więc być może będzie je można zobaczyć także na szklanym ekranie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Monika Witkowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Nie chcę nikogo odchudzać