Jesienią 2010 r. zarząd Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW) zakładał, że po debiucie na Giełdzie Papierów Wartościowych — zaplanowanym na 30 czerwca 2011 r. — pozyska z pierwotnej oferty publicznej około 3,5 mld zł. Zastrzyk pieniędzy zapewniłby JSW realizację inwestycji bez względu na wahania koniunkturalne. Od razu jednak przewidywano podział: mniej więcej 1 mld zł zatrzymałaby spółka, a 2,5 mld zł zostałby zasilony budżet. Resort skarbu państwa planuje sprzedanie w tym roku majątku za 15 mld zł, a w przyszłym za 10 mld zł. Obok Banku Gospodarki Żywnościowej właśnie debiut JSW miał stać się przebojem roku 2011. Strajki w kopalniach mogą ten plan przekreślić.
Dobowe niewydobycie 50 tys. ton węgla kosztuje JSW ponad 30 mln zł, ale dużo groźniejsze jest zapowiadane blokowanie wysyłki węgla. Spirala konfliktu może się tak nakręcić, że… w ogóle przestanie mieć sens rozpatrywanie przez Komisję Nadzoru Finansowego prospektu emisyjnego JSW. Podobnie będzie można odwołać planowaną na czerwiec kampanię informacyjną dla potencjalnych inwestorów. Dokładnie taki jest strategiczny cel związkowego aktywu. Standardowe umieszczenie w strajkowych postulatach podwyżek płac oraz żądań gwarancji zatrudnienia, w tym przypadku ma znaczenie jedynie taktyczne.
Protest przeciwko upublicznieniu JSW wyraża czytelne rozumowanie: jakim prawem akcje będzie trzymał w portfelu ktoś, kto nigdy nie widział kopalni, a tylko ma pieniądze… Czyli akcje w całości powinny zostać rozprowadzone wśród załóg kopalń, oczywiście darmo i najlepiej według algorytmu premiującego związkowców. Taka mentalność odrzuca ideę upowszechnienia współwłasności majątku narodowego poprzez giełdę. Przypadek JSW to bardzo poważny sygnał narastających problemów prywatyzacyjnych. Resortowi skarbu wyczerpuje się majątek niewrażliwy politycznie. Niby jest go jeszcze dużo, ale w sektorach wydobywczym i energetycznym, gdzie utrzymały się silne związki zawodowe. Moc pokazały już sześć lat temu, gdy w oparach gazów łzawiących pod Sejmem wywalczyły przywileje emerytalne dla górników. Wtedy kilofy skutecznie wystraszyły polityków, ciekawe, czy teraz przepędzą inwestorów.
Czytaj też na str. 4-5