Nie finansuję polityków

Artur Lisowski
08-01-1999, 00:00

NIE FINANSUJĘ POLITYKÓW

“Pieniądze

można zrobić na wszystkim. W przyszłości i na piłce nożnej w Polsce będzie można zyskać. (...)

Jeżeli w jakimś dłuższym czasie wyrównalibyśmy poziom naszych drużyn do zespołów europejskich, to można byłoby na futbolu bardzo dobrze zarobić”.

Bez polityki:

Na pewno łatwiej jest biznesmenom, którzy są związani z określonymi opcjami politycznymi. Ja jednak się nie włączam. Znam pewnych ludzi, z którymi czasami się spotykam, ale jedynie na stopie towarzyskiej (...). Nie finansuje też kampanii politycznych.

fot. Marian Zubrzycki

Antoni Ptak, właściciel centrum handlowego w Rzgowie pod Łodzią, uważa, że jeszcze przez kilka lat wielkie targowiska będą funkcjonowały. W przypadku zmiany koniunktury nie wyklucza, że otworzy supermarket. Jest też jednym z ludzi biznesu, którzy starają się udowodnić, że na piłce nożnej można zarobić. Deklaruje, że z politykami spotyka się wyłącznie na stopie towarzyskiej i nie finansuje im kampanii politycznych.

„Puls Biznesu”:Gdzie Pan znajduje pomysły na zrobienie dobrego interesu?

Antoni Ptak: Przejeżdżając obok Rzgowa zauważyłem, że rodzi się w tym miejscu handel przydrożny. Był on jednak bardzo nie zorganizowany, a ludzie handlowali w prymitywnych warunkach. Zdecydowałem się im pomóc i zmodernizowałem targowisko. To mi się udało, a wszystko zrodziło się pod wpływem obserwacji. Trzeba wyczuć, czy dana dziedzina handlu będzie się rozwijała. Trzeba także trafić w odpowiedni moment.

— Czy miał Pan jakieś problemy z otwarciem centrum handlowego?

— W większości właścicielami gruntów, na których działa centrum, byli rolnicy. Trudno było wykupywać te tereny, gdy ludzie zauważyli, że rodzi się tutaj jakiś biznes. Zaczęli podnosić ceny ziemi. Od czasu, gdy w Rzgowie zainwestowałem, ceny tych terenów wzrosły kilkunastokrotnie. W tej chwili wartość metra kwadratowego tej powierzchni jest porównywalna do ceny metra kwadratowego w centrum dużego miasta. Jest to teren, na którym, jeżeli ktoś chciałby zaistnieć, musi liczyć się z wysokimi opłatami.

— Jak ocenia Pan rozwój targowiska?

— Najgorszym okresem był początek działalności, zanim jeszcze cokolwiek powstało. Od chwili, kiedy centrum zaczęło się już rozwijać, obserwowałem, że zapotrzebowanie na taką formę handlu wyraźnie się zwiększało. Obecnie liczba przyjeżdżających na targowisko klientów jest stała. Wyraźnie także widać, że przyjeżdża mniej Rosjan. Myślę, że miejsce to jest wypróbowane w całym kraju i dlatego przybywają tu kupcy z całej Polski. Centrum usytuowane jest środku w kraju, co jest ułatwieniem przede wszystkim dla hurtowników, natomiast położenie blisko Łodzi stwarza szansę dla handlu detalicznego.

— Czy kupcy handlujący w centrum stracili na skutkach kryzysu na Wschodzie?

— Wydaje mi się, że niewiele się zmieniło. Sytuacja jest dosyć stabilna. Rosjanie stanowili tu niewielką grupę kupujących, więc gdy przestali przyjeżdżać, to dochody firm trochę spadły, ale nie tak bardzo. W najgorszym okresie obniżyły się jedynie o niespełna kilkanaście procent i na tym poziomie się zatrzymały. Teraz mamy tendencję wzrostową. Mimo wszystko jakaś część towarów nadal do Rosji wyjeżdża. Goście zza wschodniej granicy nadal przyjeżdżają, choć już mniej licznie. Rynek detaliczny nic nie stracił, ponieważ łodzianie przyjeżdżają w takiej liczbie jak dawniej.

— Czyli nie zaobserwował Pan poważniejszych skutków kryzysu?

— Na pewno zwiększyła się konkurencja. Firmy, które wysyłały towary tylko do Rosji, produkują teraz również na rynek polski. Myślę, że tego typu handel będzie jeszcze funkcjonował.

Na pewno dla części kupców odczuwalny był kryzys w Rosji. U nas nie było to aż tak widoczne, jak na przykład na rynkach przygranicznych czy na Stadionie Dziesięciolecia. Według mnie, na Stadion Dziesięciolecia przyjeżdżało aż 80 proc. Rosjan. U nas kupcy zza wschodniej granicy stanowili około 20 proc. przyjeżdżających. Muszę przyznać, że spodziewaliśmy się większego spadku obrotów. Teraz powinny utrzymać się na stałym poziomie, a jeżeli sytuacja w Rosji by się poprawiła, to mogłyby się nawet zwiększyć. Sytuację kupców na pewno skomplikowały także problemy z wjazdem Rosjan do Polski. Nie sądzę jednak, żeby dzisiaj miało to większe znaczenie W tej chwili w Rosji kurs dolara jest niestabilny i to przede wszystkim powoduje, że przyjeżdża mniej Rosjan.

Faktem jest natomiast, że w centrum handlowym wyraźnie zaczęły dominować większe firmy. Widać to choćby po wielkości wykupywanych boksów. Małym firmom coraz trudniej się utrzymać.

— Jaka, według Pana, będzie przyszłość targowisk tego typu?

— Myślę, że przez jakiś czas wielkie targowiska będą jeszcze działać. Na pewno zaczynają dominować supermarkety, które przechwytują dużą część handlu. Miejsce, na którym działa centrum handlowe, jest jednak tak wypróbowane, że na pewno funkcjonować na nim będą kupcy z całego kraju. Jeżeli zauważyłbym, że zbliża się początek końca, to przypuszczalnie również wybudowałbym supermarket. Handel na pewno tu nie zginie, może zmienić się jedynie jego forma.

— Czy targowiska przygraniczne zupełnie znikną?

— Na pewno ich sytuacja jest bardzo trudna i myślę, że ciężko będzie im się utrzymać. W przyszłości takie targowiska nie mają raczej racji bytu.

— Dlaczego zainwestował Pan w piłkę nożną?

— Jestem miłośnikiem sportu i chyba głównie dlatego zdecydowałem się tym zająć. Uważam, że pieniądze można zrobić na wszystkim. W przyszłości i na piłce nożnej w Polsce będzie można zyskać. Wydaje mi się, że jeżeli w jakimś dłuższym czasie wyrównalibyśmy poziom naszych drużyn do zespołów europejskich, to można byłoby na futbolu bardzo dobrze zarobić.

— Jak zamierza Pan zarabiać na prowadzeniu szkółek piłkarskich?

— Ściągamy do Polski bardzo młodych utalentowanych zawodników, szczególnie z Brazylii i Nigerii. Zawodnicy poznają europejski styl gry, szczególnie taktykę, bo są oni już bardzo dobrze wyszkoleni technicznie. Myślę, że na takim zawodniku w przyszłości będzie można zarobić. W innych krajach, w Niemczech, Holandii takie szkółki też są organizowane, ale nie na tak dużą skalę. Tamte kluby sprowadzają po kilku zawodników. Uważam, że zawodnicy czują się lepiej, jeżeli są w większej grupie, bowiem łatwiej im się wtedy zaadaptować. Jeżeli mają opiekuna z ich kraju, to na pewno łatwiej im osiągnąć określony poziom.

— Ile można zarobić na jednym zawodniku?

— Trudno powiedzieć, ile można by na takim piłkarzu zarobić, ponieważ są to bardzo młodzi chłopcy. W mojej szkółce do tej pory było ponad 100 zawodników, po zrobieniu ścisłej selekcji zostało 15. Niedługo przewidujemy nowy nabór. Pierwsza selekcja odbywa się już na miejscu, w kraju, z którego zawodnicy pochodzą. Do tej pory nikogo nie sprzedaliśmy, sprzedażą zresztą nie jestem zainteresowany. Na razie bierzemy pod uwagę jedynie wypożyczanie zawodników. O kosztach na pewno będziemy mogli mówić po zakończeniu sezonu. Myślę jednak, że szkolenie tych chłopców będzie opłacalne. W pewnym sensie część poniesionych wydatków już nam się zwróciła. Na przykład jednego zawodnika wypożyczyliśmy na rok do Fortuny Dźsseldorf za 200 tys. DM. Jest to oczywiście jeden z przykładów. W tej chwili wszystkie zarobione pieniądze inwestujemy w dalsze szkolenie. Na razie najważniejszą inwestycją jest dla mnie centrum handlowe.

— Co Pan sadzi o lobbyingu politycznym? Czy takie zjawisko w Polskiej rzeczywistości jest obecne?

— Prawdopodobnie jest coś takiego. Ja jednak od polityki jestem bardzo daleko.

— Czy uważa Pan, że środowisko biznesu powinno wpływać na polityków?

— Na pewno łatwiej jest biznesmenom, którzy są związani z określonymi opcjami politycznymi. Ja jednak się nie włączam. Znam pewnych ludzi, z którymi czasami się spotykam, ale jedynie na stopie towarzyskiej. Staram się być neutralny. Nie angażuję się w takie rzeczy. Nie finansuję też kampanii politycznych.

— Fakt, iż rozpoczynał Pan działalność ponad 20 lat temu, przybliża do Pana pewnych polityków czy raczej oddala. Czy spotkał się Pan z taką opinią, że ponieważ rozpoczynał Pan działalność wtedy, to musiał Pan być związany z określoną opcją polityczną?

— Były to ciężkie czasy dla biznesu i był taki moment, że musiałem nawet ograniczać swoją działalność. Jednak nie byłem związany z tamtym systemem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Artur Lisowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Kariera / Nie finansuję polityków