Nie idźmy drogą Węgier

Adam Antoniak, ekonomista Banku BPH
opublikowano: 2010-12-07 10:51

Rząd Węgier w poszukiwaniu pieniędzy zdecydował się nawet na likwidację drugiego filara systemu emerytalnego. Zamiast zabijać pacjenta, lepiej go leczyć - pisze Adam Antoniak, ekonomista Banku BPH.

Wczoraj agencja Moody’s podjęła decyzję o obniżce ratingu Węgier do Baa3. Węgry są od jakiegoś czasu jednym z najgorzej radzących sobie gospodarczo krajów regionu. Od lat borykają się z problemem nadmiernego deficytu. Biorąc pod uwagę, że kraj ten ma najwyższy poziom zadłużenia z krajów Europy Środkowej i Wschodniej rząd Węgier sięga po coraz bardziej niestandardowe narzędzia jego ograniczenia. Po wprowadzeniu podatku od banków, wdrażany obecnie program oszczędnościowy przewiduje m.in. tymczasowe podatki dla wybranych arbitralnie sektorów gospodarki (telekomunikacja, energetyka, sieci handlowe).

Adam Antoniak, ekonomista Banku BPH
Adam Antoniak, ekonomista Banku BPH
None
None

W poszukiwaniu dodatkowych oszczędności władze skupiły w ostatnich tygodniach swoje wysiłki na zmianach w systemie emerytalnym, który po wprowadzeniu części kapitałowej, zarządzanej przez prywatne fundusze emerytalne, generuje istotne koszty fiskalne. W związku z tym w kilku szybkich i zdecydowanych krokach rządząca krajem partia Fidesz dokonała demontażu prywatnego systemu emerytalnego. Biorąc pod uwagę toczącą się obecnie w Polsce debatę nad reformą systemu emerytalnego, warto prześledzić przebieg wypadków na Węgrzech.

W pierwszym kroku ogłoszono czasowe (na kolejne dwa lata) zawieszenie przekazywania składek do prywatnych funduszy emerytalnych. Po drugie, rząd zadeklarował, że udział w prywatnej części systemu emerytalnego (drugi filar) będzie dobrowolny. Jednocześnie rząd ogłosił, że oczekuje, iż ponad 90% uczestników systemu zrezygnuje się na rezygnację z udziału w otwartych funduszach emerytalnych i zdecyduje się wrócić do państwowego systemu. Krótkookresowo przyniosłoby istotne oszczędności budżetowe (wzrost składek w pierwszym filarze).

Ostateczny cios prywatnym funduszom emerytalnym został zadany w ostatnim tygodniu listopada, kiedy minister gospodarki stwierdził, że tylko państwo jest w stanie zapewnić obywatelom „godziwą emeryturę”, a osoby, które zdecydują się pozostać w prywatnych funduszach emerytalnych stracą prawo do państwowej emerytury. Biorąc pod uwagę, że ok. 70% przyszłej emerytury miał zapewniać pierwszy filar, oznaczało to de facto, likwidację drugiego filara, gdyż jedyną ekonomicznie uzasadnioną decyzją uczestników systemu emerytalnego była rezygnacja z drugiego filara. Administracja poinformowała, że zakumulowane w prywatnych funduszach emerytalnych aktywa osób decydujących się na uczestnictwo tylko w państwowym systemie emerytalnym zostaną przejęte przez specjalnie powołany fundusz. Obligacje skarbowe zostaną anulowane, natychmiast redukując poziom długu publicznego. Pozostałe aktywa będą sukcesywnie wyprzedawane, a dochody posłużą na finansowanie bieżących wydatków.

Likwidacja prywatnych funduszy emerytalnych zwiększy na Węgrzech bieżące dochody sektora publicznego kosztem zwiększenia przyszłych jego zobowiązań, pogarszając istotnie długoterminową stabilność finansów publicznych. W kontekście toczących się w Polsce prac nad reformą systemu emerytalnego pozostaje mieć nadzieję, że polska klasa polityczna jest mniej krótkowzroczna niż jej węgierski odpowiednik i w tym przypadku powiedzenie „Polak, Węgier, dwa bratanki” nie będzie miało zastosowania. Poświęcenie długoterminowej stabilności finansów publicznych na rzecz rozwiązania bieżących problemów budżetowych jest przykładem skrajnej nieodpowiedzialności węgierskich władz. Ważną sprawą jest aby determinacja do rozwiązania doraźnych problemów budżetowych w Polsce nie doprowadziła do dezintegracji systemu emerytalnego. Wprawdzie w obecnym kształcie charakteryzuje go szereg mankamentów i zdecydowanie wymaga poprawy, jednak zasadą powinno być leczenie chorego pacjenta, a nie jego uśmiercanie.

Możesz zainteresować się również: