Czy można zakwestionować legalność wartego ponad 12 mld zł rocznie rynku? Można. Taka może być najpoważniejsza konsekwencja toczącego się od kilku miesięcy, i coraz bardziej ostrego, sporu między rzecznikiem ubezpieczonych a firmami ubezpieczeniowymi. Dotyczy on polis z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi (UFK), a stawką jest przyszłość ponad 30 proc. wartego 36 mld zł rynku ubezpieczeń na życie. Obie strony zgromadziły sojuszników, okopały się na swoich stanowiskach i do swoich racji starają się przekonać legislatorów.



Produkt na cenzurowanym
W ubiegłym roku ubezpieczenia inwestycyjne znalazły się na cenzurowanym. Jest to efekt buntu klientów, którzy mieli dość wciskania im produktów, na których tracą, a zarabia ubezpieczyciel i pośrednicy. Napięcie rosło, a bomba wybuchła pod koniec grudnia, kiedy rzecznik ubezpieczonych opublikował raport na temat polis z UFK. Postawił w nim pytanie na temat legalności ich sprzedaży.
— Wbrew temu, co twierdzą ubezpieczyciele, problem z polisami z UFK dotyczy znacznie szerszego grona. Widać to po rosnącej liczbie skarg — mówi Aleksandra Wiktorow, rzecznik ubezpieczonych.
Jej zdaniem, nazywanie tych produktów ubezpieczeniami wprowadza klientów w błąd. W rzeczywistości są to produkty inwestycyjne i tak powinny być traktowane. Dowodem na to jest ich konstrukcja. Zdecydowana większość składki idzie bowiem na inwestycje, a na ochronę ubezpieczeniową jest przekazywana tylko symboliczna część.
— Pod tym względem rynek spożywczy wyprzedza rynek ubezpieczeniowy. Żeby produkt nazywać masłem, musi on spełnić określone normy zawartości masła. W przypadku ubezpieczeń z UFK czegoś takiego nie ma — mówi dr hab. Marcin Orlicki, prawnik z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.
W jego ocenie sprzedaż tych produktów odbywa się w pustce legislacyjnej. Dlatego są potrzebne odpowiedzi na pytania, czy są one ubezpieczeniem albo kiedy są ubezpieczeniem, a kiedy nie. Innego zdania jest prof. Tadeusz Szumlicz, ekonomista z SGH. Zwraca uwagę, że przepisy o pracowniczych programach emerytalnych mówią, że na ochronę nie można przeznaczać więcej niż 15 proc. składki z ubezpieczenia z UFK. To świadczy, że element ochronny w tych produktach nie jest wcale najważniejszy.
— Niezadowolenie klientów z ubezpieczeń inwestycyjnych nie jest czymś nowym na rynku. Kilkanaście lat temu było podobnie, ale wówczas klienci czuli się oszukani, bo 20 proc. ich składek szło na ochronę, nie na inwestycję — przypomina profesor. Podobne stanowisko prezentuje także branża ubezpieczeniowa.
— Nie istnieje żaden akt prawny mówiący o regulowanej składce na ryzyko i składce na inwestycje. To, jak podzielona jest składka, zależy wyłącznie od tego, czego oczekuje klient. Naszym zdaniem, jest to najwłaściwsza filozofia — twierdzi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń.
Dwa punkty widzenia
Spór, choć ostry i dotyczy jednego z fundamentów rynku, nie zostanie szybko rozstrzygnięty. Ministerstwo Finansów i Komisja Nadzoru Finansowego unikają jednoznacznego poparcia jednej ze stron. Uważają, że problem z UFK trzeba rozwiązać w inny sposób, mając na uwadze jego wielkość i znaczenie dla całego sektora finansowego.
— Prawo nie powinno regulować zawartości cukru w cukrze — twierdzi Paweł Sawicki, dyrektor departamentu licencji ubezpieczeniowych i emerytalnych w KNF. Według niego, najlepsze będą regulacje konsumenckie. Nadzór pracuje na projektem rekomendacji w sprawie sprzedaży polis przez banki. W szczególności dotknie on polis grupowych, w których prawa klienta są bardzo mocno ograniczone.
Inaczej na sytuację patrzy Ministerstwo Finansów. Katarzyna Przewalska, wicedyrektor Departamentu Rozwoju Rynku Finansowego, ocenia, że za sukcesem ubezpieczeń inwestycyjnych kryje się luka podatkowa, a dokładnie — częściowe lub całkowite zwolnienie z podatku Belki. Na początku roku resort finansów wziął się za jej łatanie i ogłosił, że polisolokaty i struktury będą obłożone podatkiem od zysków kapitałowych.
— To skutecznie uporządkuje sytuację na rynku — twierdzi Katarzyna Przewalska.
OKIEM EKSPERTA
UFK nie znikną
MARCIN BRODA
analityk firmy Ogma
Przyszłość rynku ubezpieczeń z UFK nie leży w rękach regulatorów, ale samych ubezpieczycieli. Ten produkt może nadal się rozwijać, jeśli towarzystwa poradzą sobie z problemem zbyt wysokich prowizji dla pośredników. Obecnie wynoszą one 100 i więcej procent rocznej składki. To zbyt duży uszczerbek w kwocie przeznaczonej na inwestycję, by zarobił jeszcze ubezpieczyciel, fundusz inwestycyjny oraz klient. Ktoś musi tracić i pada na Kowalskiego. Nie wierzę, by nadzór finansowy skasował ten rynek. Produkty ubezpieczeniowe stają się zbyt ważnym źródłem zysków dla banków, by KNF pozwoliła sobie na taki krok. Ubezpieczyciele też muszą na czymś zarabiać.