Nie musisz być cool

opublikowano: 24-11-2019, 22:00

Kto powiedział, że trzeba mieć charyzmę Jamesa Bonda, aby zdobyć przyjaciół, zjednać sobie szefa i uwodzić tłumy?

Chyba każdy słyszał o eksperymencie, który w 1953 r. przeprowadzono wśród studentów kończących Uniwersytet Yale’a. Mieli opisać (im dokładniej, tym lepiej), jak widzą swoją przyszłość. 20 lat później wzięto pod lupę ich losy. Okazało się, że 3 proc. absolwentów, którzy szczegółowo określili swój cel, zgromadziło większy majątek niż pozostali uczestnicy badania razem wzięci. Robi wrażenie, prawda? Jest tylko jeden mały problem: takiego sondażu nikt nigdy nie przeprowadził. A teraz kolejne zaskoczenie: większość tego, co słyszeliśmy o charyzmie, jest tak wierutną bzdurą, że może konkurować ze słynnym mitem z Yale. Oto pięć rzeczy, których wcale nie potrzebujesz, żeby wzbudzać zaufanie, sympatię i wpływać na ludzi.

1. Uroda filmowego amanta. Wyobraźmy sobie menedżera, który ma tylko jeden wolny etat i musi wybrać między 10 kandydatami o równie imponujących kwalifikacjach. Wśród nich jest osoba o aparycji George’a Clooneya. Na kogo padnie wybór szefa? Prawdopodobieństwo, że pracę dostanie atrakcyjniejsza osoba, jest o 10 proc. wyższe — twierdzi Catherin Hakim, brytyjska socjolog zajmująca się rynkiem pracy. Fizyczny powab słusznie uważamy za jeden z elementów charyzmy, ale co powiedzieć o takich osobach, jak Winston Churchill czy Mahatma Gandhi? Do lansowanych przez media kanonów piękna raczej nie pasowali, a przecież to oni wpłynęli na losy świata i to do nich należał „rząd dusz”. Pociągający wygląd nie przesądza o sukcesie. Czasem wręcz go utrudnia. Wielu kobietom w robieniu kariery przeszkadza stereotyp ślicznej idiotki — spotykają się z lekceważeniem tylko dlatego, że natura obdarowała je ponadprzeciętną urodą i seksapilem.

2. Elitarne studia. Według prof. Hakim od tzw. kapitału erotycznego, utożsamianego z pięknem, co najmniej dwa razy ważniejsza jest inteligencja. Nie należy jej jednak mylić z sukcesami w szkole. Richard Branson ledwie umie czytać, a stworzył imperium Virgin i gdy otwiera usta, otoczenie zamienia się w słuch. Studiów nie zrobili Roman Karkosik, Zygmunt Solorz-Żak i Jerzy Owsiak, a matury nie ma Zbigniew Hołdys czy Andrzej Stasiuk. Żadnej z tych osób nie można odmówić charyzmy, mimo że różne młodzieńcze zawirowania nie pozwoliły im zdobyć formalnego wykształcenia.

3. Elokwencja ą la Korwin-Mikke. Z badań wynika, że za bardziej charyzmatyczne (i inteligentniejsze) uchodzą osoby pokroju Moniki Olejnik, Liroya i Janusza Korwin- Mikkego: przebojowi, głośni, mocni w słowach. Brak elokwencji można jednak zrównoważyć z nawiązką. Wystarczy okazać ludziom szczere zainteresowanie i pozwolić im się wygadać. Dowodem jest zabawna historia, która przydarzyła się Paulowi Ardenowi, byłemu dyrektorowi kreatywnemu Satchi & Satchi — bawiąc w Kopenhadze, musiał przyjaciela zostawić samego w pubie, choć ten znał tylko dwa duńskie słowa: ja i nej (tak i nie). Po chwili dosiadł się do niego odurzony alkoholem mężczyzna i zaczął mu opowiadać o swoim życiu. Gdy po dłuższym czasie Arden wrócił, pijany facet nie przestawał ględzić. Co zaś najlepsze: nie mógł się nadziwić, że trafił mu się tak fascynujący rozmówca.

4. Ekstrawersja na amerykańską modłę. Susan Cain w książce „Ciszej proszę…” opowiada o Brianie Little’u, byłym wykładowcy psychologii na Harvardzie, który zdobył nagrodę 3M Teaching Fellowship, określaną jako Nagroda Nobla dla nauczycieli akademickich. W tym niewysokim, masywnie zbudowanym starszym panu w okularach ludzie widzą skrzyżowanie Robina Williamsa z Albertem Einsteinem, ponieważ błyskotliwe wystąpienia okrasza dowcipami, piosenkami i podskakiwaniem na scenie. Wielu by się zdziwiło, widząc, jak profesor z zacięciem showmana żyje na co dzień. Zaszył się w domku na kanadyjskim odludziu, by oddawać się pasjom typowym dla introwertyków — czytaniu i pisaniu książek, komponowaniu utworów muzycznych i rozmyślaniom. Nie odbiera nawet telefonów i z rzadka zagląda do skrzynki z mejlami. Utarło się przekonanie, że charyzma wiąże się z ekstrawersją. Podwójna, pustelniczo- -estradowa natura prof. Briana temu przeczy — pozostając introwertykiem, można dysponować niespotykaną mocą przyciągania uwagi i wywierania wpływu.

5. Parcie na szkło. Rudolph Guliani, legendarny burmistrz Nowego Jorku, dał się poznać jako nieustraszony pogromca gangsterów i terrorystów, co zapewniło mu status porównywalny do gwiazdy rocka. Na politycznych wiecach porywał tłumy i świetnie wypadał w telewizji. Po atakach na World Trade Center tłumaczył opinii publicznej: „Jestem jednym z was, na Ground Zero spędziłem więcej czasu niż niejeden robotnik”. Został za to uhonorowany tytułem Człowieka Roku 2001 przez magazyn „Time”. Kiedy jednak odtajniono księgi czasu pracy burmistrza, okazało się, że na terenie zburzonych biurowców spędził w sumie… 29 godzin. Amerykanie uznali go za pozera, człowieka chorego na władzę i sławę, co pogrzebało jego szanse w wyborach prezydenckich. Jim Collins, guru zarządzania, dowiódł, że magnetyczna osobowość wcale nie jest tym, co ludzie w przywódcach cenią najbardziej — liderzy, za którymi jesteśmy gotowi skoczyć w ogień, łączą zdrową determinację z pokorą. Można stronić od mediów, a mimo to zmieniać politykę, biznes i inspirować miliony ludzi na świecie. Jakby na potwierdzenie ewangelicznych słów o „cichych”, którzy „na własność posiądą ziemię”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu