Nie pozwólmy zabić przemysłu

Małgorzata GrzegorczykMałgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 2022-01-19 20:00

Państwowiec, którego do rządu ściągnął Jacek Sasin. Realista, który widzi, kto pociąga za sznurki w Brukseli, i optymista, który wierzy, że trudności przedsiębiorców wywołane Polskim Ładem są przejściowe — tak przedstawia się Piotr Nowak, minister rozwoju i technologii.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • jak minister rozwoju ocenia szanse na zatwierdzenie funduszy unijnych dla Polski
  • na jakim etapie są programy rozpoczęte przez poprzedników obecnego szefa resortu rozwoju
  • jak Piotr Nowak ocenia Fit for 55

„PB”: Kto pana ściągnął z Międzynarodowego Funduszu Walutowego?

Piotr Nowak, minister rozwoju i technologii: Pierwszą propozycję dostałem od wicepremiera Jacka Sasina w imieniu szefostwa partii.

Nie bał się pan polityki?

Nie boję się wyzwań, jestem po wojsku. Padła propozycja, która jest zaszczytem i wyróżnieniem. Przez pięć lat pracy w Ministerstwie Finansów nie spotkałem się z tarciami politycznymi. Tworzenie wsparcia dla firm, sprzyjających warunków, by polscy przedsiębiorcy mogli stawać się innowacyjni to ekonomia, nie polityka. Polityczna może być decyzja, czy dane rozwiązanie będzie rozpatrzone przez Sejm teraz czy za miesiąc.

Podobno ściąga pan ludzi z Ministerstwa Finansów?

Niektórych ściągamy, inni przychodzą sami. Z Robertem Zimą, obecnym dyrektorem generalnym resortu, znamy się od lat. Trzeba mieć swój zespół, zaufanych ludzi, którzy chcą zrobić coś dobrego dla Polski i ciężko pracować. Tak się tu pracuje, jestem przed ósmą, wychodzę o 21-22. Mamy jeden kraj, jedną Polskę i musimy o nią dbać. Ministerstwo Rozwoju i Technologii, którym kieruję, takie właśnie zasady wyznaje. Przeżyłem szok, gdy w europarlamencie polscy posłowie opowiadali się za tym, by ukarać Polskę i nie dać jej funduszy na KPO. Nie jestem w stanie zrozumieć, jak Polak może coś takiego zrobić, nie mieści mi się to w głowie. Donald Tusk jest szefem Europejskiej Partii Ludowej, a Manfred Weber, jego zastępca, oficjalnie się za tym opowiada.

Dla Polski:
Dla Polski:
Trzeba mieć swój zespół, zaufanych ludzi, którzy chcą zrobić coś dobrego dla Polski i ciężko pracować. Mamy jeden kraj, jedną Polskę i musimy o nią dbać. Przeżyłem szok, gdy w europarlamencie polscy posłowie opowiadali się za tym, by ukarać Polskę i nie dać jej funduszy na KPO — mówi Piotr Nowak, minister rozwoju i technologii.
Marek Wiśniewski

No właśnie, a jak z pieniędzmi z KPO?

Ja nie negocjuję z UE, zajmuje się tym Waldemar Buda, wiceminister funduszy i polityki regionalnej. Jak każde ministerstwo, także resort rozwoju ma przygotowany program, który częściowo opiera się na KPO. Na razie pracujemy normalnie, realizujemy zaplanowane kroki milowe i posuwamy się do przodu. Nasza agenda nie jest na razie zagrożona, bo nie mieliśmy wielkich projektów związanych z KPO, a pieniądze będą potrzebne dopiero w III-IV kwartale.

Jakiej decyzji Brukseli się pan spodziewa?

Jestem umiarkowanym optymistą. Decyzja o niewypłacaniu pieniędzy jest polityczna i wychodzi poza ramy prawne UE. Skoro jest ona zrzeszeniem państw, które mają współpracować i się rozwijać, to niewypłacanie funduszy jest kompletnie niezgodne z założeniami. Nie ma merytorycznych powodów, by ich nie wypłacać. To są decyzje polityczne, wychodzące poza traktaty unijne, które zostawiają zarządzanie systemem sądowniczym w gestii krajów. To tak jakby ktoś kupił mieszkanie w bloku, ale potem się dowiedział, że administracji nie podoba się jego sofa i musi ją zmienić, bo w przeciwnym razie zakręcą mu ciepłą wodę. Osoby zaangażowane od paru lat obserwują grę Komisji Europejskiej, TSUE i Parlamentu Europejskiego, które rozpychają się, próbują zawłaszczyć coraz większą władzę. To naturalne w życiu politycznym i gospodarczym, każda instytucja i organizacja ma tendencję do powiększania strefy wpływów. Są jednak granice, w przypadku UE określone przez traktaty, a teraz Komisja Europejska wychodzi poza swoje kompetencje.

Wróćmy do pana resortu — czy pomaga on przedsiębiorcom w zrozumieniu Polskiego Ładu? Mają z tym duży kłopot.

Cały czas działa infolinia. Zdecydowana większość pytań, bo około 90 proc., dotyczy kwestii nadzorowanych przez Ministerstwo Finansów, czyli podatków. My zajmujemy się głównie udzielaniem odpowiedzi na pytania dotyczące budowy domów do 70 m kw. czy kredytów bez wkładu własnego.

Nie nazwałbym tego kłopotem, raczej trudnością. Założenia programu są dobre, natomiast przy implementacji popełniono kilka błędów. Osoby, które przygotowywały rozwiązania dla tak szerokiego spektrum gospodarczego, nie miały łatwego zadania. Nie popełnia błędów ten, kto nic nie robi, a to największa reforma od 30 lat. Tempo prac było szybkie, była presja, żeby projekt podpisać do końca listopada, by zmiany podatkowe weszły w życie od początku tego roku. Polski Ład to uszczerbek dla budżetu rzędu kilkunastu miliardów złotych, co jest najlepszym dowodem, że część osób na nim zyskuje. Była wola polityczna, by te kilkanaście miliardów jak najszybciej wpuścić do gospodarki. Podjęto ryzyko. Premier przeprosił, naprawiamy błędy, Ministerstwo Finansów stara się na 150 proc., działa niemal non stop, zwiększyło w tym celu liczbę pracowników.

Wróćmy do pana resortu. Co pan zmienił? Czy uruchomił pan jakieś nowe projekty, czy zawiesił rozpoczęte przez pana poprzedników?

Było tego dużo i na bieżąco wszystko analizujemy. Niektóre projekty posuwają się do przodu i czasem na kolejnych etapach pojawiają się problemy. Tak jest w przypadku ustawy o Fundacji Rodzinnej, zapisanej w Polskim Ładzie. Musimy jednak z Ministerstwem Finansów wyjaśnić pewne kwestie, zrozumieć jego obawy. Staramy się budować konsens, a nie narzucać swoje rozwiązania. Nie mamy monopolu na wiedzę. Dlatego chętnie spotykamy się z przedsiębiorcami, organizacjami, stowarzyszeniami. Pytamy, jakie widzą rozwiązania w krótkim i długim terminie, bo za kilka lat może się przecież pojawić problem, którego nie dostrzegamy. Przez pandemię zmienność życia gospodarczego niesłychanie wzrosła. Kiedyś można było planować na kilka lat do przodu. Były oczywiście niestabilne sektory czy regiony, ale było to nieporównywalne z obecną sytuacją. Poziom ryzyka jest zdecydowanie wyższy. Rynek zbytu w sąsiednim kraju może się z dnia na dzień zamknąć. To zmienia podejście do analiz, także naszych. Jednym z programów resortu rozwoju była polityka przemysłowa. Nie zarzucamy jej, ale mamy świadomość, że powstawała przy wykorzystaniu danych z wcześniejszych lat. Musimy zebrać świeże dane, bo realia gospodarcze się zmieniły, a jeśli pandemia — daj Boże — odejdzie, to znów się zmienią. Obecnie mamy problemy z dostępnością surowców, a gamechangerem będzie Fit for 55.

Ma pan o unijnej polityce klimatycznej mocne zdanie...

UE zakłada sobie pętlę na szyję. Każda osoba znająca realia gospodarki międzynarodowej wie, że zachowanie obecnych założeń doprowadzi do tego, że UE straci rynki sprzedaży. UE odpowiada za 8-10 proc. emisji CO2 na świecie. To tak, jakby w sali, w której jest 100 osób, 10 powiedziało, że nie pali. Czy to spowoduje, że powietrze zrobi się czyste? Są wprawdzie plany wprowadzenia CBAM [Carbon Border Adjustment Mechanism — red.], dodatkowej opłaty, która ma wyrównać koszty produkcji poza UE. Pomysł nie do końca jest spójny logicznie. CBAM jest wprowadzony na kilka podstawowych produktów, np. na stal. Ryzyko polega na tym, że stal można wykorzystać do produkcji samochodów elektrycznych, a wówczas CBAM nie obowiązuje. Rynek samochodów elektrycznych dopiero się tworzy. Kupując samochód spalinowy, wiemy, jakie są topowe marki. W elektrycznych nie wiadomo, kto jest lepszy. To nowa technologia, więc ludzie nie chcą kupować auta znanej marki za 300 tys., wolą noname’a za 60 tys. zł. W ten sposób chińscy producenci mogą spenetrować rynek UE. CBAM powinien obowiązywać na wszystkie produkty, tylko wtedy byłby efektywny. W przeciwnym razie Fit for 55 zabije przemysł.

To UE nie powinna mieć tej polityki?

Nie neguję potrzeby transformacji energetycznej. Musimy dbać o klimat — to nie podlega dyskusji. Polska jako pierwszy kraj wyemitowała zielone obligacje, uprzedziliśmy innych i potem dzieliliśmy się doświadczeniami. Udowodniliśmy, że zwracamy uwagę na potrzeby transformacji klimatycznej. Do sprawy trzeba jednak podejść racjonalnie, a obecne tempo jest mordercze.

Globalni liderzy powinni się porozumieć w kwestii tempa redukcji dwutlenku węgla. USA i Chiny podały terminy osiągnięcia neutralności klimatycznej, ale nie podają kolejnych etapów, w których zamierzają ją osiągnąć. Można pokazać horyzonty, ale należy zrobić to racjonalnie. Porozmawiać z przemysłem i naukowcami. Narzucanie takich samych zaostrzonych ram dla 27 krajów o tak zróżnicowanym poziomie gospodarki zadziała tylko wtedy, gdy najsłabszy będzie je w stanie zrealizować. Obecny plan zabije przemysł UE. Politycy są głusi na głosy przemysłu.

Jeśli społeczeństwo oczekuje, że przedsiębiorcy będą dbać o środowisko i dlatego firma inwestuje w zieloną energię, działa mechanizm rynkowy. Narzucone terminy osiągania kolejnych poziomów redukcji emisji są jednak drakońskie. Ambitne cele zostały ustawione pod najbardziej zaawansowane kraje. Kraje, które nie były pod zaborami, a potem nie były zduszone przez komunizm, weszły na szczyt, wciągnęły drabinę, a teraz mówią: „wspinajcie się”. To nie powinno tak funkcjonować.

Z czego to wynika?

Nie jestem naiwniakiem i wiem, że za tym stoi biznes. UE dąży rzekomo do stworzenia jednej organizacji. To zły kierunek. Poza tymi hasłami toczy się brutalna walka gospodarcza. Ten, kto ma silną gospodarkę, rządzi. Działania dla klimatu są nielogiczne, a wręcz kontrproduktywne. W Chinach buduje się obecnie tyle elektrowni węglowych, że pokryją zapotrzebowanie przekraczające potrzeby całej UE. Jakie są założenia zejścia w przyszłości z pozostałych 15-20 proc. do zera? Czy będzie nowa technologia, która na to pozwoli? Nie wiemy. Z ostatniego raportu ONZ wynika, że za 30 lat na niektórych szerokościach geograficznych nie będzie warunków do życia. Dlaczego nie mamy planu B? Dlaczego nie zastanawiamy się, gdzie wyłożyć miliardy dolarów, żeby np. w północnej Kanadzie czy na Syberii przygotować tereny do zamieszkania dla tych ludzi? Trzeba też zapytać naukowców, czy obecne zmiany klimatyczne są trwałe, czy cykliczne. Może za 80 lat będziemy mieli do czynienia ze zmianą cyklu? Ostatnio pojawiła się informacja, że z podatku od śladu węglowego będą zwolnione prywatne samoloty i jachty. Osoby tworzące regulacje powinny kierować się rozsądkiem i zasadami gospodarki.

Czy polski rząd ma racjonalne podejście do klimatu?

Tak.

Dlaczego źle, że polityka klimatyczna jest tworzona przez najbardziej zaawansowane kraje?

Analogicznie jak ze strefą euro. Czy wszystkim dobrze służy? Najlepiej zapytać o to Greków i Hiszpanów. Wspólna waluta jest dobra dla wysoko konkurencyjnych gospodarek, jak Niemcy czy Francja. Gdyby Niemcy miały krajową walutę, marka byłaby najsilniejsza, co utrudniłoby życie eksporterem. Tymczasem euro wprowadzono dla bardzo zróżnicowanych gospodarek. W trakcie kryzysów w 2008 i potem w 2010 r. niektóre kraje przeżywały załamanie gospodarcze. Gdyby miały własne waluty, ich kurs by się obniżył, co podniosłoby konkurencyjność eksporterów. Ponieważ jednak firmy handlowały w euro, stały przed wyborem: albo zainwestują i w ten sposób podniosą konkurencyjność za 2-3 lata, albo obniżą pensje pracownikom, bo to najszybszy sposób na podniesienie konkurencyjności. Przed takimi wyborami stały Grecja, Hiszpania czy Włochy. To wybory nie do pozazdroszczenia.

Finansista w polityce

Piotr Nowak jest ministrem rozwoju i technologii od 26 października 2021 r. Do resortu przyjechał z Waszyngtonu, gdzie od stycznia 2021 r. pracował jako doradca dyrektora zarządzającego, wicedyrektor departamentu polityki monetarnej i rynków kapitałowych MFW. W latach 2015-20 był podsekretarzem stanu w ministerstwie finansów, inicjatorem utworzenia Polskiej Agencji Nadzoru Audytowego oraz przeprowadzenia emisji „zielonych” obligacji rządowych. W tym czasie pełnił też funkcje przewodniczącego Rady Bankowego Funduszu Gospodarczego, przewodniczącego Komisji Nadzoru Audytowego, zastępcy gubernatora w Międzynarodowym Banku Odbudowy i Rozwoju oraz Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju. Był członkiem KNF, rady dyrektorów i komitetu ryzyka Europejskiego Banku Inwestycyjnego oraz rady administracyjnej Banku Rozwoju Rady Europy. Na początku 2015 r. został ekspertem ds. gospodarczych w Kancelarii Prezydenta RP. W latach 2010-15 był m.in. prop traderem w Espirito Santo Investment Bank Polska, wicedyrektorem departamentu zarządzania portfelami papierów dłużnych w PKO TFI czy starszym menedżerem w Money Makers TFI. W latach 2005-10 pracował w Londynie, m.in. w Calyon Corporate and Investment Bank czy Swiss Re. Jest absolwentem wydziału cybernetyki Wojskowej Akademii Technicznej, ukończył też studia licencjackie i magisterskie na kierunku finanse i bankowość SGH, a także studia doktoranckie. Ma dyplom Exacutive MBA i certyfikat CQF.