— Postawiłem wszystko na jedną kartę i liczyłem na marketing szeptany — tak Artur Kornio, założyciel krakowskiego domu strachów Lost Souls Alley, wspomina początki rozrywkowego biznesu. Zrezygnował z pracy u kogoś, zainwestował wszystkie oszczędności w lokal w centrum miasta i dał sobie dwa miesiące na ocenienie, na ile ten biznes się sprawdzi.

— Na szczęście już po miesiącu pierwsi klienci zaczęli przyprowadzać kolejnych. A więc moje przekonanie, że gdy o tego typu rozrywce opowie się znajomym przy piwie, oni też zechcą jej spróbować, okazało się prawdą. Dom strachów stał się moim źródłem utrzymania — mówi Artur Kornio.
Relaks w dmuchanych kulach
Sylwester Brzuchacz, jeden z dwóch założycieli Gmoods w Krakowie — firmy organizującej gry w ogromnych, dmuchanych kulach i imprezy w tramwajach — na razie traktuje działalność rozrywkową jako dodatkowe zajęcie.
— Uczymy się, zdobywamy doświadczenia, rozszerzamy biznes o kolejne rozrywki i docelowo pewnie będzie to w końcu nasze główne zajęcie — twierdzi Sylwester Brzuchacz. Gmoods tramwajowe imprezy organizuje od pięciu lat. Niedawno dołożył do tego alternatywną formę piłki nożnej — dmuchane, gumowe kule, w których zawodnicy mogą zderzać się z innymi, upadać i oczywiście kopać piłkę.
— W tym roku zadebiutujemy z nową rozrywką na statkach. Szczegółów na razie nie chcemy ujawniać. Dalsze plany to kompleksowa obsługa turystów — od transferu z lotniska, poprzez catering i wszelkiego rodzaju rozrywki. W ten sposób dywersyfikujemy też przychody — opowiada Sylwester Brzuchacz.
Ciarki w lesie
Kolejny pomysł na rozrywkę ma również Artur Kornio. — Dalej pozostanę w konwencji straszenia, ale w terenie. Las nocą już sam w sobie wywołuje ciarki. Jeśli dodatkowo będzie się jeszcze coś w nim działo, stanie się kolejną opcją do spędzenia wolnego czasu — opowiada twórca Lost Souls Alley. Zastanawia się też nad otwarciem filii we Wrocławiu. Gmoods też wyszło poza Kraków — do Warszawy i Wrocławia.
— Widać spory wysyp tego typu lżejszych rozrywek. Kiedyś turysta, ale też mieszkaniec dużego miasta, miał do wyboru muzeum, pub, restaurację, zabytki. Zaczął szukać jednak odmiany, bo ile można po prostu „kręcić się po rynku”. Szczególnie dużo otwiera się miejsc typu escape room [w których trzeba w określonym czasie wyjść z pokoju, a do wyjścia prowadzi szereg łamigłówek — red.], ale tu chyba powoli następuje nasycenie, przynajmniej w największych miastach — uważa Artur Kornio.
— Kraków znany jest z dużej liczby klubów. Jednak, przynajmniej dla mnie, nie różnią się one między sobą. Impreza w tramwaju jest natomiast zdecydowanie czymś innym i ludziom się to podoba — dodaje Sylwester Brzuchacz.
Coraz więcej kopii
Artur Kornio przyznaje, że dwa domy strachów w Krakowie to mogłoby być za dużo.
— Wtedy prawdopodobnie nie wyszedłby na swoje żaden z nas. Naśladowcy się pojawili, ale w innych regionach — mówi szef Lost Souls Alley. Współzałożyciel Gmoods też widział kopie swoich pomysłów. Ale na razie się nimi nie przejmuje.
— Inna jest sytuacja kogoś, dla kogo to główne źródło utrzymania, a inna jest nasza. Choć oczywiście, jeśli oglądamy pomysł łudząco podobny do naszego, to się nam nie podoba. I tak nie jesteśmy w stanie przewieźć wszystkich turystów, którzy odwiedzają Kraków, ani jego mieszkańców. To też ten typ rozrywki, do której można wracać. Skupiamy się na sobie i z mniej ani bardziej uczciwą konkurencją nie walczymy — twierdzi Sylwester Brzuchacz. © Ⓟ