Premier Donald Tusk sprowadził na tamto spotkanie kilkunastu kolegów z państw naszego regionu, jako że azjatycki gigant nie zamierza się rozdrabniać na rozmawianie — dłużej niż kilka minut — osobno z każdym szefem rządu państewka z jego perspektywy malutkiego. Nowy premier Li Keqiang tym razem na miejsce lądowania wybrał Bukareszt, ale formuła spotkania została powtórzona. Osobiście poznał się nie tylko z reprezentantami Unii Europejskiej, lecz także premierami państw bałkańskich dopiero aspirujących do wspólnoty.
Szczyt warszawski zakończył się wytyczeniem mapy drogowej zbliżenia. Wen Jiabao wspomniał wtedy o tzw. dwunastu krokach, które mają zdynamizować współpracę Chin z Europą Środkowo-Wschodnią, przede wszystkim w gospodarce, ale nie tylko. W Bukareszcie nasza niecierpliwa strona postawiła zasadne pytania o konkrety. W ciągu minionego roku deficyt handlowy całego regionu z Państwem Środka per saldo nie tylko nie odwrócił trendu, ale jeszcze się pogłębił. Trzeba po prostu przyjąć do wiadomości, że chińskie koło zamachowe rozpędza się bardzo powoli.
Polska pozycjonuje się na regionalnego lidera, coś na kształt lotniczego hubu. Ale to raczej pobożne życzenie i propagandowa teza Donalda Tuska. Chociaż polski eksport rzeczywiście się ożywił i jego dynamika jest większa niż importu. Wypada sobie tylko życzyć powodzenia w twardej walce o ukrojenie jak największego kawałka z 10 mld USD chińskiego kredytu na rozbudowę infrastruktury oraz zwiększenia udziału w puli importowanej z naszego regionu żywności. To byłyby pierwsze skierowane ku Polsce chińskie kroki z tuzina…