Nie taki absolwent straszny, jak go malują

opublikowano: 17-12-2017, 22:00
aktualizacja: 17-12-2017, 22:36

Zarzuty wobec milenialsów często są słuszne. Ale mądry menedżer umie ich wady zamienić w zalety

Pamiętacie film „Zaklęte rewiry” z młodym Markiem Kondratem? Lata 30. XX wieku. Nieznany postronnym świat zaplecza luksusowej restauracji wielkiego hotelu z jego ukrytym, lecz prawdziwym życiem: intrygami, konfliktami, problemami i drobnymi radościami. W tej trudnej rzeczywistości próbuje się odnaleźć grupa chłopców, zwykle ze wsi i biednych domów, stojących na progu dorosłości i przygotowujących się do zawodu kelnera, który oznacza dla nich awans społeczny. Rolę ich nauczycieli i wychowawców pełnią doświadczeni pracownicy restauracji. Trzymają krótką ręką, nie wahają się stosować kar, poniżać. Poddani temu reżimowi kłaniają się swoim mistrzom w pas, choć to udawany szacunek i pokora. Jak dalecy od tamtej potulnej młodzieży są milenialsi, którzy właśnie podbijają uniwersytety i rynek pracy. Nie szanują nikogo tylko dlatego, że jest od nich starszy. Bywają butni, krnąbrni, zapatrzeni w siebie. Swoją lojalność wobec firmy uzależniają od tego, jak są w niej traktowani. Dla awansu nie poświęcą wolnego czasu i pasji. Nastawienie na rozwój i nowości sprawia, że nigdzie nie zagrzeją miejsca. Same wady? Niekoniecznie. To, co często zarzucają młodym przedsiębiorcy i menedżerowie, może być zaletą. Wystarczy tylko trochę zrozumienia ze strony starych wyjadaczy i pewnej korekty młodzieńczych zachowań i postaw. Arogancja z czasem stanie się asertywnością, niezależność — kreatywnością, a fascynacja elektronicznymi gadżetami — kompetencjami cyfrowymi w pracy. Prawdą jest, że dwudziestokilkulatków nosi po firmach i po świecie, ale czy współczesny biznes nie wymaga mobilności?

Wyświetl galerię [1/2]

Fot. Marek Wiśniewski

— Milenialsi często szokują szefów swoimi oczekiwaniami i pewnością siebie. Z drugiej strony, żadne inne pokolenie nie czuje się tak komfortowo w nowoczesnych technologiach i międzynarodowych strukturach. Współcześni studenci i absolwenci charakteryzują się też głodem kompetencji i rozwoju, więc doskonale pasują do dzisiejszej gospodarki opartej na wiedzy — opisuje Paulina Mazur, dyrektor działu rozwoju talentów i wizerunku pracodawcy w firmie Bigram.

Pokoleniowa zmiana

Bez względu, jacy naprawdę są młodzi, to oni w najbliższych dekadach będą decydować o kondycji gospodarki i przedsiębiorstw.Czy znajduje to odzwierciedlenie w działaniach personalnych? Światło na sprawę rzuca badanie zrealizowane przez firmę CubeResearch na zlecenie Bigramu wśród 332 speców od rekrutacji. Ponad dwie piąte (44 proc.) deklaruje, że ich firmy pozyskują rocznie mniej niż 10 studentów i świeżo upieczonych absolwentów szkół wyższych. Niemal co piąty (17 proc.) respondent oświadcza, że co roku w ich spółkach przybywa od 10 do 19 takich osób. Prawie co ósmy (13 proc.) wskazuje przedział 20-39, a co dziewiąty (11 proc.) mówi o zatrudnianiu co roku od 40 do 60 młodych. Podobny odsetek pracodawców przyjmuje na swój pokład więcej niż 60 takich osób rocznie. Zadowalające liczby? To zależy od wielkości podmiotu i jego atrakcyjności w oczach kandydatów. W wielu przypadkach kadrowe potrzeby firm przerastają dostępność siły roboczej w danej miejscowości czy regionie. Czasem bywa tak, że przedsiębiorstwo nie umie odpowiednio zaprezentować swoich atutów. Wcześniej nie musiało tego robić, bo na ofertę odpowiadały dziesiątki kandydatów. Najpopularniejszą metodą rekrutacji pozostaje spotkanie z kandydatem. 60 proc. personalnych ogranicza się do wywiadu telefonicznego, a co trzeci zadaje kandydatom do rozwiązania case study (analiza przypadku) — wynika z sondażu Bigramu.

Więcej wyobraźni!

Paulina Mazur twierdzi, że sprytni pracodawcy postępują inaczej. Docierają do kandydatów preferowanymi przez nich kanałami. Stąd bierze się coraz częstsze w marketingu rekrutacyjnym wykorzystanie mediów społecznościowych i poleceń.

— Wybierając pracodawcę, młodzi najbardziej ufają swoim kolegom, koleżankom i rodzinie. Firmy powinny więc dbać o swoją opinię na rynku, tworzyć skuteczne programy employer brandingu. Studenci lubią różne zadania, zarządzanie przez wyzwania i partnerskie traktowanie — tłumaczy dyrektor Mazur.

Jak to wygląda w praktyce? Wirtualna Polska działa w świecie online i w większości zatrudnia młodych. Dlatego jej HR-owcy za oczywiste uważają łowienie przyszłych fachowców w ich naturalnym ekosystemie — od sieci społecznościowych, przez ośrodki akademickie, po firmy programistyczne. Korzystają z networkingu, poleceń, wchodzą w środowisko studenckie.

— Najwięcej daje bezpośrednia praca ze studentami przy biznesowych przedsięwzięciach. Nie są potrzebne nawet rozmowy kwalifikacyjne, bo — używając wojskowego języka — prowadzimy rozpoznanie w boju. Codzienne zadania, presja czasu, różnica charakterów — wszystko to pozwala zauważyć zarówno kompetencje programistów, redaktorów i innych specjalistów, jak i dziedziny wymagające rozwoju — argumentuje Artur Miernik, dyrektor zarządzania talentami w Grupie Wirtualna Polska. Siłowe metody z filmu „Zaklęte rewiry” już nie działają. W rekrutacji jak w miłości — najważniejsze jest pierwsze wrażenie. A po zatrudnieniu pracownika nie wolno tego zepsuć.

— Pierwszy kontakt z pracodawcą, jeśli będzie inspirujący, może zdecydować o chęci pozostania u niego na dłużej. Warto więc sięgnąć po wymagające większego wysiłku i fantazji metody: symulacje biznesowe, programy ambasadorskie, pokoje zagadek, zwane z angielska escape roomami. Takie rozwiązania są kosztowne, ale dają większy zwrot z inwestycji — wskazuje Maja Chabińska-Rossakowska, dyrektor HR w ING Banku Śląskim. A jednak wysokobudżetowe kampanie employer brandingu nie są warunkiem koniecznym. Dowodzi tego organizowany przez „Puls Biznesu” konkurs „Siła przyciągania” — jego laureatami są firmy, które umieją zwrócić uwagę milenialsów pomysłem, humorem i fantazją.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Nie taki absolwent straszny, jak go malują